
Niszczenie i ukrywanie dokumentów, niechęć do współpracy i ukrywanie prawdy – takie zarzuty wobec niemieckiego kościoła ma kryminolog Christian Pfeiffer. Hierarchowie właśnie zerwali z nim kontrakt dotyczący wyjaśnienia skandali seksualnych.
"Kościół lęka się faktów" – pisze "Rzeczpospolita". Według gazety niemieccy hierarchowie zdecydowali, że nie chcą raportu w sprawie skandali seksualnych. Miał je przygotować Instytut Kryminalistyki w Hanowerze.
Kościół broni się, wskazując na przepisy o ochronie danych osobowych i zapowiada, że w najbliższym czasie rozpocznie rozmowy z innym instytutem, któremu zamierza powierzyć wyjaśnienie licznych skandali.
Czytaj także: Skandal z poznańskim księdzem przeleje czarę goryczy? Na świecie afery przewróciły Kościół katolicki do góry nogami
Tylko w 2010 ujawniono kilkaset przypadków skandali seksualnych w Niemczech. Wiele osób zdecydowało się na to po ujawnieniu afery w jezuickim gimnazjum w Berlinie. Już rok później Kościół ogłosił, że "w geście dobrej woli" zamierza otworzyć swe archiwa, by pomóc wyjaśnić przyczyny skandali. Miały się tym zajmować ekipy złożone z emerytowanych sędziów i prokuratorów. Dodatkowe badanie miała wykonać grupa psychologów. Na podstawie przypadków agresji seksualnej księży i zakonników miała stworzyć studium, które pokazywałoby pewne prawidłowości. Oba wątki badań miały zostać podsumowane przez kryminologa prof. Christiana Pfeiffera.
Niemieccy hierarchowie zdecydowali, że z powodu obaw o ochronę danych osobowych rozwiążą z Pfeifferem kontrakt i poszukają innego instytutu, który zrealizuje projekt. Niemieckie media podsumowują jednak, że Kościół po prostu broni się przed poznaniem prawdy.
Więcej w "Rzeczpospolitej"
