
"Newsweek" opisuje kulisy głośnej publikacji "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku Tupolewa. Michał Krzymowski ustalił, że redaktora naczelnego gazety do tematu miało przekonać spotkanie z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem. Wtedy miał także podjąć decyzję o zaostrzeniu tonu artykułu. Na publikację miał się zgodzić także sam właściciel wydawnictwa Presspublika, Grzegorz Hajdarowicz.
Po niemal dwóch tygodniach prac nad informacjami o śladach materiałów wybuchowych na wraku tupolewa, Cezary Gmyz był gotowy do opublikowania materiału. Naczelny "Rzeczpospolitej" postanowił jeszcze spotkać się z Andrzejem Seremetem i wysondować go w tej sprawie. Po spotkaniu miał wrócić przekonany do tematu i podjąć decyzję o zaostrzeniu tonu artykułu na bardziej stanowczy.
Pracownik "Rzeczpospolitej"
Zobacz też: Tomasz Wróblewski zrezygnuje z kierowania "Rzeczpospolitą"? Naczelny, który jest cieniem dawnego siebie
Publikacja wywołała falę komentarzy wśród prawicowych publicystów oraz popłoch w Kancelarii Premiera. Paweł Graś, rzecznik rządu, miał nawet przyznać w jednym z porannych programów, że możliwe jest wznowienie prac komisji Millera. Jak relacjonuje "Newsweek" miało to wzbudzić wściekłość u Donalda Tuska.
Emocje, choć jakże inne, podniosły się też w Prawie i Sprawiedliwości. W oczekiwaniu na konferencję Seremeta, politycy PiS rzucili wiele ostrych stwierdzeń. Jednak Prokurator Generalny nie wystąpił, a jego podwładni zdementowali informacje "Rz" o trotylu na wraku Tupolewa.
Poseł PiS
W zeszłym tygodniu prof. Jadwiga Staniszkis na antenie radia RMF FM sugerowała, że cała afera mogła mieć na celu sprowokowanie Prawa i Sprawiedliwości oraz prezesa partii, Jarosława Kaczyńskiego.
Po konferencji prokuratora Szeląga na stronie internetowej dziennika pojawia się oświadczenie z przeprosinami za pomyłkę. Najprawdopodobniej jego autorem jest Andrzej Talaga, wicenaczelny "Rz", który według "Newsweeka" realnie zarządza "Rzeczpospolitą. Po protestach dziennikarzy zdanie o pomyłce znika.
Źródło: "Newsweek"
