
Po całkowitym zniszczeniu Mariupola bandyci Władimira Putina wzięli się za Siewierodonieck w obwodzie ługańskim. Ostatecznie Rosjanie przejęli pełną kontrolę nad miastem. Władze Ukrainy przekazały, że w podejmowaniu działań wojskowych przeszkadzały między innymi wpisy publikowane w mediach społecznościowych.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.
Starcia z Rosją poważnie utrudnili... internauci. Ukraińska minister ostrzega
Zgodnie z relacją przedstawiciela Gwardii Narodowej Ukrainy Charytina Starskiego, aż 90 proc. Siewierodniecka uległo całkowitemu zniszczeniu. Wycofanie żołnierzy z miasta wynikało z braku kryjówek oraz zbyt wielkiego niebezpieczeństwa.
Czytaj także: "Nie zaczniemy od Warszawy". Przyjaciel Putina ujawnia, który kraj jest na celowniku Rosji
Jak pisaliśmy w naTemat, z nowych ufortyfikowanych pozycji wojskowi będą zadawać o wiele bardziej skutecznie ciosy stronie rosyjskiej. Przejęcie kolejnego miasta oznacza jednak, że Władimir Putin kontroluje prawie cały Ługańsk i dużą część Doniecka.
Szef lokalnej administracji Ołeksandr Struk przekazał, że udało się rozpocząć ewakuację ludności, która utknęła w zakładach chemicznych. Według wiceministry obrony Hanny Maljar żołnierze mogliby bronić się dłużej, gdyby nie... internauci.
Czytaj także: Rosjanie zdjęli polską flagę w Katyniu. Masowy mord oficerów Polski to "rosyjska historia"
Polityczka przypomniała, że to Sztab Generalny i Ministerstwo Obrony Ukrainy jako pierwsze powinno podawać informacje o trwających walkach. Dopiero później powinny kolportować je media i internauci. Dlaczego?
Publikując informacje o postępach walk w czasie rzeczywistym, a w dodatku przed armią ukraińską, niechcący działamy na korzyść Rosji. Internauci realizują w ten sposób pracę wywiadowczą za moskiewskich agentów.
Zdjęcia, nagrania i relacje na żywo z pola bitwy pozwalają okupantom na dostosowanie metod walki, zmianę strategii oraz natychmiastowe oszacowanie skutków ataku.
Czytaj także: Opublikowano "listę hańby". Ujawniono nazwiska znanych sportowców, którzy wspierają Putina
"Publiczne demonstrowanie świadomości cywilów o przebiegu działań wojennych oraz ogłaszanie tego w mediach częściowo zakłóciły działania wojskowe" – przekazała w komunikacie na Facebooku.
"Wczoraj i przedwczoraj, w przypadku Siewierodniecka, żołnierze nie mogli dokończyć tego, co było zaplanowane" – dodała. Dyskusje internetowe naruszyły bowiem tajny charakter działań żołnierzy ukraińskich.
Hanna Maljar napisała także, że nie wolno publicznie dyskutować o tym, gdzie konkretnie weszły lub skąd konkretnie wyszły jednostki walczące z okupantem.
