
Blogerka Segritta kontra Nikon Polska – ta historia rozgrzała blogosferę. Miał być darmowy serwis aparatu, skończyło się na dwumiesięcznym oczekiwaniu i wycenie naprawy na blisko 1300 złotych. W całej sprawie brakowało tylko głosu producenta aparatów. Mieliśmy dostać wyjaśnienia od przedstawicieli Nikona i… dostaliśmy. Dokładnie takie, jakiego spodziewała się Segritta.
Dziękuję za kontakt oraz za przesłanie pytań. Ze względu na nasze dotychczasowe relacje oraz pozytywne doświadczenia we współpracy z blogosferą nie chcielibyśmy komentować zaistniałej sytuacji. Pozdrawiam i z góry dziękuję za zrozumienie.
Czemu wcześniej zapewniano nas, że odpowiedzi otrzymamy? Nie wiadomo. Agnieszka Bacińska z agencji WALK PR podtrzymała swoje stanowisko.
Przekazaliśmy, że wrócimy z informacją odnośnie Pana pytań - ta zapowiedź została więc spełniona. Całej sprawy - ze względów, o których wspominałam - zdecydowaliśmy się nie komentować.
Czytaj też: Zapłacę blogiem, czyli dlaczego blogerzy ciągle dostają i chcą coś za darmo (bo mogą)
Nikt nie kwestionuje dobrej współpracy Nikona z blogerami w przeszłości. I choć w tej sytuacji zarzuty padały również pod adresem blogerki, to cała historia pozostawi jednak rysę na wizerunku producenta aparatów. A ze sprawy można było wyjść naprawdę z klasą. Wystarczyło po prostu wyjaśnić to PR-owe nieporozumienie – nie trzeba było nawet naprawiać aparatu.

