
Inwazja Rosji na Ukrainę wprawiła w zaniepokojenie wielu Polaków. Część rzuciła się robić zapasy. Inni poszli do bankomatów, żeby wypłacić gotówkę. Wszyscy obawiają się, że konflikt dotrze do naszego kraju. Jednak wszyscy eksperci od lewa do prawa potwierdzają, że nie ma się czego bać. Oto dlaczego.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Po pierwsze NATO
W Polsce od lat mamy potwierdzone historycznie obawy przed agresją Rosji. W końcu zabory, wojna 1920, II wojna światowa i lata komuny nauczyły nas, żeby nie ufać władzom naszego gigantycznego sąsiada ze wschodu. Nic więc dziwnego, że kiedy Władimir Putin w czwartek nad ranem wypowiedział wojnę Ukrainie, nam zapaliła się czerwona lampka.
Sęk w tym, że Polska jest w zupełnie innej sytuacji politycznej i militarnej niż 80 czy 100 lat temu. Gwarantem niepodległości i bezpieczeństwa naszego kraju jest NATO. Sojusz militarny, jakiego nigdy nie było. Zrzesza on większość największych i najnowocześniejszych armii na świecie, w tym armię amerykańską, której wojska stacjonują w Polsce.
Ba, jest ich coraz więcej. Prezydent USA Joe Biden nie bez kozery podkreśla, że armia jego kraju nie pozwoli, żeby Rosja zajęła choćby skrawek ziemi należącej do NATO.
Polska posiada uzbrojenie (własne i sojusznicze), którego Rosja się boi. Podkreślał to podczas swojego przemówienia sam Putin, kiedy wytknął, że w kraju nad Wisłą znajduje się amerykanski system obrony przeciwrakietowej.
– Rosja jest zagrożeniem dla Polski i Zachodu. Wnioski z historii dają nam prawo do ocenienia Rosji jako zagrożenia. Takie prawo daje też obserwowanie agresywnej, neoimperialnej polityki, datowanej co najmniej od 2008 roku, gdy miał miejsce konflikt z Gruzją, ale przede wszystkim od aneksji Krymu. Rosja stała się, z nadziei na partnera Zachodu, zagrożeniem. A ponieważ Polska jest częścią Zachodu, to też jest zagrożeniem dla nas – powiedział w rozmowie z naTemat Tomasz Siemoniak, były szef MON.
Czy mamy się czego obawiać? Czy polscy żołnierze pojadą na wojnę? Siemoniak uspokaja
Były szef MON uważa jednak, że Polska nie jest zagrożona militarnie, nie jest też zagrożony polski system bankowy, nie jest potrzebne też zaopatrzenie w żywność – gdyby Polacy zaczęli panikować.
– Obecna sytuacja jest przede wszystkim zadaniem dla władz państwowych, takich struktur, jak wojsko czy służby specjalne. To one muszą wyciągać wnioski z tej sytuacji i tak kształtować różne działania, wydatki, aby Polska była jak najlepiej przygotowana. Panika jest złem, panika osłabia. Może prowadzić do destabilizacji różnych instytucji, kompletnie bez powodu – powiedział Siemoniak.
– Biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną, nie jest prawdopodobne, że polscy żołnierze będą walczyć w Ukrainie w razie konfliktu. Ukraina nie jest w NATO, wiec nie obowiązują nas zobowiązania traktatowe, jeśli chodzi o kwestie militarne – dodał Tomasz Siemoniak.
