Jarosław Kaczyński i Janusz Palikot zdają się nadawać ton polskiej opozycji. W rzeczywistości robią tylko to, na co pozwala im rząd?
Jarosław Kaczyński i Janusz Palikot zdają się nadawać ton polskiej opozycji. W rzeczywistości robią tylko to, na co pozwala im rząd? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Janusz Palikot twierdzi, że opozycja jest "skretyniała" i swoją słabością umacnia rządzących. Sam zapomina jednak, że do opozycji również należy i niespecjalnie od jej poziomu odstaje. - Ta opozycja jest po prostu beznadziejna - mówi naTemat Jacek Żakowski. - Wraz z rządem podrzucają opinii publicznej tematy drugorzędne i zupełnie nieaktualne - komentuje politolog dr Rafał Chwedoruk.

REKLAMA
Wszyscy mówią teraz o fotoradarach. Nie ma programu publicystycznego, w którym nie zastanawiają się, jak powstrzymać zbójeckie państwo. W sieci powstają coraz to nowe pomysły akcji obywatelskich, dyskutuje o tym większość znajomych. Tylko opozycja właściwie milczy. Bo znowu zapadła w zimowy sen. Jak przed rokiem, gdy podobnie jak teraz z fotoradarami rząd wystawił się z ACTA, a opozycja od prawa do lewa zimę dosłownie wręcz przespała.
Zniknął gdzieś prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, od dawna nie widziano też przyszłego premiera prof. Piotra Glińskiego. W mediach główną twarzą PiS znowu jest rzecznik Adam Hofman, a to zawsze oznacza, że jego ugrupowanie przeżywa hibernację. Zbigniew Ziobro gdzieś tam toczy swój spór z sędzią Igorem Tuleyą. Po lewej stronie też cisza i Leszek Miller od świąt odpoczywa tak mocno, że nawet nie komentuje potencjalnego powrotu Aleksandra Kwaśniewskiego do bieżącej polityki.
Z zimowego snu na chwilę wyrwał się tylko Janusz Palikot, który pomysłem rozdawania kierowcom masek z podobizną Sławomira Nowaka próbuje podpiąć się pod aferę z łataniem dziur budżetowych mandatami fotoradarów. Tak, jak przed rokiem próbował ugrać coś na sprawie ACTA. Wszystko na pokaz. Cóż tu dopiero oczekiwać, by Nowy Rok opozycja w Polsce potraktowała jako czas na nowe inicjatywy, nową szansę na zmianę i przejęcie władzy.
Robią to, na co pozwoli im Platforma
Jacek Żakowski
publicysta

Nadchodzą czasy, gdy musimy jako obywatele sami bronić się przed władzą i zupełnie nie liczyć na to, że obroni nas jakakolwiek opozycja. Bo ta opozycja jest po prostu beznadziejna.

Zdaniem politologa dr. Rafała Chwedoruka, jest tak i jeszcze długo będzie, ponieważ politycy opozycji sami nie wierzą już w to, że mogą szybko zmniejszyć dystans do Platformy. - Po wyborach w 2011 roku dystans do Platformy wzrósł we wszystkich wymiarach. Wcześniej był on dużo mniejszy, ponieważ przy wecie Lecha Kaczyńskiego połączone siły opozycji były w stanie zablokować praktycznie wszystko. W tej chwili dynamikę życia politycznego w pełni narzuca jednak PO - komentuje dla naTemat.
W minionym roku opozycja miała jednak swoje momenty. PiS udało się na chwilę doścignąć w sondażach Platformę, a SLD przeżywało lepsze chwile, gdy zyskiwało nawet 10 proc. sympatyków - To opozycja zawdzięczała jednak przede wszystkim wojnie domowej w obozie rządowym czy kulisom afery Amber Gold - tłumaczy Rafał Chwedoruk. Teraz opozycja robi już tylko to, na co pozwoli jej rządząca koalicja? - To spektakl, w którym rządzący i sateliccy wobec nich politycy podrzucają opinii publicznej tematy drugorzędne i zupełnie nieaktualne. Jeszcze kilka tygodni temu oczekiwaliśmy, że czeka nas wielka debata o przyjęciu euro. Dziś nikt o tym nie pamięta, mamy za to spektakl z sędzią Tuleyą - twierdzi ekspert.
Za inną przyczynę zanikania i pogłębiającej się słabości opozycji politologa wskazuje fakt, że ta straciła wpływy w mediach, które nawet po przegranych wyborach w 2007 roku długo pozwalały jej pozostawać w centrum uwagi. - Mieliśmy wówczas do czynienia z wielkimi mediami kontrolowanymi przez partie opozycyjne. Dziś należą do nich już tylko niszowe pisma czy serwisy internetowe. Jakieś prawicowe pisemka, które - z całym szacunkiem dla autorów - są medialną drugą ligą - ocenia Chwedoruk.

Opozycji nie zależy na niczym
- Gra w polskiej polityce toczyła się teraz będzie o frekwencję w wyborach i demobilizację elektoratu Platformy, a nie o to, by wyborcy tłumnie zmienili swoje sympatie i zagłosowali na kogoś innego - przewiduje politolog.
Rafał Chwedoruk
politolog

To spektakl, w którym rządzący i sateliccy wobec nich politycy podrzucają opinii publicznej tematy drugorzędne i zupełnie nieaktualne. Jeszcze kilka tygodni temu oczekiwaliśmy, że czeka nas wielka debata o przyjęciu euro. Dziś nikt o tym nie pamięta, mamy za to spektakl z sędzią Tuleyą.

Także Jacek Żakowski nie ma wątpliwości, że opozycja to twór, który nie odgrywa już żadnej konstruktywnej roli. - W Polsce mamy dwa rodzaje opozycji: totalną i bezradną. Ta pierwsza jest bez sensu, bo na wszystko co jest białe, odpowiada, że to czarne. Rację ma więc tylko wówczas, gdy tak chce los. Jej jedynym celem jest odebranie władzy Donaldowi Tuskowi, lub choćby przeszkadzanie mu w jej sprawowaniu. A premier nie musi się wysilać, bo z drugiej strony ma opozycję bezradną - SLD i Palikota. Oni są bardzo słabi merytorycznie i choć reprezentują czasem szlachetne pomysły, to są one całkowicie przypadkowe - mówi publicysta.
Jego zdaniem, konwencja relacji między opozycją i władzą jest dziś taka, że nawet gdyby politycy opozycji chcieli np. dowiedzieć się czegoś ważnego od władzy o wpływach z fotoradarów, to nigdy by się tego nie dowiedziała. - To dziś największy problem, że merytoryczna polityka jest możliwa tylko wtedy, gdy spór toczy się wewnątrz Platformy, albo miedzy PO i PSL. Z opozycją takiej debaty się w ogóle nie prowadzi - twierdzi Żakowski.

Dlatego publicysta sugeruje, że Polacy powinni pogodzić się już z tym, że w ważnych sprawach, w sporze z władzą nie mogą liczyć na opozycję. Jej miejsce zajmują tymczasem tzw. niewybrani przedstawiciele - organizacje społeczne, ruchy, czy nawet nieformalni liderzy opinii, którzy są w stanie zmobilizować społeczeństwo do oprotestowania jakichś rozwiązań. - Nadchodzą czasy, gdy musimy jako obywatele sami bronić się przed władzą i zupełnie nie liczyć na to, że obroni nas jakakolwiek opozycja. Bo ta opozycja jest po prostu beznadziejna - podsumowuje Jacek Żakowski.