
Najlepszym tego dowodem – dezercja Jarosława Kaczyńskiego i wszystko to, co dzieje się wokół dzisiejszej debaty w TVP, zmiana jej godziny skutkująca zmniejszeniem widowni czy wynajęcie studia od firmy zewnętrznej, by ewentualnym kibicom Tuska trudniej było na nią dotrzeć.
– