
– Fundacja to było jej marzenie. Daria zawsze powtarzała, że jak już wyzdrowieje, to będzie wiedziała co robić – wspomina Dorota Landowska, prezes Fundacji im. Darii Trafankowskiej. Nie wyzdrowiała. Fundacja od 5 lat pomaga aktorom, których rola na scenie dobiegła końca, a ich życie lub zdrowie są zagrożone. - Solidarność aktorów może być przykładem dla innych środowisk - uważa Joanna Szczepkowska.
Choroba odbiera aktorowi narzędzie pracy
Fundacja im. Darii Trafankowskiej była jednak odpowiedzią na problemy aktorów, którzy chcąc pomagać, trafiali na coraz to nowe problemy formalne. Fundacja zaś stała się drogą, by działać skutecznie, a jednocześnie zgodnie z przepisami. – Pomagamy przyjaciołom, którzy z powodu ciężkiej choroby nie mogą wykonywać zawodu i zarabiać pieniędzy na życie. Wcześniej choćby oddawanie gaży za spektakl było blokowane przez paragrafy.
Działalność Fundacji firmują swoim wizerunkiem osoby takie jak:
Krystyna Janda, Małgorzata Kożuchowska, Małgorzata Foremniak, Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska, Jolanta Fraszyńska, Beata Ścibakówna, Magdalena Szejbal, Katarzyna Herman, Maria Pakulnis, Edyta Olszówka, Karolina Gruszka, Ewa Skibińska, Justyna Sieńczyłło, Bożena Stachura.
- Solidarność aktorów może być przykładem dla innych środowisk - uważa Joanna Szczepkowska. - Niestety, w przypadku aktorów, choroba znacznie częściej eliminuje z zawodu. Jeśli lekarz straci głos, to nadal może leczyć. W przypadku aktora, nie tylko utrata mowy, ale każde uszkodzenie organizmu, może skutkować utratą pracy - zauważa Szczepkowska.
Czytaj także: "Upośledzeni umysłowo bywają śmieszni". Aktorzy z zespołem Downa na deskach teatrów w komediach, dramatach i tragediach
Niektórzy nie są tak silni i potrzebują pomocy. Wtedy właśnie wkracza fundacja, czasem z własnej inicjatywy. – Gdy wiemy, że ktoś potrzebuje pomocy a nikt go nie zgłasza, to sami robimy wywiad w środowisku. Wtedy wysyłamy kogoś, kto może wysłuchać takiej osoby i stwierdzić, czy potrzebuje naszej pomocy – mówi szefowa fundacji.
Rację przyznaje jej Joanna Szczepkowska. - Jeśli aktor schodzi ze sceny, wówczas trafia na margines. Tak jest od wieków, że są skazani na samotność i ubóstwo. Ta nagła samotność dotyka człowieka, który przez całe życie spotykał się z brawami i blaskiem jupiterów. Sława przemija, a w przypadku choroby aktor nagle dowiaduje się, że przez całe życie był tak naprawdę sam - uważa Joanna Szczepkowska.
