kopalnia Bielszowice
Wstrząs w kopalni Bielszowice. Uratowano jednego z uwięzionych górników. Fot. Tomasz Kawka/East News

Ratownicy dotarli do jednego z poszukiwanych górników, uwięzionych po sobotnich wstrząsach w kopalni w Bielszowicach (woj. śląskie). Mężczyzna jest przytomny. Po wywiezieniu na powierzchnię trafił do szpitala. Wciąż trwają poszukiwania drugiego z górników.

REKLAMA

W kopalni w Bielszowicach doszło do wstrząsu

Jak informowaliśmy w naTemat.pl wstrząs w kopalni Bielszowice miał miejsce przed godziną 9 rano w sobotę 4 grudnia. Doszło do niego w tzw. ruchu Bielszowice, części kopalni Ruda, należącej do Polskiej Grupy Górniczej na Śląsku.
Czytaj także:
– Po wstrząsie w tym rejonie została przerwana łączność, spadł przepływ powietrza. Nie ma kontaktu z dwoma ślusarzami – przekazał wówczas dyspozytor.
Rozpoczęła się akcja ratownicza. Kilka godzin później rzecznik Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Głogowski przekazał dobre wieści o nawiązaniu kontaktu z jednym z dwóch zaginionych mężczyzn.
– Nawiązano kontakt głosowy z jednym z górników. Udało mu się przekazać koc i wodę. Kontakt wzrokowy jest bardzo ograniczony, ale z relacji tego pracownika wynika, że widzi lampki górnicze ratowników – mówił rzecznik.
Po północy ratownicy dotarli do poszkodowanego. Po przetransportowaniu go na powierzchnię został zabrany do szpitala św. Barbary w Sosnowcu. – Podczas transportu był przytomny, rozmawiał z ratownikami, skarżył się na ból nogi i pleców – relacjonował w niedzielę nad ranem Głogowski dla Polsat News.
Nadal poszukiwany jest drugi z górników. Z sygnału nadajnika w jego lampie wynika, że znajduje się w odległości 10 m od miejsca, w którym znaleziono pierwszego pracownika.
Nie wiadomo jak dużo potrwa dotarcie do poszkodowanego. Akcja jest trudna pod względem technicznym. Bierze w niej udział ok. 30 ratowników, którzy ręcznie przerzucają skały. Pił używają jedynie do przecinania metalowych elementów zniszczonej przez opadające skały obudowy i przenośnika.
Wiceprezes PGG Rajmund Horst w rozmowie z mediami tłumaczył, że "przede wszystkim utrudnienie stanowi przestrzeń, w której ratownicy muszą się poruszać".– Jest ona bardzo ograniczona – podkreślił.
Poinformował też, że temperatura w miejscu prowadzenia akcji wynosi ok. 25 st. C. – To akceptowalna temperatura, jest zadowalający przepływ powietrza – ocenił.
Dodajmy, że w momencie wstrząsu pod ziemią w rejonie zagrożonym przy remoncie rurociągu pracowało trzech mężczyzn. Jednemu z nich udało się wycofać bez obrażeń. Kontakt urwał się z dwoma ślusarzami w wieku 31 i 42 lat.