
– Mogę spokojnie spojrzeć sobie w lustro – tak tuż po odwołaniu ze stanowiska wicemarszałka województwa podlaskiego powiedział Stanisław Derehajło. Znany samorządowiec stwierdził, że mimo utraty fotela czuje się wygranym. Derehajłę odwołano na nadzwyczajnej sesji sejmiku zwołanej na wniosek grupy radnych PiS.
Derehajło sam o sobie mówił, że jest "pszczelarzem-gawędziarzem". Mimo braku kwalifikacji, w 2017 r. został pracownikiem podległego ówczesnemu ministrowi nauki Instytutu Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, który zajmuje się cyberbezpieczeństwem.
Później zaś trafił do samorządu wojewódzkiego. Jako członek zarządu województwa nadzorował sprawy związane m.in. z rolnictwem czy dziedzictwem narodowym. Gdy Zenkowi Martyniukowi w gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku zorganizowano benefis, wicemarszałek w pierwszym rzędzie oklaskiwał króla disco polo.

Teraz Derehajło fotel w zarządzie Podlasia stracił. To dlatego, że Porozumienie Gowina znalazło się poza Zjednoczoną Prawicą, a Derehajło Gowinowi pozostał wierny.
Marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki w piątek na nadzwyczajnej sesji sejmiku w uzasadnieniu wniosku o odwołanie Derehajły stwierdził lakonicznie, że chodzi o jego działalność polityczną.
Artur Kosicki
Prawo i Sprawiedliwość
Gdy radni opozycji domagali się bliższych wyjaśnień i przypominali słowa marszałka z PiS, że w samorządzie należy działać ponad podziałami, Kosicki stwierdził tylko, że innego uzasadnienia nie będzie. Za odwołaniem Derehajły opowiedziało się 15 osób, przeciw głosowało 14 radnych. Jeden głos był nieważny.
Tuż po głosowaniu wystąpił sam odwołany. Derehajło mówił, że praca w zarządzie województwa była dla niego "ciekawym doświadczeniem zawodowym". Podkreślał, że kilka jego pomysłów udało się zrealizować "i one będą służyć dla naszego województwa".
– Szanowni państwo, każdy człowiek staje przed wyborem życiowym. Ja też przed takim wyborem stanąłem: czy pozostać w partii, z której startowałem do sejmiku województwa podlaskiego i na mnie zagłosowało ponad 14 tys. osób, czy też zachować stanowisko – wyjaśniał samorządowiec.
Stanisław Derehajło
Porozumienie Jarosława Gowina
Derehajło już rok temu dał się poznać jako krytyk prezesa PiS. Gdy w Zjednoczonej Prawicy zgrzytało i zanosiło się na rozpad koalicji, samorządowiec z Podlasia groził, że jeśli odwołany zostanie przedstawiciel Solidarnej Polski z zarządu Podkarpacia, to i przedstawiciele Porozumienia opuszczą zarządy pozostałych województw.
