Zdewastowany pomnik w Jedwabnem, gdzie w 1941 żywcem spalono miejscowych Żydów w stodole
Zdewastowany pomnik w Jedwabnem, gdzie w 1941 żywcem spalono miejscowych Żydów w stodole Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

O "antysemityzmie tramwajowym", Żydach w NKWD, Jedwabnem i mordzie rytualnym rozmawiamy z Haliną Bortnowską, katolicką publicystką, współzałożycielką Stowarzyszenia Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita".

REKLAMA
Wczoraj media cały dzień żyły informacją o udaremnionym przez ABW zamachu. Z informacji prokuratury wynika, że zamachowiec kierował się motywami ksenofobicznymi, nacjonalistycznymi i antysemickimi. Jednocześnie dziś już wiemy, że Brunon K. jest człowiekiem wykształconym, pracownikiem wyższej uczelni, wykładowcą. Czy ta informacja nie zadaje kłamu stereotypowi, że antysemickie postawy to w dużej mierze problem niewykształconych warstw społeczeństwa? Czy zmienia jakoś “portret“ polskiego antysemityzmu?

Halina Bortnowska – polska filozof, teolog, publicystka. Animatorka przedsięwzięć społecznych, uczestniczka ruchu ekumenicznego. Od 2007 przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita".

Halina Bortnowska: Mnie ta informacja szczególnie nie zaskoczyła. Od czasów dzieciństwa spotykałam się z bardzo różnymi rodzajami antysemityzmu i wiem, że ma on wiele twarzy. Pyta mnie pan o portret, jednak tak naprawdę powinniśmy mówić o galerii.

