
Hakerzy po raz kolejny igrają z użytkownikami Facebook'a. Od kilku dni po serwisie krążą wiadomości z zawirusowanymi linkami, które rzekomo wysyłają nasi znajomi. Ci, w rzeczywistości są ofiarami ataku i nie mają zielonego pojęcia, że właśnie z nami "rozmawiają". - Wtedy z automatu na naszym profilu publikowany jest podejrzany link - wyjaśnia Beata Ratuszniak z serwisu Interaktywnie.pl. Okazuje się, że wirusowe linki to popularny ostatnio sposób na tworzenie "farm fanów". To już nie pierwszy raz, gdy użytkownicy Facebook'a łapią się na tę sztuczkę. Na "sztuczkę", choć jeszcze nie wiadomo jaką, złapał się też sam Facebook, który dziś rano zmagał się z największą awarią w swojej historii.
Handel użytkownikami
Użytkownicy stają się towarem i są później sprzedawani, na przykład na Allegro.
OSTRZEŻENIE ! Hakerzy wrzucają seksualne video na Wasze Tablice / Profile Waszych znajomych bez Waszej wiedzy. Wy tego nie widzicie, ale inni ludzie mogą to zobaczyć, jakby to było coś co Wy opublikowaliście. Również wysyłają prywatne wiadomości do Waszych znajomych, prosząc o kliknięcie na link Nie róbcie tego!! Jeśli otrzymacie ode mnie coś z video lub jakąś dziwną wiadomość, to nie ja jestem jej autorem! Skopiuj to na swoją tablicę. To dla bezpieczeństwa Twojego własnego wizerunku! Również jeśli zostaniesz poproszony o zagłosowanie na zdjęcie nie wchodź tam i nie głosuj: to wirus! Wrzuć to na swoją tablicę dla swoich znajomych.
Co to clickjacking?
Znane jako "porywanie kliknięć". Polega na wykorzystywaniu często używanych przycisków popularnych serwisów internetowych. Przez luki w zabezpieczeniach hakerzy uzyskują dostęp do kodu danej strony i w sposób niezauważalny do ważnych przycisków menu przypisują własne funkcje. Od tego momentu kliknięcia użytkowników przestają prowadzić do oczekiwanej strony. Zamiast tego użytkownik ląduje na stronie zaprogramowanej przez hakerów - kliknięcie zostało porwane.
CZYTAJ WIĘCEJ
Jednak nie każdy atak tego typu zawiera wirusa. Często wiążą się one z… akcją reklamową. - Opiera się to nie na wirusach, a jedynie na pozyskaniu użytkownika do polubienia jakiejś strony. To zwykły, ukryty spam, który ma za zadanie zgromadzić jak największą liczbę fanów - tłumaczy Beata Ratuszniak.
- Potem okazuje się, że konkursu nie ma, a aplikacja nie działa. Użytkownik wyłącza stronę, ale często zapomina zablokować aplikację lub "odlubić" stronę - mówi ekspertka.
Przed podobnymi atakami chronić się nie tylko można, ale i trzeba. I wcale nie wymaga to fachowej znajomości środowiska komputerowego. - Wystarczy włączyć myślenie. Trzeba sprawdzać, co klikamy. - wyjaśnia Beata Ratuszniak.

