
Zbliżający się do końca rok przyniósł Polsce dalsze zaostrzenie języka, jakim komunikują się politycy. Coraz częściej mówi się więc o tym, że czas na walkę z "mową nienawiści". Czy wystarczy więc, by politycy trzymali nerwy na wodzy? A może ich język to wyraz czystego wyrachowania?
Z przykładami coraz ostrzejszych wypowiedzi polityków w 2012 roku spotkać można się było co krok – przypomina w świątecznym wydaniu “Rzeczpospolita”. W artykule cytowane są nie tylko niedawne słowa Wojciecha Olejniczaka, który sugerował, że Jarosław Kaczyński powinien udać się do psychiatry, ale i znacznie “mocniejsze” wypowiedzi.
rp.pl
Jeszcze bardziej emocjom dała ponieść się posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która w czasie dyskusji o ustawie antyaborcyjnej krzyknęła “Spier...j" posła Marka Balta z SLD. Jak jednak podkreśla politolog dr Rafał Matyja w rozmowie o obraźliwym języku trzeba odróżnić dwie sytuacje:
dr Rafał Matyja
dla rp.pl
Zdaniem “Rzeczpospolitej” postępująca brutalizacja języka polityków to m.in. efekt tzw. wojny polsko-polskiej między zwolennikami PO i PiS. “Jednak choć wymiana zdań pomiędzy Donaldem Tuskiem a Jarosławem Kaczyńskim bywa bardzo ostra, to wulgaryzmy w nich nie padają” – podkreśla dziennik. Za ostre wypowiedzi najmocniej krytykowani są natomiast Janusz Palikot i Stefan Niesiołowski. Zobacz też: Niesiołowski, Macierewicz, Palikot, Stankiewicz – poczet oszołomów według "Polityki"
W artykule pojawia się całe mnóstwo przykładów iście nieparlamentarnych sformułowań, które padały w ostatnim czasie z ust parlamentarzystów (choć o pewnych przypadkach dziennikarze “RP” zapomnieli). Niestety, najprawdopodobniej ciężko będzie z polityki zupełnie wyrugować “mocne” słowa. Politolog, dr Wojciech Jabłoński tak bowiem mówi o politykach nadużywających agresywnych sformułowań: – Wszyscy doskonale wiedzą, że jak zrezygnują z ostrego języka, to po prostu staną się nudni – ocenia.
Źródło: Rp.pl
