Posłowie PiS przekonują, że są w stanie udowodnić obecność trotylu na wraku Tupolewa.
Posłowie PiS przekonują, że są w stanie udowodnić obecność trotylu na wraku Tupolewa. Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Nie milkną echa doniesień "Rzeczpospolitej" o obecności trotylu na wraku prezydenckiego Tupolewa. Mimo, że kierownictwo gazety przeprosiło za "pochopne opublikowanie" tych informacji, politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzą, że artykuł był prawdziwy i mają "dowód", który potwierdzi obecność materiałów wybuchowych na wraku.

REKLAMA
Publikacja "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku Tupolewa autorstwa Cezarego Gmyza odpaliła bombę, której skutki długo jeszcze będą widoczne w Polsce.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości utrzymują, że artykuł "Rz" był prawdą. Jak informuje najnowszy "Newsweek", utrzymują, że są w stanie udowodnić obecność trotylu. Ma o tym świadczyć nagranie. Na nim informator partii, jeden z ekspertów uczestniczących w śledztwie smoleńskim, potwierdza wykrycie materiałów wybuchowych. Nie wiadomo jednak, o którego ze śledczych chodzi.
Marek Suski
poseł PiS dla newsweek.pl

W świetle tego, co dzieje się ze świadkami, takie zabezpieczenie nie powinno nikogo dziwić. CZYTAJ WIĘCEJ

"Newsweek" zwraca uwagę, że to już nie pierwsze takie zapewnienie posłów PiS. Wcześniej zarówno Adam Hofman, jak i Antoni Macierewicz utrzymywali, że wykrycie trotylu to prawda, a oni są w stanie to potwierdzić. Nie chcieli jednak zdradzić swojego źródła. Teraz już wiadomo, że chodzi o jednego ze śledczych uczestniczących w śledztwie.