
Są wyniki sekcji zwłok czterech ofiar tragicznego wypadku w Starej Słupi w województwie świętokrzyskim. Od kierowcy pobrano też materiał do badań pod kątem zawartości alkoholu i narkotyków. Jak ponadto przekazała prokuratura, mężczyzna formalnie kierował bez uprawnień.
Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek 17 kwietnia w Starej Słupi w województwie świętokrzyskim. Ofiary to 27-letni kierowca BMW i troje nastoletnich pasażerów: dwóch 19-latków i 15-letnia dziewczyna. Auto z ogromną siłą uderzyło w samochód ciężarowy, po czym zostało rozerwane na pół.
Nowe informacje ws. wypadku BMW w Starej Słupi. Kierowca nie miał uprawnień
Prokuratura Okręgowa w Kielcach, która prowadzi śledztwo w sprawie, zabezpieczyła ciała wszystkich ofiar do przeprowadzenia sekcji zwłok. Właśnie poznaliśmy ich wyniki.
– Sekcje zostały przeprowadzone wczoraj (w środę – red.), dziś są wyniki, które na razie potwierdzają, że na ciałach wszystkich ofiar odnotowano urazy charakterystyczne dla tego rodzaju zdarzenia – przekazał RMF FM Daniel Prokopowicz, rzecznik kieleckiej prokuratury.
Jak dodał, od kierowcy BMW pobrano materiał do badań nad zawartością alkoholu i narkotyków. Wyniki mają być znane za kilka tygodni. W sprawie pojawiła się jeszcze jedna, szokująca informacja.
W ubiegłym roku, jak podaje stacja, policjanci zatrzymali 27-letniemu kierowcy prawo jazdy za wykroczenie drogowe. Mężczyzna mógł je odzyskać 1 stycznia 2023, ale – jak informuje prokuratura – nie zgłosił się do starosty po odbiór dokumentu. – Więc formalnie kierował bez uprawnień – przekazał prokurator Daniel Prokopowicz.
Świadkowie wypadku w Słupi opisali tragedię
Jak informowaliśmy w naTemat, ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierowca BMW, który jechał drogą wojewódzką nr 751, najprawdopodobniej straciła panowanie nad samochodem. Dwie osoby podróżujące autem udało się wydobyć przed przyjazdem na miejsce straży pożarnej, dwie kolejne były uwięzione we wraku. Mężczyzna kierujący ciężarówką nie odniósł poważnych obrażeń, był trzeźwy.
Świadkowie wypadku opisali, co widzieli. – Widok był masakryczny. Zawsze uważałem się za twardego faceta, pomagałem przy wielu wypadkach, ale czegoś takiego nie przeżyłem nigdy. Jak dobiegłem do samochodu i zobaczyłem miejsce wypadku, to nogi się pode mną ugięły – relacjonował w rozmowie z Radiem Zet jeden ze świadków.
Inny z mężczyzn był przekonany, że w ciężarówce wystrzeliła opona. – Kiedy podbiegłem zobaczyć, co się stało, to zebrani ludzie od razu mi powiedzieli, żebym nawet tam nie szedł, bo tego nie wytrzymam – relacjonował. – Kiedy przyjechała rodzina ofiar, to zaczęły się dziać sceny dantejskie. To był jeden wielki krzyk. Tego nie da się opisać i zapomnieć – dodał.
Zobacz także
