
"Kolejne 365 dni", czyli kolejna adaptacja twórczości Blanki Lipińskiej trafiła na Netflixa 20 sierpnia. Film tak jak poprzednie części bardzo szybko stał się hitem w wielu krajach, jednak nie wszystkich.
Gdzie polski erotyk nie stał się hitem?
"Kolejne 365 dni" w dniu premiery dotarło na szczyt listy TOP 10 Netfliksa w 67 krajach, a następnego miała już na swoim koncie 71 rynków. Nie udało się jednak podbić tego amerykańskiego, gdzie przez dwa pierwsze dni adaptacja twórczości Blanki Lipińskiej znajdowała się na czwartym miejscu, a obecnie zajmuje piąte.
Polski erotyk nie podbił również listy najpopularniejszych produkcji giganta streamingu w takich krajach, jak: Japonia, Nowa Zelendia, Australia, Irlandia oraz Korea Południowa.
Tym samym najnowsza produkcja erotyczna nie prześcignęła sukcesu dwóch poprzednich części. Dla porównania film "365 dni: Ten dzień", który trafił na Netfliksa pod koniec kwietnia, stał się najpopularniejszą produkcją w aż 74 krajach.
Film w reżyserii Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa przypadł do gustu widzom, ale na pewno nie krytykom.
"Akty seksualne tej nużącej i prostackiej fantazji erotycznej są sprowadzone do wibratorów, prześcieradła i bielizny bohaterki. To film o rzeczach, nie o seksie. O garniturach, okularach przeciwsłonecznych, willach, skuterach wodnych, sklepach i samochodach" – recenzował dziennikarz branżowego magazynu "Variety".
"Śmialiśmy się, że druga część filmu '365 dni' musi być fatalna – liczne nominacje do Złotych Malin jednak o czymś świadczą – jednak będziemy zaskoczeni. '365 dni: Ten dzień' jest od 'jedynki' nieporównywalnie... gorszy. To żenująca mieszanka nachalnej reklamy, efekciarskiego teledysku i widoczków z tanich pocztówek z soft porno oraz kiczowatą telenowelą. Barbara Białowąs i Tomasz Mandes robią dobrze tylko jedną rzecz: nie są ślepo wierni szkodliwej książce Blanki Lipinskiej" – pisała dla naTemat Ola Gersz.
"Kolejne 365 dni" – recenzja
"Kolejne 365 dni" jakością produkcji nie różni się szczególnie od swoich poprzedników, oferując raczej średnio emocjonującą rozrywkę.
"O trzeciej części '365 dni' trudno powiedzieć coś więcej niż o poprzednikach. Fabuła wciąż jest szczątkowa, a film w dalszym ciągu przypomina efektowny teledysk i gloryfikuje luksus. Drogie ubrania, drogie samochody, drogie restauracje, drogie posiadłości. Ba, nawet polski dom rodziców Laury wygląda jak piękne marzenie, ale nie dla szaraczków, którzy w dobie inflacji zastanawiają się, czy lepiej zrezygnować z masła, czy benzyny" – recenzowała dla naTemat Ola Gersz.
Zobacz także