"Atlas Chmur"
"Atlas Chmur" Mat. prasowe

Produkcja od początku wywoływała duże zainteresowanie, między innymi dlatego, że jest to pierwszy film po zmianie płci jednego ze słynnych twórców "Matrixa". Dużo emocji wzbudza także fakt, że film jest ekranizacją słynnej książki Davida Mitchella, na którą czekano bardzo długo.

REKLAMA
Rodzeństwo Wachowskich od dawna uchodzi za wizjonerskie – dobrze pamiętamy ich „Matrix”, który można darzyć sympatią bądź nie, lecz nie można mu zarzucić braku innowacyjności. Wachowscy lubią otwierać przed nami nowe światy, zarówno te zupełnie fantastyczne, jak i te znajdujące się wewnątrz nas.
Uniwersalne historie
To jest właśnie ich siła: pozorna fantastyka jest tylko maską, za którą skrywają się uniwersalne historie o miłości, przyjaźni, lojalności czy szczerości. Przesłanie wytrzymuje próbę czasu, nawet gdy tak jak Matrix z biegiem czasu traci swój nowoczesny błysk. Technologia rozwija się w szybkim tempie, co powoduje, że już dziś trylogia o Neo wydaje się w swoich środkach dość oszczędna, by nie powiedzieć archaiczna.

Czy ukazywanie problemów i zagadnień w sposób, w jaki przyzwyczaili nas bracia Wachowscy ma szansę zachwycić za dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat, jak chociażby filmy Kurosawy?

Wachowscy też są wizjonerami i świetnie operują kinem mainstreamowym, nadając mu ludzką twarz i próbując przemycić wyższe wartości. Czy jednak wykorzystanie najnowszych nowinek technicznych, obróbki obrazu i dźwięku wpłynie korzystnie na ich filmy, czy zostaną one ważną lecz tylko ciekawą wizytówką naszych czasów? Obrazy duetu wydają się na wskroś realistyczne i mimo że zanurzone są zwykle w sporej dawce fantasy, to jesteśmy w stanie wczuć się w świat bohatera i traktować go jak własny. To może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem rodzeństwa Wachowskich.

Film "Hugo i jego wynalazek" na podstawie książki "Wynalazek Hugona Cabreta" zdobył wiele znaczących nagród: pięć Oscarów, dwie nagrody BAFTA oraz Złoty Glob za reżyserię. CZYTAJ WIĘCEJ

Film oczywiście starzeje się, lecz stając się kultowym obrazem zyskuje inną perspektywę – tłumaczy Marcin Zwierzchowski, recenzent fantastyki i bloger naTemat. – Na tego typu filmy patrzymy z nutą nostalgii i nie wyśmiewamy ich. Spójrzmy na pierwszą część „Obcego” - technologia tam wykorzystywana wydaje się archaiczna, lecz film nie staje się przez to śmieszny – stwierdza.
„Atlas Chmur” jest jednocześnie kolejną długo oczekiwaną ekranizacją popularnej powieści. Jej autor, David Mitchell, stworzył zbiór opowieści na pierwszy rzut oka niepowiązanych, dziejących się w różnych czasach i okolicznościach, lecz nawiązujących ze sobą dialog. Te same problemy targające bohaterami, te same rozterki i wątpliwości zdają się ich łączyć mimo rozrzucenia w historii ludzkości.

Mitchell znosi granice zarezerwowane dla powieści, tworząc uciekającą przed szablonami opowieść o świecie chaosu, w którym człowiek jest zarówno winowajcą, jak i ofiarą. Rodzeństwo Wachowskich podjęło się bardzo trudnej sprawy - przeniesienie tak rozbudowanej historii na taśmę filmową jest nie lada wyzwaniem.

