Historyczny poniedziałek w Nowym Jorku. Nikt nie został zamordowany
Historyczny poniedziałek w Nowym Jorku. Nikt nie został zamordowany Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta

Nowojorska policja nie może wyjść ze zdumienia. Poniedziałek 26 listopada był dniem bez precedensu, gdyż nie doszło do żadnych krwawych zbrodni. Na tak spokojny dzień mieszkańcy Nowego Jorku musieli czekać przeszło pół wieku. W Polsce dni bez zabójstwa zdarzają się zdecydowanie częściej. – Nie powinniśmy się tym pocieszać – zastrzega socjolog Konrad Maj.

REKLAMA
Przez dwadzieścia cztery godziny na terenie największego miasta Stanów Zjednoczonych nie doszło do ani jednego "krwawego" przestępstwa. Ku zdziwieniu policji i mieszkańców, nie było ani jednej strzelaniny, morderstwa czy gwałtu. O ile w Polsce nie byłoby to szczególne wydarzenie, Nowy Jork od wielu lat zmaga się z falą przemocy.
W Polsce dochodzi do ponad sześciuset zabójstw rocznie. Statystycznie mamy zatem blisko dwa morderstwa dziennie. Jednak w Polsce dzień bez morderstwa nie jest na szczęście niczym wyjątkowym. – Zdarza się, że w ciągu jednego dnia mamy kilka zgonów, jak również kilka dni w zupełności bezpiecznych– mówi Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji.
Czytaj także: Policja z Radomia ramię w ramię z Dorotą Gardias, Anną Muchą i Mateuszem Damięckim. W specjalnym kalendarzu! [galeria]

Polskie realia są na szczęście odległe od tych amerykańskich. – U nas nie ma tak łatwego dostępu do broni jak w Ameryce – zauważa socjolog Konrad Maj ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Jeśli w Polsce dochodzi do kłótni, to najczęściej kończy się ona bijatyką – dodaje. Według socjologa, w naszym kraju również nie jest bezpiecznie, ale przemoc ma nieco inny wymiar. – Wystarczy popatrzeć na ustawki kiboli, chuligaństwo, wandalizm. Nie powinniśmy się pocieszać tym, że u nas dzień bez zabójstwa nie jest niczym dziwnym – uważa Konrad Maj.

"Nikt nie zginął na polskich drogach"
Okazuje się, że Polacy też mają swoje dni radości. O ile zabójstwa są u nas na szczęście rzadkością, nasze społeczeństwo zżera inna choroba – wypadki drogowe. Dziewiątego lutego na stronie Komendy Głównej Policji ukazała się następująca informacja prasowa:
Policja.pl

Dzień bez ofiar na polskich drogach na przestrzeni ostatnich kilku lat jest ewenementem. W ciągu minionej doby pomimo 40 wypadków, do których doszło na naszych drogach, rannych zostało 58 osób i nikt nie zginął. Liczby te świadczą o tym, że pomimo niesprzyjającej pogody w wielu miejscach kraju, było wyjątkowo bezpiecznie, a kierowcy jeździli rozważniej i bezpieczniej. Niestety takie dni jak ten należą do rzadkości CZYTAJ WIĘCEJ


– Życzylibyśmy sobie jeszcze dnia bez kradzieży – żartuje inspektor Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. Rzecznik policji zauważa, że pomimo polepszenia sytuacji w Nowym Jorku, w naszym kraju jest i tak jest nieporównywalnie bezpieczniej. – Jesteśmy społeczeństwem narzekającym. Pamiętam jak w 2006 roku robiłem prezentację dla mediów, o tym że Warszawa jest miastem bezpiecznym. Dziennikarze mówili mi "co ty opowiadasz". Dopiero gdy dwa lata później policja niemiecka pochwaliła bezpieczeństwo w Warszawie, to wszyscy się zdziwili – mówi rzecznik Komendy Głównej Policji.
Mariusz Sokołowski wspomina swój pobyt w Stanach Zjednoczonych oraz tragiczną sytuację, jaka panowała na ulicach Nowego Jorku. – Oni doszli już do takiego momentu, że sytuację można było nazwać krytyczną. Musieli zrobić cokolwiek, byle tylko udało się zwalczyć przestępczość i korupcje.
Polityka "zerowej tolerancji" odniosła skutek
Zbigniew Lewicki
Amerykanista

Jest bezpieczniej i sam tego doświadczyłem. Dziś chodzę nawet w nocy po ulicach, które dawniej omijałem szerokim łukiem.

Bezpieczeństwo Nowego Jorku polepsza się już od kilku lat. Dzień bez ofiary śmiertelnej nie jest zatem przypadkiem. Największy wpływ na poprawienie sytuacji miała prowadzona przez Rudy'ego Giulianiego polityka "zero tolerancji", prowadzona od lat dziewięćdziesiątych. – Jest bezpieczniej i sam tego doświadczyłem. Dziś chodzę nawet w nocy po ulicach, które dawniej omijałem szerokim łukiem – mówi amerykanista profesor Zbigniew Lewicki. Potwierdza to spostrzeżenia naszej redakcyjnej koleżanki, która przez trzy tygodnie mieszkała w wynajętym mieszkaniu w zamieszkanej przez czarnych części Brooklynu. – Czułam się w Nowym Jorku bezpiecznie, nawet wracając do domu w środku nocy. Jedyną przykrą przygodą, która spotkała mnie przez cały urlop, to awantura wszczęta przez dresiarzy w autobusie na lotnisko w Polsce – wspomina.
Burmistrz miasta, któremu w dużej mierze przypisuje się sukces w walce z przestępczością, rozszerzył uprawnienia policji w kwestii używania broni, a także przeszukiwania osób wzbudzających podejrzenia.
Władze tępiły przestępczość, ale czyniły to w sposób rozsądny. – Policja jest obecna niemalże na każdym rogu ulicy. Pracuje w sposób nowoczesny, ma odpowiedni sprzęt, środki łączności. Policjant w Nowym Jorku służy obywatelowi. Można go zapytać o wszystko, choćby o drogę. W Polsce policjanci warszawscy często rozkładają ręce nawet gdy zapyta się ich o lokalizację Placu Trzech Krzyży – uważa prof. Zbigniew Lewicki.
Profesor Lewicki podkreśla, że władze przeznaczają dużo pieniędzy na policję. Są to jednak i tak mniejsze koszty, niż ponoszenie skutków przestępczości.
Nowy Jork był wylęgarnią przestępczości
Przestępczość w Nowym Jorku ma swoją długą historię. Do miasta przybywało tysiące imigrantów, którzy osiedlali się na dolnym Manhattanie. – To był taki warszawski Targówek – porównuje Zbigniew Lewicki. Nowy Jork zgromadził wiele grup narodowościowych, które zaczęły się wzajemnie zwalczać. W mieście zawsze było też bardzo wielu bogatych ludzi oraz turystów, których "warto było" napadać.
Doszukując się powodów szczególnie dużego poziomu przestępczości, profesor Lewicki wskazuje stres i legendarne tempo życia Nowego Jorku. Po pewnym czasie do miasta przyległa łatka, że tam po prostu popełnia się przestępstwa. Przekleństwem Nowego Jorku przez długi czas była także skorumpowana oraz brutalna policja.