
Awantura ze Smoleńskiem w tle na chwilę przeniosła się także do Sopotu, gdzie od kilku miesięcy trwał ostry spór między rządzącymi o to, czy miasto potrzebuje kolejnego miejsca upamiętniającego ofiary katastrofy. Tymczasem ostatecznie wielką awanturę w kurorcie zakończył niespodziewany konsensus. Bo bardziej niż o Smoleńsk w sporze o nowy pomnik chodziło chyba bowiem o osobistą wojnę prezydenta Jacka Karnowskiego i przewodniczącego Rady Miasta Wojciecha Fułka.
REKLAMA
Myli się ten, kto sądzi, że Smoleńsk przestał być już narzędziem politycznej gry, albo używa się go tylko w gmachu przy Wiejskiej. Katastrofa smoleńska rozpala także lokalnie. Choć wtedy nie chodzi o wyjaśnienie przyczyn tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, a o jej upamiętnienie. Jak pokazuje przykład z Sopotu, to czasem lepsze narzędzie walki z rywalem, niż oskarżenia o korupcję czy o działanie na szkodę miasta.
W najpopularniejszym polskim kurorcie na Wybrzeżu właśnie tak to wyglądało. Choć sprawa dotyczyła planów ustawienia w centrum Sopotu potężnego obelisku upamiętniającego wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, najważniejsze jest jednak to, że w mieście od wielu lat toczy się zaciekły spór między prezydentem miasta Jackiem Karnowskim a jego byłym zastępcą, a dziś przewodniczącym Rady Miasta, Wojciechem Fułkiem. Obaj kiedyś wspólnymi siłami zrobili z Sopotu perłę Bałtyku, a dziś nie wahają się szafować wizerunkiem miasta, by wzajemnie sobie dopiec.
I od kilku tygodni znaleźli sobie nowe narzędzie walki. Smoleńsk okazał się być lepszym batem na Karnowskiego niż jego uwikłanie w kilka afer z korupcją w tle. Fułka też lepiej oskarżać o przyłączenie się do tzw. smoleńskiej sekty, niż wypominać mu, że jako przewodniczący sopockich radnych i wiceprezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych często sabotuje działania miasta.
Sopot wielkim pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej?
A w praktyce chodzi o to, że nawet stolica nie ma tylu miejsc upamiętniających ofiary katastrofy pod Smoleńskiem co Sopot. I nawet w Warszawie nie ustanowiono ich tak szybko, jak w tym maleńkim mieście w samym sercu Trójmiasta. Sopocianie popularny, leżący tuż nad brzegiem morza Park Południowy przemianowali na Park im. Marii i Lecha Kaczyńskich. Rondo w środku kurortu otrzymało imię byłego marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego. Pamięć pochodzącego z Trójmiasta posła PO Arkadiusza Rybickiego uczczono skwerem położonym w niezwykle prestiżowej lokalizacji. W jednej ze świątyń niedaleko słynnej Opery Leśnej znajduje się tablica upamiętniająca Leszka Solskiego i pozostałe ofiary katastrofy.
Wielu myślało więc, że Smoleńska w Sopocie wystarczy. Oprócz grupy mieszkańców i kilku radnych Prawa i Sprawiedliwości, którzy uznali, iż pełne uhonorowanie tragicznie zmarłych będzie możliwe dopiero wówczas, gdy w parku im. Marii i Lecha Kaczyńskich stanie potężny obelisk. Wszystko koordynowała fundacja "Tożsamość i Solidarność", która zajęła się też zebraniem potrzebnych funduszy. Wniosek w tej sprawie do Rady Miasta wpłynął w połowie ubiegłego roku. Wtedy nie zyskał jednak wielkiej aprobaty, bo nawet miejska opozycja uznała, że park, przez który prawie codziennie przewija się rozbawiony tłum, nie jest najlepszym miejscem na taki pomnik.
