
Katarzyna Rosłaniec nie była ostatnio rozpieszczana przez polską krytykę. Jej film "Bejbi Blues" doczekał się chłodnych recenzji i kilku złośliwych epitetów. Niektórzy krytycy nazwali go "kolorowym, ale pustym gniotem". Tymczasem obraz Rosłaniec odniósł spory sukces na festiwalu filmowym w Berlinie. Zdobył nagrodę Kryształowego Niedźwiedzia za najlepszy film sekcji Generation 14plus. Otrzymał również wyróżnienie profesjonalnego międzynarodowego jury tego konkursu. W rozmowie z naTemat.pl reżyserka przekonuje, że nagroda młodzieżowego jury to atut. Zapewnia też, że mimo deklaracji na koszulce nie czuje się "fucking artist" i smuci ją polski brak dystansu do siebie.
Czuje Pani, że Berlin będzie przepustką do dalszej kariery?