
Nie milkną echa doniesień "Rzeczpospolitej" o obecności trotylu na wraku prezydenckiego Tupolewa. Mimo, że kierownictwo gazety przeprosiło za "pochopne opublikowanie" tych informacji, politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzą, że artykuł był prawdziwy i mają "dowód", który potwierdzi obecność materiałów wybuchowych na wraku.
Publikacja "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku Tupolewa autorstwa Cezarego Gmyza odpaliła bombę, której skutki długo jeszcze będą widoczne w Polsce.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości utrzymują, że artykuł "Rz" był prawdą. Jak informuje najnowszy "Newsweek", utrzymują, że są w stanie udowodnić obecność trotylu. Ma o tym świadczyć nagranie. Na nim informator partii, jeden z ekspertów uczestniczących w śledztwie smoleńskim, potwierdza wykrycie materiałów wybuchowych. Nie wiadomo jednak, o którego ze śledczych chodzi.
Marek Suski
poseł PiS dla newsweek.pl
"Newsweek" zwraca uwagę, że to już nie pierwsze takie zapewnienie posłów PiS. Wcześniej zarówno Adam Hofman, jak i Antoni Macierewicz utrzymywali, że wykrycie trotylu to prawda, a oni są w stanie to potwierdzić. Nie chcieli jednak zdradzić swojego źródła. Teraz już wiadomo, że chodzi o jednego ze śledczych uczestniczących w śledztwie.