- Tamten projekt nie bardzo mi się podobał ze względu na miejsce, w którym wnioskodawcy chcieli ustawić obelisk. (...) Miałby on stanąć w Parku im. Marii i Lecha Kaczyńskich, tuż przy plaży. Moim zdaniem to nie była dobra lokalizacja, bo taki obelisk powinien raczej stanąć w miejscu skłaniającym do zadumy, a nie w takim rekreacyjnym. Zakłócałby również kompozycję tego parku - tłumaczył w rozmowie z trójmiejską "Gazetą Wyborczą" przewodniczący Wojciech Fułek. Adwersarz prezydenta miasta podsunął jednak pomysł, by pomysłodawcy poszukali innej lokalizacji.
Miała być awantura...
I tak w piątek sopocka Rada Miasta zajęła się głosowaniem nad postawieniem smoleńskiego obelisku w innej części miasta. Planowano, że stanie on na skwerze Arkadiusza Rybickiego, tuż obok urzędu miasta. Wcześniej prezydent Sopotu, przekonywał jednak, że pamięć o ofiarach katastrofy ma niewielkie znaczenie. - To ja byłem inicjatorem godnego upamiętnienia pana prezydenta Kaczyńskiego, Arama Rybickiego, Maćka Płażyńskiego. Wszystkich tych, którzy byli związani z Sopotem. I zrobiliśmy to w pierwszych dniach, gdy nie było jeszcze tej całej awantury smoleńskiej, która jest czystą grą polityczną - mówił Jacek Karnowski na antenie Radia Gdańsk.
Prezydent dodał, że ta gra wyraźnie przenosi się na sceną lokalną. A przeciwko niemu i mieszkańcom miasta, którzy nie chcą kolejnego miejsca pamięci o Smoleńsku, gra nie tylko opozycja z PiS, ale i rozdająca właściwie najważniejsze karty w Sopocie koalicja Kocham Sopot pod przewodnictwem Wojciecha Fułka. Radni, od których zależy, czy w radzie ma przewagę PO, czy też PiS, tym razem mieli bowiem stanąć po stronie partii Jarosława Kaczyńskiego - Ten projekt, trzy lata po katastrofie, ma wymiar polityczny. On dzieli, a nie łączy mieszkańców Sopotu - twierdził Karnowski na łamach "GW".
Tymczasem piątkowa sesja Rady Miasta przyniosła nieoczekiwane rozwiązanie tego gorącego sporu między dwoma najważniejszymi sopocianami. "W Sopocie wypracowano konsensus w sprawie pomnika smoleńskiego. Znajdzie swoje miejsce na cmentarzu komunalnym w kwaterze AK. Piękny finał" - poinformował na Twitterze radny PO, Radomir Szumełda, który już przed sesją podkreślał, że awantura o pomnik jest miastu niepotrzebna. Ostatecznie bowiem to także radni PO porozumieli się w sprawie tego, gdzie ma stanąć pomnik. Do końca walczyli jednak radni PiS, którzy na chwilę postawili pod znakiem zapytania wypracowany konsensus. Ich do złagodzenia stanowiska prawdopodobnie skłoniła jednak wizja wykluczenia z partii.
Aktualizacja:
- Cieszę się bardzo, że udało się osiągnąć kompromis i radni przegłosowali - przy 4 głosach wstrzymujących - lokalizację kamienia z nazwiskami wszystkich ofiar w pobliżu sopockich nekropolii. To miejsce służy prawdziwej refleksji i zadumie, a nie politycznym przedstawieniom. Zresztą znamienne jest, że działacze PiS (poza radnymi) wycofali swoje poparcie merytoryczne i finansowe dla lokalizacji kamienia w tym miejscu. Można zadać więc retoryczne pytanie, czy naprawdę chodziło im o godne upamiętnienie ofiar… - komentuje dla naTemat prezydent Sopotu, Jacek Karnowski.
