
Piłkarze z ligi polskiej nie dali szans swoim odpowiednikom z ligi macedońskiej. Wygrali 4:1. Celowo nie piszę, że to był mecz reprezentacji. I mam krótki apel, który rozwinę w tekście. Zróbmy coś. Nie organizujmy już spotkań, takich jak to. Rozumiem, że musimy szukać dublerów. Że trzeba dać szansę piłkarzom z polskiej ligi. Ale niech grają z kimś sensownym, a nie z parodystami. I niech grają gdzieś, gdzie ktoś taki mecz będzie chciał obejrzeć.
REKLAMA
O 15 siedziałem na lunchu z kolegą, dziennikarzem, piszącym o piłce nożnej. - Kiedy jest ten mecz z Macedonią? - spytał. Był zaskoczony, że dzisiaj, że już za 2 godziny. To pokazuje, jak w Polsce traktuje się mecze kadry ligowej, do tego rozgrywane w Turcji. Na trybunach kilkadziesiąt osób, pustki. Na boisku praktycznie nie ma emocji.
Szczerze? Miałem nadzieję, że dziś będzie lepiej. Wydawało mi się, że już dawno nasza ekstraklasa nie była w stanie wystawić tak ciekawego składu i że na boisku to będzie widać. Było, ale tak mniej więcej do 20 minuty. Najpierw rzut karny. Podszedł Szymon Pawłowski, strzał został obroniony, ale dobił Arkadiusz Milik. Milik, który już wkrótce ma zostać piłkarzem Bayeru Leverkusen. Po kilku minutach rehabilitacja Pawłowskiego. Inna rzecz, że gola strzelił z metra. W sytuacji, gdzie każdy by strzelił.
Gol, otwierający spotkanie:
Emocje jak na skokach narciarskich kobiet
Wtedy skończył się mecz. Widowisko było mniej więcej tak ciekawe, jak skoki narciarskie kobiet, pokazywane w tym czasie na Eurosporcie. Tu piłkarze nie tworzyli sytuacji i poruszali się jak muchy w smole. Tam panie na nartach udawały, że potrafią się odbić, a wykonywały lot (lot?), który zachwyciłby sir Isaaca Newtona.
W przerwie meczu wszedł Dominik Furman. Dla mnie największy talent spośród tych, którzy występowali dziś w reprezentacji. Chłopak, który nie traci piłek, świetnie się ustawia, potrafi piłkę odebrać. Na boisku w Antalyi pokazał inną zaletę. W ciągu dosłownie minuty dwa razy świetnie dośrodkował z rzutu rożnego. Najpierw bronił bramkarz, ale chwilę później, po strzale Artura Jędrzejczyka, musiał już wyjmować piłkę z siatki. Furman na co dzień gra w Legii. To nie przypadek, że w najlepszym polskim klubie wykonuje większość stałych fragmentów gry.
Wygraliśmy 4:1. Hura! Pięć goli. Jest świetnie! Można by tak zachwycać się chłopcami Fornalika, gdyby nie fakt, z kim się mierzyliśmy. To nie była Macedonia A. To była kadra z ligi macedońskiej. Ligi, gdzie kopie się mniej więcej na poziomie Dolcana Ząbki. Z całym szacunkiem dla klubu spod Warszawy, na którego mecze czasami uczęszczam.
Mecze towarzyskie (zwłaszcza na pustych tureckich stadionach) są nudne, jak niedzielny obiad u cioci Leokadii. Co za męczenie buły.
Reklamowanie beznadziejnego towaru
Szkoda mi TVP, bo pokazywała mecz, który moim zdaniem nie miał większego sensu. Młodzi zdolni piłkarze z naszej ligi powinni ogrywać się przy pełnych trybunach, grając z silnym rywalem. Taki Kuba Kosecki dostał kiedyś nauczkę, gdy wszedł na murawę w meczu ze Sportingiem Lizbona. Spalił się wtedy psychicznie. Dziś biją się o niego silne europejskie kluby.
Dziś też biegał po murawie w Antalyi. Wyobraźmy sobie Turka, który dwie ulice od stadionu krzyczy na cały głos: "Dwa kebaby proszę". Taki okrzyk usłyszeliby też polscy i macedońscy piłkarze, grający 200 metrów dalej. Tak było cicho. Takie było milczenie.
Ale nic to. TVP podbijało bębenek. Mogliśmy usłyszeć, że to pierwsza polska reprezentacja, że kilku piłkarzy właśnie zaliczyło debiut w koszulce z orzełkiem na piersi. Publiczna wmawiała nam, że grać u boku Bartosza Rymaniaka to jak grać u boku Łukasza Piszczka.
Dawno nie oglądałem tak nudnego meczu, w którym by padło pięć goli.

