Jacek Kurski twierdzi, że "bronił fundamentalnych wartości" przy okazji zakazu publikacji artykułu w "NIE" na temat jego rzekomego romansu
Jacek Kurski twierdzi, że "bronił fundamentalnych wartości" przy okazji zakazu publikacji artykułu w "NIE" na temat jego rzekomego romansu Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

"Mając do wybory ograniczenie debaty publicznej i ochronę słabszych osób prywatnych, które nie mogą się bronić w starciu z prasą, podałem wątpliwości pod rozstrzygniecie sądu. Wyrok upewnił mnie, że miałem rację" – tak zakaz publikacji artykułu w "Nie" na temat swojego rzekomego romansu skomentował w rozmowie z TOK FM Jacek Kurski.

REKLAMA
Jacek Kurski na antenie TOK FM odniósł się do publikacji w naTemat, gdzie pisaliśmy, że europoseł niczego nie nauczył się z lekcji o "efekcie Streisand". – Pani Streisand uważała, że jej dom źle wyszedł na zdjęciu. Ja broniłem wartości fundamentalnych, prawa do obrony prywatności osób, które nie mogą się bronić, czyli moich dzieci, jak również dyrektor mojego biura – stwierdził polityk.
Kurski skrytykował też reakcje innych mediów na zakaz publikacji artykułu o rzekomym romansie w tygodniku "NIE". – To jest choroba demokracji. W Polsce media uważają, że cytowanie tekstów obraźliwych to nie jest rzecz nielegalna. To jest przykre. Nie mam nic wspólnego z kneblowaniem, mam coś wspólnego z obronią godności – dodał.
Europoseł wypowiedział się również w innych tematach. Skomentował wniosek o konstruktywne wotum nieufności, jaki w Sejmie złożyło PiS. – Do ruchu z prof. Piotrem Glińskim nawet PiS podchodzi z pewnym znużeniem, z koniecznością odbębnienia tematu. W samym PiS mówi się, że pozycja Glińskiego jest słabsza, sam prezes jest zmęczony tą osobą, wszedł w konflikty z działaczami PiS – zaznaczył.
Jacek Kurski
europoseł

Gliński dał się poznać z tego, że kandydował z list Unii Wolności, po drugie, że jest zadeklarowanym przeciwnikiem budowy autostrad, po trzecie, że ostatnio oświadczył, że gdyby był posłem, głosowałby za Anną Grodzką.

źródło: TOK FM

Jacek Kurski o sprawie zakazu publikacji mówił ostatnio także w rozmowie z "Wprost". Najpierw zaznaczył jednak, że odpowie tylko na kwestie prawne, a nie prywatne. Dziennikarzy wytknęli mu, że w 2005 roku to on "wyciągnął" Donaldowi Tuskowi dziadka z Wermachtu.