
Cezary Gmyz skieruje do sądu sprawę swojego zwolnienia z "Rz". Presspublika nie miała prawa żądać od swojego dziennikarza ujawnienia tożsamości swoich informatorów. Tajemnica dziennikarska jest jedną z najbardziej strzeżonych przez polskie prawo. Nawet, jeśli informator jest terrorystą.
REKLAMA
Zwolnienia w "Rzeczpospolitej", zwane już potocznie "rzeźnią w Rzepie" odbiły się głośnym echem w polskich mediach. Od razu pojawiły się kontrowersje. Presspublika zażądała, by autor publikacji o trotylu zdradził swoje źródła, które miały potwierdzać obecność materiałów wybuchowych na wraku prezydenckiego Tupolewa. Nie wiadomo, czy Cezary Gmyz z własnej woli nie udostępnił Presspublice danych swoich informatorów, czy sami bohaterowie tekstu o trotylu nie upoważnili go do tego. Sam autor już zdążył zagrozić swojemu byłemu wydawcy procesem. Stwierdził, że oświadczenie i uzasadnienie zwolnień opublikowane przez Presspublikę jest przekłamane.
Warto poświęcić więcej uwagi kwestii tajemnicy dziennikarskiej. O jej prawnych aspektach oraz zobowiązaniach dziennikarza rozmawiamy z mecenasem Piotrem Dynowskim, szefem praktyki prawa własności intelektualnej i mediów w kancelarii Bird & Bird.
Zobacz też; Cezary Gmyz nie odpuszcza i za zwolnienie będzie walczył na drodze prawnej. "Sięgnęliśmy poziomu Białorusi"
Tajemnica dziennikarska jest mocno chroniona?
Piotr Dynowski: Oczywiście. Nawet bardziej niż tajemnica spowiedzi, adwokacka czy radcowska. Z nich w określonych sytuacjach sąd może zwolnić. Obowiązek zachowania w tajemnicy tożsamości informatora może zdjąć z dziennikarza w zasadzie tylko sam informator. Nawet, jeśli ukrywanie tożsamości informatora byłoby bardzo nie na rękę wymiarowi sprawiedliwości. Tajemnica dziennikarska jest nie tyle prawem, co obowiązkiem dziennikarza.
Nie ma wyjątków?
Jednym jedynym wyjątkiem jest sytuacja, w której informacja przekazana dziennikarzowi przez informatora dotyczy karalnego zaniechania zawiadomienia o przestępstwie przeciwko pokojowi lub Państwu Polskiemu albo o zabójstwie.
Przypuśćmy, że dziennikarz przeprowadza wywiad z groźnym terrorystą, którego szuka pół świata i nikt nie wie, jak się nazywa. Czy dziennikarz zgodnie z prawem może nie zdradzić jego tożsamości ani sposobu, dzięki któremu do niego dotarł?
Może. Na tym polega cały dowcip. Dziennikarz może przeprowadzić wywiad z członkiem Al-Kaidy, lecz nie może zdradzić jego tożsamości. Na potrzeby procesu karnego może co najwyżej zostać zwolniony z tajemnicy faktów, o których dowiedział się od terrorysty, jeżeli tego wymaga dobro wymiaru sprawiedliwości. Nawet jednak w takiej sytuacji nie można zwolnić dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy danych umożliwiających identyfikację informatora.
Nawet jeśli wiadomo, że ten informator wcześniej mordował ludzi?
Nawet jeśli wiadomo, że ten informator wcześniej mordował ludzi?
Tak. Dziennikarz nie próbuje dotrzeć do swojego źródła tylko po to, by później je "podkablować". Żeby zdobyć zaufanie informatora, musi zapewnić mu bezpieczeństwo i gwarancję, że rozmowa z dziennikarzem w żaden sposób nie narazi go na szwank. Oczywiście ten przepis gryzie się z obowiązkiem, jaki teoretycznie ma każdy obywatel. Chodzi tu o powiadamianie organów ścigania, że mamy jakąś wiedzę o popełnieniu przestępstwa. Uznano jednak, że dochowanie tajemnicy dziennikarskiej jest ważniejsze nawet niż dobro wymiaru sprawiedliwości.
Presspublika miała prawo żądać od Cezarego Gmyza ujawnienia swoich informatorów?
Nie ma przepisu, który by pozwalał wydawcy żądać od dziennikarza ujawnienia informatorów. Prawo prasowe przewiduje jedynie prawo redaktora naczelnego do bycia poinformowanym w niezbędnych granicach o sprawach związanych z tajemnica dziennikarską, w tym o informatorach. W pewnych uzasadnionych przypadkach może to obejmować zapewne także przekazanie mu informacji o tożsamości informatorów, jednak wyłącznie w niezbędnych granicach i przeznaczonej tylko dla jego uszu.
