
Polscy dyplomaci, którzy byli przy identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej na jej miejscu oraz później w Moskwie mówią o kulisach identyfikacji ciała prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Przekonują, że to nie Jacek Najder jest odpowiedzialny za pomyłkę, bo wiele osób – wszyscy, którzy widzieli ciało – było przekonanych, że to ostatni prezydent na uchodźstwie. 10 kwietnia wieczorem hołd prezydentowi miały oddać delegacje prowadzone przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego.
Dwaj dyplomaci postanowili opowiedzieć o kulisach identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Są przekonani, że nie powinno się składać na Jacku Najderze, byłym wiceministrze spraw zagranicznych, winy za błędną identyfikację ciała Ryszarda Kaczorowskiego. W rozmowie z Pawłem Wrońskim mówią, że do błędnej identyfikacji doszło już w Smoleńsku, a w Moskwie tylko ją potwierdzono.
Obecny ambasador przy NATO, wtedy wiceminister spraw zagranicznych, miał podpisać dokumenty dlatego, że był najwyższym rangą urzędnikiem i miał znać prezydenta Kaczorowskiego z oficjalnych spotkań. Jednak jeszcze przed tym zwłoki były podpisane jako ciało Ryszarda Kaczorowskiego. Nikt nie miał wątpliwości, że tak jest. Dlatego też uznano, że przyjazd rodziny byłego prezydenta jest konieczny.
Czytaj też: W Świątyni Opatrzności Bożej nie leży ciało Kaczorowskiego. Rząd powinien przeprosić? [Waszym zdaniem]
Dyplomaci relacjonują jak wyglądał cały proces identyfikowania zwłok. Z powodu obrażeń miało być to bardzo trudne. Niektóre zwłoki były identyfikowane przez dwie rodziny jako zwłoki ich krewnych. W niektórych przypadkach identyfikowano ofiary katastrofy dzięki szczegółom ręki czy nogi, bo ciała były tak zniszczone. Rozmówcy "Gazety Wyborczej" mówią, że czuli się absolutnie zaskoczeni, gdy okazało się, że w Świątyni Opatrzności Bożej nie leży ciało Ryszarda Kaczorowskiego.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
