
Polka wygrała dziś bieg klasykiem na 3,3 kilometra z wielką jak na taki dystans przewagą i o ponad minutę wyprzedza drugą i trzecią zawodniczkę w klasyfikacji. Potwierdziła tym samym, że Tour de Ski to jej specjalność. Z jednej strony szkoda, że emocje się skończyły. Z drugiej - powinniśmy się cieszyć, bo Tour de Ski 2012/2013 wygra Justyna Kowalczyk. No, prawdopodobnie wygra.
REKLAMA
W czwartek było ostrzeżenie. Taka zapowiedź, że Justyna Kowalczyk jeszcze nie wygrała Tour de Ski. Stratę do Polki zmniejszyła nie tylko Norweżka Therese Johaug, ale też Szwedka Charlotte Kalla. Dziś Kowalczyk znów miała pokazać, kto rządzi. I pokazała. Wygrała we wspaniałym stylu rozgrywany we włoskim Toblach bieg na 3,3 km techniką klasyczną. Wydaje się, że kwestia wygranej w Tour de Ski jest już rozstrzygnięta.
3,3 kilometra - to nie jest duży dystans. Dlatego w tego typu konkurencji różnice między zawodnikami są najczęściej minimalne. Dwie, trzy sekundy, czasami nawet rzecz rozgrywa się o części dziesiąte. A tutaj Kowalczyk jako ostatnia (ostatnia też startowała) wbiega na metę i od drugiej zawodniczki jest lepsza o 16, 5 sekundy. Najgroźniejsze rywalki? Johaug straciła ponad 22 sekundy, Kalla - 25. W klasyfikacji cyklu Polka ma już ponad minutę przewagi nad obiema najgroźniejszymi rywalkami.
A do końca całego Tour de Ski zostały już tylko dwie konkurencje. Jutro panie ruszą ze startu wspólnego do biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym. To specjalność Kowalczyk, powinna to wygrać.
W niedzielę z kolei czeka nas zakończenie morderczego cyklu. Najpierw kilka kilometrów po równym terenie, a potem legendarna mordercza wspinaczka na Alpe Cermis. W sumie 9 kilometrów. Narciarki będą wdrapywać się na stok, którym dotychczas szusowali w dół alpejczycy i alpejki. Wdrapią się, a potem padną jak muchy.
Wspinaczka na Alpe Cermis w 2012 roku:
Miejmy nadzieję, że pierwsza tak padnie Kowalczyk. Powinna, bo w takiej wspinaczce też jest mocna. Choć nie najmocniejsza ze wszystkich.
