
Wreszcie wymarzony urlop. Czekaliśmy na ten moment przez cały rok. Kilkanaście dni relaksu i oderwania się od codziennych obowiązków. Pakujemy walizki i wyruszamy gdzieś daleko. Najlepiej tam, gdzie ciepło, gdzie można wygrzać kości wymrożone przez polską zimę. Zdjęcie spod palmy będzie potem można wrzucić na Facebooka i podrażnić nim kolegów z pracy. A niech hejtują.
REKLAMA
Ania i Bartek wybrali się na wymarzone wakacje do Ameryki Południowej. W planie podróży mają Wenezuelę, Kolumbię, Ekwador i Peru. Na co dzień pracują w jednym z dużych, warszawskich koncernów medialnych. Na egzotyczną wyprawę czekali cały rok. W końcu się udało. Spakowali walizki i na początku lutego opuścili zaśnieżoną Warszawę. Polskę i swoją codzienność zostawili daleko w tyle. Zrobić sobie wakacje od Facebooka nie jest jednak tak łatwo. Egzotyczną podróż skrupulatnie dokumentują, a zdjęcia z wyprawy regularnie wrzucają na swój facebookowy profil. - Jest ładnie i ciepło - donoszą znajomym. Ci chętnie komentują kolejne widoki rajskiej plaży czy kolumbijskiej dżungli. Przeważają wyrazy zachwytu i życzenia udanej wyprawy. Sporo też komentarzy, w których znajomi pary podróżników dają upust swojej zazdrości. - No! Dziękujemy i proszę się poprawić na przyszłość z częstotliwością wzbudzania naszej zazdrości;) - komentuje jedna ze znajomych. - W niektórych wpisach pobrzmiewa też nutka złośliwości. - Jeszcze was tam nie okradli? - pyta kolega pary. - Na Gocławiu zgoła inny widok - napisał znajomy pod zdjęciem z pocztówkową panoramą Caracas.
Kolegów Ani i Bartka martwi jednak ich facebookowa aktywność. W końcu są na wymarzonych wakacjach. Dlaczego więc nie mogą odłączyć się od internetu? Potem te ich malownicze zdjęcia trzeba oglądać w biurze i złościć się, że za oknem widok na zaśnieżoną Warszawę.
Jacek i Asia nie mają złudzeń co do reakcji swoich znajomych. Album z podróży do Omanu zatytułowali wprost: "Drażnić znajomych zdjęciami z wakacji". Podpis nie był potrzebny. Zdjęcia wywołały bowiem zamierzony efekt. "Czuję się lekko rozdrażniony" to jeden z najdelikatniejszych komentarzy pod albumem.
Trudno się odciąć
Facebook ma ogromną siłę. Wciąga nas do bezustannej aktywności. Kilka razy dziennie zaglądamy na swój profil, publikujemy nowe statusy, sprawdzamy, kto je polubił. Dla niektórych internautów odcięcie się od aktywności na portalach społecznościowych to prawdziwe wyzwanie. Krzysztof Gonciarz w rozmowie z naTemat.pl opowiedział o swoim miesięcznym detoksie od internetu. Znany producent sieciowego wideo przez 30 dni nie logował się do Facebooka, nie odbierał maili. Nie sprawdzał nawet wiadomości na portalach informacyjnych. Na sieciowym odwyku wytrzymał miesiąc. Powrót z realu do wirtualnej rzeczywistości nie był łatwy. - Nie sądziłem, że po powrocie do internetu będę czuł się tak przytłoczony - mówi.
Dla Gonciarza wirtualny odwyk był próbą zmierzenia się ze samym sobą. Nie każdemu się to udaje. Dlatego na urlopach odcinamy się od pracy, obowiązków i znajomych. Od sieci i aktywności na portalach społecznościowych oderwać się nie jest już tak łatwo. Zwłaszcza, że Facebooka mamy zwykle w kieszeni. Wystarczy kliknąć na ekran swojego smartfona.
Zdjęcia z wakacji królują w sieci tuż obok podobizn naszych pupili czy ugotowanych przez nas potraw. Po całym roku spędzonym w pracy chętnie dzielimy się ze światem swoim wrażeniami z zasłużonego wypoczynku. Publikowanie na Facebooku swojej fotograficznej kroniki urlopu to też współczesna forma dawnych pocztówek z wakacji. Zamiast wysyłać znajomym kartkę z dalekich krajów czekamy na ich "lajki". Fotka pod palmą zrobi na pewno wrażenie na kolegach zamkniętych w biurach, trzęsących się z zimna na zaśnieżonych ulicach. - Egzotyczne podróże to jeden z wyznaczników statusu społecznego. Lubimy się nimi chwalić, bo to łechce naszą próżność - mówi Tomasz Duda, psycholog internetu z Uniwersytetu Warszawskiego. Nasze kontakty towarzyskie w coraz większym stopniu toczą się w sieci. Właśnie z Facebooka nasi bliżsi i dalsi znajomi wiedzą, co się u nas dzieje. Dlaczego więc nie pochwalić się czymś tak prestiżowym jak atrakcyjny wyjazd. Duda przyznaje, że publikując takie zdjęcia, często podświadomie liczymy na odzew naszych znajomych. Komentarze pobrzmiewające nutką zazdrości jeszcze mocniej potęgują w nas radość z pobytu na wymarzonych wakacjach.
Psychoterapeuta Wiesław Nowak taki mechanizm porównuje z naszą potrzebą pokazywania się i robienia wrażenia na otoczeniu. - Idąc do kościoła, zakładamy najlepsze ubrania, by pokazać, że dobrze się nam wiedzie - mówi. Kontakty internetowe to kolejny pretekst, żeby się pochwalić i wzbudzić zazdrość znajomych. Nowak podkreśla, że za taką potrzebą nie muszą wcale stać złe intencje. Odzew naszych znajomych rekompensuje nam bowiem trudy i wysiłek poniesiony na przygotowanie urlopu. Na to wydarzenie czekaliśmy cały rok, odkładaliśmy pieniądze na wyjazd. Dlaczego więc nie zaimponować tym naszemu środowisku? Tomasz Duda zaznacza, że złośliwe komentarze pod zdjęciami z egzotycznych plaż to tylko próba zrekompensowania sobie naszych własnych potrzeb i tęsknot. Pod tą palmą też chcielibyśmy przecież być.