Na ulicach Tbilisi dalej wrze.
Na ulicach Tbilisi dalej wrze. Fot. Zurab Tsertsvadze/Associated Press/East News

Mimo wycofania się partii rządzącej Gruzińskie Marzenie z ustawy wzorowanej na rosyjskich, w Tbilisi dalej wrze. Tym razem zwolennicy prawicy zaczęli palić flagę Unii Europejskiej przed parlamentem.

REKLAMA
  • 7 marca parlament Gruzji przyjął w pierwszym czytaniu kontrowersyjną ustawę o "agentach zagranicznych"
  • Na ulicach Tbilisi wybuchły masowe protesty i zamieszki w związku z jej podpisaniem
  • Opozycja stwierdziła, że ustawa przypomina dokładnie te, które obowiązują w Rosji, a do sprawy odnieśli się też m.in. przedstawiciele Ukrainy
  • Ostatecznie w piątek 10 marca większość parlamentarzystów odrzuciła ustawę w drugim czytaniu
  • Kontrowersyjny projekt, który został zainicjowany przez rządzącą partię Gruzińskie Marzenie o konserwatywnym profilu, nakładał obowiązek zarejestrowania się jako "zagraniczni agenci", na wszystkie organizacje, które otrzymują ponad 20 proc. swoich funduszy z zagranicy. W związku z ustawą na ulice Tbilisi wyszły tysiące protestujących. Mieli oni ze sobą flagi Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Tłum krzyczał hasła typu: "Nie dla rosyjskiej ustawy" i śpiewał hymn Gruzji.

    Po fali demonstracji partia Gruzińskie Marzenie przekazała w czwartek 9 marca, że w związku z masowymi protestami, rezygnuje z uchwalenia ustawy o "agentach zagranicznych". Ostatecznie w piątek 10 marca większość parlamentarzystów odrzuciła ustawę w drugim czytaniu, mimo protestów szefa partii rządzącej. Jednak na ulicach Tbilisi można również spotkać zwolenników prawicowej partii, którzy biorą udział w zamieszkach. Portal NEXTA na swoim profilu na Twitterze opublikował nagranie, na którym widać jak prawicowi aktywiści palą flagę Unii Europejskiej przed parlamentem w stolicy. Następnie wyjmują flagę Gruzji i wymachują nią.

    Zgrzyt między Gruzją a Ukrainą. "Szukacie wroga w złym miejscu"

    Przypomnijmy, że do protestów w Gruzji odniósł się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. – Nie ma takiego Ukraińca, który nie życzyłby pomyślności naszej zaprzyjaźnionej Gruzji. Chcemy być w Unii Europejskiej i będziemy. Chcemy, aby Gruzja była w Unii Europejskiej i jestem pewien, że tak będzie – powiedział Zełenski, wspierając masowe protesty w Tbilisi. Ukraiński prezydent doczekał się odpowiedzi ze strony premiera Gruzji, Irakliego Garibaszwila. Zaapelował do Zełenskiego o niemieszanie się w sprawy wewnętrzne innego kraju. – Teraz (Ukraińcy - red.) są w stanie wojny. Chcę wszystkim życzyć pokoju i ponownego zjednoczenia kraju, ale niech ci ludzie najpierw zatroszczą się o siebie i swój kraj, a my będziemy dbać o nasz kraj – mówił.

    Po wypowiedzi gruzińskiego szefa rządu pojawiła się natychmiastowa reakcja ze strony ukraińskiego MSZ. Rzecznik Oleg Nikołenko wydał oświadczenie, które zostało opublikowane w jego mediach społecznościowych. "W ciągu ostatnich kilku dni premier i kierownictwo parlamentu Gruzji wydali szereg nieprzyjaznych oświadczeń wobec Ukrainy. Niemal dosłownie powtarzając tezy rosyjskiej propagandy, przedstawiciele gruzińskich władz oskarżyli Ukrainę o przygotowywanie zamachu stanu w Gruzji, wciągnięcie jej w wojnę z Rosją oraz wysłanie sił do rozpętania wojny domowej" – napisał rzecznik ukraińskiego MSZ.

    Nikołenko dodał, że Ukraina kategorycznie odrzuca insynuacje, które "nie mają nic wspólnego z rzeczywistością". "Władze gruzińskie szukają wroga w złym miejscu" – podsumował, podkreślając, że "Ukraina była i pozostanie przyjacielem narodu gruzińskiego". Rzecznik podziękował także za wsparcie Gruzinów w czasie, gdy Ukraina walczy o nieodległość.