Przejęcie "władzy" nad internetem przez instytucję afiliowaną przy ONZ wcale nie uchroniłoby przed naciskami ze strony różnych państw.
Przejęcie "władzy" nad internetem przez instytucję afiliowaną przy ONZ wcale nie uchroniłoby przed naciskami ze strony różnych państw. Fot. Shutterstock

Światowym internetem rządzi prywatna organizacja ICANN, która zajmuje się m.in. administrowaniem adresami IP oraz zarządzaniem domenami. Jest ona wyjątkowo "wrażliwa" na sugestie rządu USA. To niekoniecznie podoba się innym państwom, dlatego niedługo może się to zmienić. ICANN miałaby zastąpić instytucja utworzona przez ONZ. Wbrew pozorom niekoniecznie jest to dobra informacja, bo może to zwiększyć naciski polityczne niektórych państw.

REKLAMA
ICANN, a właściwie Internetowa Korporacja ds. Nadawania Nazw i Numerów jest prywatną organizacją odpowiedzialną za przyznawanie domen internetowych oraz administrowaniem adresów IP i serwerów DNS na całym świecie.
Działa od 1998 roku, kiedy przejęła od amerykańskiego rządu techniczny nadzoru nad internetem. ICANN to organizacja o biznesowo-naukowo-społecznym charakterze. Fakt, że jest zarejestrowana w Kalifornii powoduje, że jest wyjątkowo "wrażliwa" na oczekiwania rządu USA – informuje "Gazeta Wyborcza".
Ta nieformalna władza nie podoba się niektórym państwom. Dlatego też pojawił się pomysł, żeby uprawnienia ICANN przejął Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) afiliowany przy ONZ. Wbrew pozorom nie jest to wcale decyzja, której od razu wszyscy przyklasną. Jak mówią eksperci, taka zmiana wcale nie zlikwiduje nacisków konkretnych państw.
Józef Halbersztadt
organizacja Internet Society Poland

ICANN jest organizacją, na którą mogą oddziaływać środowiska internetowe. Ma charakter demokratyczny, choć wpływ na nią zależy tez od pieniędzy. (…) Pod kuratelą ITU internet się upolityczni. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: "Gazeta Wyborcza"

Owo upolitycznienie może polegać na tym, że silne państwa forsowałyby korzystne dla nich projekty, przekupując mniejsze kraje. Taka praktyka jest powszechna, a mistrzami w niej są Chiny. Wszystko rozwiąże się już w grudniu w Dubaju, gdzie państwa będą głosować w tej sprawie.
Polskie stanowisko nie jest do końca jasne. Choć minister Boni podtrzymuje słowa, że sprzeciwimy się przejęciu władzy nad internetem przez ITU, to jednocześnie nie wyklucza "otwarcia na dyskusję" w sprawie rozszerzenia jego kompetencji – przypomina "GW".
Władze ICANN raz w roku wybierają wszyscy internauci świata, bo głosować może każdy z dostępem do internetu i e-maila. To jednak tylko teoria, bo w praktyce udział w głosowaniu bierze około 100 tysięcy osób, które mają o nim pojęcie i "siedzą w branży".