Karol Strasburger - prowadzący teleturniej w 1996 roku
Karol Strasburger - prowadzący teleturniej w 1996 roku Fot. Kacper Pempel/ Agencja Gazeta

„Pamiętam, że cały wykład wydzwaniał do mnie nieznany numer. W końcu wysłałem sms 'o co chodzi?', w odpowiedzi dostałem 'Chcemy was do Familiady!' - myślałem, że spadnę z krzesła” opowiada Kamil. Kultowy teleturniej przeżywa renesans. Młodzi ludzie nie tylko już naśmiewają się z niego w sieci, ale po prostu w nim występują.

REKLAMA
– Moment, kiedy usłyszałem muzykę w studio i zaczęliśmy machać do kamery był cudowny. Myślałem, że umrę z wrażenia. W końcu "Familiadę" oglądam z rodzicami od dziecka, towarzyszy każdemu niedzielnemu obiadowi – opowiada Łukasz Jankowski, który wystąpił w teleturnieju razem ze swoimi kolegami. Swój zespół nazwali „Autostopowicze”, bo często w ten sposób podróżują po świecie. – Na pomysł wpadliśmy spontanicznie. W sumie to było zawsze moje marzenie, poznać Karola Stasburgera, zobaczyć studio, zmierzyć się z przeciwną drużyną. Oczywiście zrobiliśmy to też trochę dla zgrywy. W moim odczuciu "Familiada" to jeden z zabawniejszych teleturniejów w polskiej telewizji – dodaje Łukasz.
Rzeczywiście internet aż kipi od filmików z kolejnych odcinków programu. Nie dziwne,
teleturniej, który opiera się na zgadywaniu skojarzeń „przeciętnego Polaka” jest źródłem wielu zabawnych pomyłek i wpadek. Tym bardziej, jeżeli uczestnicy podchodzą do gry na poważnie. Nie ma co się oszukiwać, w końcu większość z nich przychodzi do programu po pieniądze. Jest więc i stres i duża rywalizacja. To, na czym zależy grającym, nie zawsze jednak jest źródłem zainteresowania oglądających. Większość widzów śledzi cotygodniowe odcinki w telewizji, tylko po to, żeby usłyszeć kolejny „suchar” Karola Strasburgera i pośmiać się z jego kultowych już rozmówek z głowami rodziny. Familiada bez jej odwiecznego prowadzącego na pewno nie była by tym samym programem.
Żarty z teleturnieju to nie nowość. Od pewnego czasu w modzie jest nie tylko obśmiewanie Familiady, ale po prostu udział w niej. W końcu kultowe rzeczy najlepiej ogląda się z bliska. – Dostanie się do teleturnieju wcale nie jest łatwe – tłumaczy Kamil Lipiński. – Trzeba zrobić sobie zdjęcia, wysłać na adres redakcji i czekać na zaproszenie do eliminacji. Nam udało się dostać po miesiącu. Byliśmy mocno zaskoczeni, tym bardziej, że zgłosiliśmy się trochę dla zgrywy. Kiedy jednak zostaliśmy zaproszeni do studia, sprawę potraktowaliśmy poważnie. Kilka nocy ćwiczyliśmy skojarzenia oglądając dawne programy, wbrew pozorom nie jest to łatwe – dodaje Kamil.
Rzeczywiście. Choć w teleturnieju nie trzeba wykazywać się wiedzą, to wcale nie jest prosty. Odpowiedzi ankietowanych są absurdalne i często zaskakujące. – Musieliśmy
nauczyć się prostego kojarzenia. Chociażby na pytanie: „co leży koło łóżka?”. Nie można odpowiedzieć książka, tylko pilot albo kapcie. Nie jest łatwo być statystycznym Polakiem – mówi Kamil. – Z tymi ankietowanymi to jest w ogóle oszustwo. Tak naprawdę to odpowiedzi wymyśla producent tuż przed programem – dodaje Łukasz. Pytania mogą też tworzyć fani programu. Na facebookowym profilu "Familiady" można zgłaszać swoje propozycje zarówno na żart, jaki i konkursowe zagadnienia.
– Z tym żartem to też nie jest do końca tak fajnie – opowiada Łukasz. – Kiedy my kręciliśmy program, Karol powtarzał go kilka razy. Studio też jest mniejsze niż w telewizji. Największe jednak rozczarowanie przyniósł mi kultowy „kącik muzyczny”. Zawsze wyobrażałem sobie, że jest to miły pokój ze skórzanym fotelem gdzie z głośników sączy się przyjemny jazz. W rzeczywistości jest to schowane za papierowym parawanem krzesło, gdzie można posłuchać sobie radia. Fajnie było wystąpić w teleturnieju, ale niewątpliwie stracił on sporo ze swojej magii – tłumaczy Łukasz.
Chłopcom nie udało się wygrać finału. Studio opuścili więc z kilkuset złotymi i paczką parówek firmy, która jest sponsorem programu. Występu jednak nie żałują. Udało im się dostać na na YouTube'a i zelektryzować znajomych, którzy długo nie mogli uwierzyć, że ich przyjaciele posunęli się aż tak daleko. W końcu "Familiada" jest jedyna w swoim rodzaju.