
W lutym 2019 roku grupa aktywistów obaliła w Gdańsku pomnik ks. Henryka Jankowskiego. W poniedziałek w sądzie w tym mieście zapadał ostateczna decyzja w tej sprawie.
W drugiej połowie lutego 2019 roku (dokładnie w nocy z 20 na 21 lutego) grupa aktywistów obaliła w Gdańsku pomnik ks. Henryka Jankowskiego. Był to protest przeciwko upamiętnianiu duchownego, który był oskarżany o pedofilię. Na miejsce wówczas szybko przybyła policja, która zatrzymała trzech mężczyzn.
"Upadek. Symboliczny. Widzicie to jako pierwsi. Czy polski Kościół weźmie się w końcu za rozliczenie swoich własnych win? Czy skończy jak prałat Jankowski?" – pisał wtedy Tomasz Sekielski na Facebooku pod filmem, na którym widać moment obalania pomnika ks. Janowskiego.
Sąd wydał prawomocny wyrok ws. obalenia pomnika ks. Jankowskiego
Od tego czasu sprawa ciągnęła się w sądzie. W 2021 roku sąd pierwszej instancji uznał mężczyzn za winnych znieważenia i zniszczenia pomnika, ale ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu nie wymierzył im kary. Tamten wyrok był nieprawomocny.
Dopiero w ten poniedziałek Sąd Okręgowy w Gdańsku uniewinnił ostatecznie trzech mieszkańców Warszawy: Michała Wojcieszczuka, Rafała Suszka i Konrada Korzeniowskiego od stawianych im zarzutów, czyli znieważenia i zniszczenia pomnika. Wszyscy trzej zgodzili się na podawanie ich personaliów w mediach. Ten wyrok jest prawomocny.
Sekielski: Dla tych, którzy to zrobili, to był akt obywatelskiego nieposłuszeństwa
O kulisach obalenia pomnika z naszym portalem rozmawiał wówczas dziennikarz Tomasz Sekielski, obecnie naczelny Newsweek Polska. Jest on także reżyserem filmu pt. "Tylko nie mów nikomu", który opowiada o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez księży katolickich w Polsce oraz tym jak Kościół to tuszuje.
Zobacz także
– Oni działali bardzo sprawnie. Cała akcja zajęła im maksymalnie 20 minut. Przerzucili linę wokół pomnika, przywiązali ją do drzew. Powstała dźwignia, żeby pociągnąć ten pomnik. Ułożyli też wcześniej opony, żeby monument jak będzie upadał nie roztrzaskał się – opowiadał naTemat.pl.
– Widać to na nagraniu, które udostępniłem. Chwilę po tym, jak pomnik się przewrócił, pojawiła się policja. Panowie sami zresztą zadzwonili na policję, by poinformować, że zrobili coś takiego. Nie uciekali, spokojnie czekali na funkcjonariuszy. Odpowiadali grzecznie na wszystkie pytania – dodał.
Dziennikarz był naocznym świadkiem obalenia pomnika. Szybko został więc przesłuchiwany w tej sprawie.
– Dla tych, którzy to zrobili, to był akt obywatelskiego nieposłuszeństwa, symboliczny gest, który był skierowany także do hierarchów Kościoła. Myślę, że oni patrzą na to w ten sposób. Wiadomo, że przy zmianie ustroju w Polsce upadały pomniki. Natomiast tutaj nie chodzi o politykę, tylko bardziej o wydarzenia, którymi żyje także Kościół, czyli te wszystkie sprawy przypadków pedofilii – tłumaczył nam Sekielski.
Zobacz także