O jakich rodzajach antysemityzmu można więc mówić?
Weźmy chociażby zjawisko, które w ślad za Anną Morawską nazwać można antysemityzmem tramwajowym. To te wszystkie głupie uwagi, żarty, prymitywizm myślowy i obyczajowy. Chcę tu jednak podkreślić, że nie uważam, iż ludzie prości z definicji muszą być niechętni Żydom. Znam wiele osób, które powodowane chociażby chrześcijańskim miłosierdziem i świadomością, że i Jezus był Żydem, są przychylne wyznawcom judaizmu. Wracając jednak do antysemityzmu tramwajowego – myślę, że jest on bardziej paskudnym nawykiem, wynikającym z ignorancji, a nie wypracowaną, świadomą postawą.
Ale jest też antysemityzm w pełni świadomy...
Tak, to nawet ciekawszy przypadek. Chodzi o antysemityzm, który jest swoistą filozofią i gotową odpowiedzią na wątpliwości trapiące niektórych ludzi. Jest wytłumaczeniem dla tego, czego te osoby nie rozumieją. Mam wrażenie, że do tej grupy należy właśnie niedoszły zamachowiec.
Poglądy takich ludzi świadczą, że antysemityzm wbrew temu, jak wielu chciałoby myśleć, nie znika wraz z wyższym poziomem wykształcenia i szerszymi horyzontami umysłowymi.
To prawda. Ktoś może świetnie znać nauki ścisłe, a na tym akurat polu być zupełnie prymitywnym. Co gorsza, w oparciu o swój naukowy autorytet taka osoba może z powodzeniem przekonywać innych do swoich antysemickich poglądów. O zagrożeniach związanych z autorytetem nauki pisała ciekawie pani prof. Fikus, pisał pan Bendyk...
Wróćmy jednak do antysemityzmu. O jakich jeszcze jego typach można mówić?
Wciąż silny i konsekwentny jest antysemityzm ekonomiczny, wywodzący się z czasów przedwojennych. Wiele osób miało Żydom za złe, że odgrywali oni zbyt dużą rolę w polskiej gospodarce. Muszę przyznać, że taki pogląd można w jakiś sposób zrozumieć, bowiem rzeczywiście np. handel w rękach polskich był wtedy mało konkurencyjny, co rodziło w wielu Polakach poczucie krzywdy. Nie usprawiedliwiam wrogości wobec Żydów, chcę tylko pokazać, że ta odmiana antysemityzmu miała pewne oparcie w faktach, pewne tło doświadczeń. Gospodarcza konkurencja między Polakami a Żydami silna była chociażby w łomżyńskim, w mniejszym stopniu w białostockim. Ale trzeba dodać, że w tym regionie silny był także antysemityzm endecki, niestety propagowany również przez Kościół.
Czy dzisiejsze przekonanie, że “Żydzi rządzą światową gospodarką”, nie jest jakąś zmodyfikowaną wersją tamtego lęku?
W pewnym sensie tak, ale ma zdecydowanie mniejsze oparcie w faktach. Natomiast w wielu miejscach w Polsce ludzie odczuwają realny lęk przed tym, że Żydzi wrócą “po swoje” i odbiorą im to, co dziś posiadają.
To chyba trochę jak w filmie “Pokłosie” Pasikowskiego, w którym mieszkańcy wsi obawiają się o swój pożydowski dobytek. Sądzi pani, że taka obawa rzeczywiście istnieje, że nie jest tylko fantazją reżysera?
Mam nawet pewność, że taka obawa jest. Sama się z tym zjawiskiem spotkałam. Ludzie, przeżywając ambiwalentne poczucie zagrożenia i winy, drżą ze strachu nawet wtedy, gdy ktoś obcy zbyt dokładnie przygląda się ich wsi.
A co z koncepcją “żydokomuny”, która wciąż znajduje w Polsce wielu zwolenników?
Opiera się ona na przekonaniu o współpracy Żydów z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa, chociażby NKWD. I jest to niestety prawda, bo byli tacy Żydzi. Większość z nich to przedwojenni komuniści, dla których taka właśnie droga była jedynym w ich mniemaniu sposobem zdobycia uznania. Wielu z nich potem uległo pokusie zostania agentem NKWD, z którym wszyscy się liczą i którego wszyscy się boją. Musimy jednak pamiętać, że ich ofiarą padali także inni Żydzi. Ich również wysyłano na Sybir.
Argument o współpracy Żydów z sowietami to jeden z często dziś podnoszonych glo w dyskusji o Jedwabnem...
No tak, problem polega jednak na tym, że w Jedwabnem Polacy za Żydów winnych zemścili się na Żydach niewinnych. Przecież współpracownicy NKWD ewakuowali się razem z Rosjanami, a kto został? Rabin, który zawsze był wrogiem komunistów, zostali ludzie starsi, kobiety i dzieci. Nie było żadnych dowodów ich winy, a jako cywilizowani ludzie nie powinniśmy chyba stosować odpowiedzialności zbiorowej.
Dr Michał Bilewicz, z którym rozmawiałem, opowiadał mi, że w niektórych rejonach Polski do dziś funkcjonują pozostałości tradycyjnego antyjudaizmu...
Jest to antysemityzm ugruntowany na przekonaniu, że Żydzi zabili Jezusa. Wyraża się m.in. w wierze w mord rytualny, jakiego mają dopuszczać się Żydzi. Wydaje się, że niestety rzeczywiście jest on w Polsce wciąż żywy.
W kościele w Sandomierzu wśród obrazów przedstawiających różne nieszczęścia, jeden poświęcony jest mordowi rytualnemu. Jakiś czas temu historycy sztuki debatowali, czy coś z tym zrobić i ostatecznie zdecydowano się umieścić obok plakietkę informującą, że obraz przedstawia zdarzenie, które nigdy nie miało miejsca. Jednak przewodnik oprowadzający ludzi po światyni powtarza: “O, tę tabliczkę to Żydzi kazali powiesić”.
A jak w perspektywie antysemityzmu patrzeć na podnoszoną dziś przez wiele osób krytykę działań państwa Izrael?
Te działania rzeczywiście budzą sprzeciw, zwłaszcza ze strony obrońców praw człowieka, do których i ja sama się zaliczam. Ale współczucie dla Palestyńczyków nie powinno od razu rodzić antysemityzmu.
Na koniec chciałbym zapytać o to, jak wobec wczorajszych doniesień walczyć z antysemityzmem. Okazuje się bowiem, że nie wystarczy edukować. Także najlepiej wykształceni bywają antysemitami.
To prawda, uważam jednak, że nie powinniśmy skupiać się na tym, że ktoś ma tytuł naukowy, bo także naukowiec może być fanatykiem. Warto w tym miejscu wspomnieć o czymś, co Karl Popper nazwał “ostrożnością poznawczą”. Chodzi o przekonanie, że nie powinniśmy pochopnie przypisywać naszym opiniom bezwzględnej pewności. Mam wrażenie, że czasem zapominają o tym nie tylko naukowcy, ale i my, dziennikarze.