Wtedy to już nie taka tajemnica…
Mamy w zasadzie dwa poziomy tajemnicy dziennikarskiej. Pierwszy - to tajemnica dziennikarska obowiązująca dziennikarza przygotowującego materiał prasowy, obejmująca także tożsamość jego informatorów. Mamy jednak także drugi poziom - tajemnice redakcyjną, która dotyczy wszystkich osób zatrudnionych w redakcji czy wydawnictwie. Nieważne, czy mówimy tu o redaktorze naczelnym czy redakcyjnym informatyku, który pisaniem artykułów się nie zajmuje. Takie osoby są także zobligowane do dochowania tajemnicy informacji objętych tajemnicą dziennikarską, w tym danych źródła dziennikarskiego, jeśli poznali je, wszystko jedno czy intencjonalnie czy nie.
Zobacz też: Prawicowi dziennikarze bronią Cezarego Gmyza w specjalnym liście. "Trudno nam uwierzyć, że popełnił pomyłkę"
Czym są te "niezbędne granice", dzięki którym redaktor naczelny może żądać ujawnienia źródeł?
To niestety bardzo nieostre pojęcie. Patrząc na nie zdroworozsądkowo, redaktor naczelny mógłby jednak w sytuacji publikacji o rzekomych śladach trotylu na wraku prezydenckiego Tupolewa wymagać od swojego dziennikarza ujawnienia informatorów lub chociaż informacji o tym z jakich są oni kręgów, w obliczu wydarzeń, jakie nastąpiły po publikacji o trotylu. Wywołany skandal i wprowadzenie w błąd opinii publicznej uzasadniałoby potencjalne żądanie naczelnego przedstawienia przez dziennikarza wyjaśnień w tym zakresie, w celu weryfikacji czy dochowano dziennikarskiej rzetelności przy przygotowywaniu artykułu. Zwłaszcza w obliczu gier politycznych i wysnuwanych, często absurdalnych wniosków i teorii. Redaktor naczelny jako osoba odpowiedzialna, także prawnie, za naruszenia prawa spowodowane publikacją, musi mieć jakieś pewne kompetencje do kontrolowania działalności podległego mu dziennikarza i weryfikowania jego pracy.
Mówił pan, że informator musi się zgodzić na ujawnienie swojego nazwiska. A z tego wynika, że można powiedzieć naczelnemu w wyjątkowych sytuacjach bez tej zgody...
Jak mówiłem, ten przepis jest nieostry. Ale przypuśćmy, że mamy do czynienia z niezwykle doniosłą sprawą. Może być sytuacja, w której będzie konieczne, żeby redaktor naczelny poznał tożsamość informatora. W takich uzasadnionych sytuacjach, dziennikarz, podkreślam - w wyjątkowych sytuacjach - może, w mojej opinii, zdradzić swojemu naczelnemu kim jest jego informator . Lecz redaktor naczelny jest dalej zobligowany do dochowania w tajemnicy tożsamości informatora i nie może jej ujawnić. Ona przechodzi na ten drugi, redakcyjny poziom tajemnicy dziennikarskiej. Znają ją dwie osoby, obie w równym stopniu zobligowane do milczenia.
Co grozi dziennikarzowi za zdradzenie swojego źródła?
Odpowiedzialność karna zagrożona grzywną lub karą ograniczenia wolności. Nie ma dokładnie określonego przedziału kary. W takim wypadku wszystko zależy od tego, jak dane przewinienie dziennikarza i jego skutki oceni sąd.
Odpowiedzialność karna zagrożona grzywną lub karą ograniczenia wolności. Nie ma dokładnie określonego przedziału kary. W takim wypadku wszystko zależy od tego, jak dane przewinienie dziennikarza i jego skutki oceni sąd.
Presspublika mogła zwolnić Cezarego Gmyza za nieujawnienie swoich źródeł?
Nie. Skoro dziennikarz jest prawnie zobligowany do dochowania tajemnicy jeśli chodzi o jego informatorów, to wykonywanie tego prawnego obowiązku nie może stanowić podstawy zwolnienia.
Cezary Gmyz zapowiedział, że skieruje sprawę do sądu. Czy znów wróci kwestia tych nieszczęsnych informatorów? Zdradzić czy nie zdradzić?
Sądzę, że ta rozprawa nie będzie dotyczyła kwestii tożsamości informatorów. Cezary Gmyz miał obowiązek dochować tajemnicy i tak zrobił. W tym aspekcie nie można mu niczego zarzucić. Presspublika zapewne jego zwolnienie będzie argumentować np. brakiem dochowania dziennikarskiej rzetelności przy przygotowywaniu publikacji.