Wznowienie "Atlasu chmur" Davida Mitchella ukazało się 9 listopada. Książka została opublikowana zarówno w wersji filmowej, jak i w formacie charakterystycznym dla serii książkowej. CZYTAJ WIĘCEJ

Nie jest to przypadek odosobniony - reżyserzy często porywają się na ekranizacje książek trudnych, wyjątkowych i bardzo złożonych. Najlepszym tego przykładem jest „Władca Pierścieni” - porywająca seria sześciu ksiąg o walce dobra ze złem, własnych słabościach, opowieść o lojalności, przyjaźni i odwadze.
Peter Jackson i jego trylogia filmowa jest odbierana skrajnie. Już sama forma jest argumentem dla krytyków - książka mimo że wydana w trzech tomach składa się oryginalnie z sześciu ksiąg, lecz poprzez powtarzany przez media po ekranizacji zwrot „trylogia Tolkiena” większość jest przekonana, że to trzy powieści tworzące całość. Innymi argumentami są te dosyć oczywiste: wiele wątków zostało pominiętych, wiele relacji zostało spłyconych - nic dziwnego, trudno w kilkugodzinnej ekranizacji oddać złożoność wielkiego i skomplikowanego świata Tolkiena.
Kolejnym sprawdzianem dla Jacksona będzie inna część zanurzona w świecie „Władcy Pierścieni” - „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Reżyser początkowo planował dwie części, lecz w końcu stanęło na trzech. Argumentem za tym była duża niezrealizowana część książki Tolkiena. To duża zmiana w produkcji: „Władca Pierścieni” z sześciu ksiąg został ograniczony do trzech filmów, a „Hobbit”, który w oryginale jest jedną powieścią rozbito na trzy obrazy.

Film "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa" odniósł zarówno sukces finansowy, jak i zdobył uznanie krytyków, osiągając dwudzieste piąte miejsce na liście najbardziej dochodowych filmów wszech czasów. CZYTAJ WIĘCEJ

– Filmy kosztują coraz więcej, producenci boją się inwestować w obrazy, co do których nie mają pewności – mówi Zwierzchowski. – Wokół ekranizacji znanej powieści zawsze zgromadzi się tłum wiernych fanów, którzy sami zrobią promocję filmowi. Do tego dochodzi cała franczyza z wielkiego biznesu gadżetów – dodaje.

Polecamy: Iluzjon odzyskany. Można? Można!

Siła X Muzy

Michał Walkiewicz z redakcji Filmwebu zwraca uwagę na specyficzność prozy Mitchella, którą na warsztat wzięło rodzeństwo Wachowskich. – To literatura niesprzedawalna w Hollywood. Mimo znanego nazwiska Wachowscy mieli bardzo dużą trudność z zebraniem pieniędzy na produkcję. „Atlas Chmur” to wielki, niezależny obraz. Ma świetną obsadę, lecz sama tematyka nie jest kolejną hollywodzką historią – mówi. Zaznacza, że sprzedaż tego filmu pozostawia wiele do życzenia, a za przeciwstawną skrajność podaje debiutującą również dziś „Annę Kareninę”: – Ta produkcja jest prosta w odbiorze, z pewnością szybko na siebie zarobi.
Czy wielkie ekranizacje są w stanie sprostać wymaganiom fanów oryginału? – Ekranizacje nie są wiernym przeniesieniem książki, nigdy nie miały nim być – tłumaczy Marcin Zwierzchowski. – Sztuką jest przenieść historię do kina, a nie skopiować. To nierealne, to inne medium – dodaje.

– Każda muza sztuki rządzi się swoimi prawami – potwierdza Anna Wendzikowska, aktora, dziennikarka i blogerka naTemat. – Trudno, by film oddawał dokładnie to, co powieść. Wydaje mi się, że producenci z jednej strony bezpiecznie lokują swoje budżety w produkcje, których sukces jest pewnikiem, np. „Zmierzch”, lecz nie można ukrywać, że na niektóre z tych ekranizacji sami czekamy – dodaje. Wendzikowska za przykład podaje twórczość Josh'a Irvinga, którego powieści wielokrotnie służyły już jako punkt wyjścia dla filmów. – Autor książek sam brał udział w tworzeniu scenariuszy – zaznacza dziennikarka.
Jak powinniśmy traktować „Atlas Chmur” i inne ekranizacje? Z pewnością z dużą dozą rezerwy. Odwieczne porównywanie oryginału drukowanego do adaptacji filmowej traci wszelki sens. Lepiej wygodnie rozsiąść się w fotelu, dać szansę reżyserowi i poznać nową wariację znanej nam książki.