Prof. Strzembosz mówi wprost: "Afera z Pegasusem w 2019 roku doprowadziłaby do unieważnienia wyborów".
Prof. Strzembosz mówi wprost: "Afera z Pegasusem w 2019 roku doprowadziłaby do unieważnienia wyborów". Fot. Michal Wozniak / East News

– Ta historia jest niezwykle kompromitująca – powiedział na temat burzy wokół Pegasusa były I Prezes Sądu Najwyższego prof. Adam Strzembosz. Podkreślał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że gdyby już w 2019 roku na jaw wyszły informacje na temat inwigilowania przez polskie służby specjalne opozycji przy pomocy systemu Pegasus, stanowiłoby to dostateczny powód do unieważnienia wyborów parlamentarnych.

REKLAMA
  • Według I Prezesa Sądu Najwyższego prof. Adama Strzembosza afera z Pegasusem jest kompromitacją dla władzy.
  • Dodaje, że informacje o podsłuchiwaniu opozycji przy pomocy Pegasusa w trakcie kampanii wyborczej w 2019 roku byłoby wystarczający powodem dla SN do unieważnienia wyborów.
  • Prof. Strzembosz zaznaczał, że teraz sprawę powinna wyjaśnić sejmowa komisja śledcza, choć taki scenariusz jest mało prawdopodobny.

  • Były I Prezes Sądu Najwyższego prof. Adam Strzembosz udzielił wywiadu dla "Gazety Wyborczej", w którym odniósł się do Pegasusa i doniesień na temat tego, że system ten był wykorzystywany jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku do śledzenia poczynań opozycji i osób publicznych, takich jak Krzysztof Brejza, Roman Giertych czy Ewa Wrzosek.

    Prof. Adam Strzembosz: "Z powodu Pegasusa wybory zostałyby unieważnione"

    W 2019 roku Brejza był szefem sztabu wyborczego Platformy Obywatelskiej. Jak zaznacza Prof. Strzembosz, w wypadku włamania się do telefonu (a raczej telefonów) tego polityka, polskie służby specjalne mogły zdobyć dostęp do ważnych planów sztabu PO. Były prezes SN zaznaczał, że to stanowiłoby dla Sądu Najwyższego wystarczającą przesłankę do tego, by wybory zostały unieważnione.
    – Dla mnie cała ta historia jest niezwykle kompromitująca i niewątpliwie, gdyby Sąd Najwyższy – taki Sąd, którym kierowałem – dowiedział się, że w ten sposób uzyskiwano informacje o zamiarach opozycyjnego ugrupowania w czasie akcji wyborczej, to takie wybory byłyby unieważnione – wyraźnie podkreślił.
    Prof. Strzembosz uważa, że afera związana z Pegasusem jest kompromitacją dla całego rządu, jak i samego Jarosława Kaczyńskiego – i to pomimo tego, że, jak stwierdził były prezes SN, nie jest pewne, czy lider partii rządzącej, Prawa i Sprawiedliwości od samego początku wiedział, jak wygląda sprawa z Pegasusem.
    – Ja bardzo krytycznie odnoszę się do Jarosława Kaczyńskiego, wielokrotnie dawałem temu wyraz, ale ja go nie podejrzewam, żeby on był w to na początku zamieszany. A jeżeli był zamieszany, jeżeli wiedział, że taka działalność jest podjęta, to stwierdzam wyraźnie – stracił prawo do bycia człowiekiem honoru – oznajmił prof. Strzembosz.
    – Wielu porządnych ludzi, którzy są w Sejmie i w klubie PiS, może mieć bardzo niewyraźne miny, gdy sobie pomyślą, że w takich okolicznościach doszli do władzy, że w takich okolicznościach uzyskali większość w Sejmie. To musi być rzecz bardzo niesmaczna – dodał.
    Na koniec prof. Strzembosz podkreślił, że konieczne jest wyjaśnienie całej sprawy i jej okoliczności, a niezbędne do tego jest powołanie sejmowej komisji śledczej. Jednocześnie przyznał, że wątpi na to, że rządzący się na to zdecydują.

    Pegasus i afera inwigilacyjna

    Pegasus jest stworzonym w Izraelu system, który ma służyć do walki z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. W grudniu amerykańska Agencja AP donosiła, że z pomocą tego oprogramowania polskie służby specjalne przed wyborami w 2019 roku włamały się do telefonu adwokata Romana Giertycha, prokurator Ewy Wrzosek i senatora KO Krzysztofa Brejzy, który wtedy przewodził sztabowi wyborczemu PO. Ich urządzenia przebadała firma Citizen Lab powiązana z Uniwersytetem w Toronto i to ona odnalazła ślady włamań.
    "Znalazłem 10 SMS-ów pomiędzy mną a Krzysztofem Brejzą z września i początku października 2019. Dotyczyły delikatnych spraw kampanii oraz prawnych związanych z pozwami wyborczymi. Podwójnie zassane przez PiS!" – napisał na Twitterze Giertych.
    Doniesienia skomentował też Brejza: "33 potwierdzone włamania Pegasusem w kampanii wyborczej na dwa moje telefony. Przed chwilą takiego newsa na cały świat podało Associated Press. Trudno się dziwić, że stosując takie metody PiS wygrał wybory".
    Potem poseł KO Michał Szczerba dotarł do dokumentu, z którego wynikało, że proces zakupu Pegasusa przez Polskę przebiegł ekspresowo i był zakamuflowany, a minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zamiast samemu podpisać dokumenty, posłużył się swoim zastępcą Michałem Wosiem.
    Co więcej, po złożeniu zażalenia przez Najwyższą Izbę Kontroli, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych z Ministerstwa Finansów stwierdził, że przy podczas operacji kupowania Pegausa rzeczywiście złamano przepisy, ale "szkodliwość czynu była znikoma".
    Od początku apelowano o powołanie komisji śledczej. Jednak większość polityków PiS początkowo albo zaprzeczała doniesieniom, albo z nich kpiła. Jednak w piątek w rozmowie z tygodnikiem "Sieci", Jarosław Kaczyński przyznał, że Polska ma Pegasusa, choć stwierdził, że nie był używany do inwigilowania opozycji.
    – Żaden Pegasus, żadne służby, żadne jakieś tajnie pozyskane informacje nie odgrywały w kampanii wyborczej w roku 2019 jakiejkolwiek roli. Przegrali, bo przegrali, nie powinni dziś szukać takich usprawiedliwień – próbował przekonywać. Jednak w jego zapewnienia nie wierzą Giertych, Brejza i Wrzosek, którzy przedstawiali wyniki badań, które pokazywały, że włamywano się na ich telefony.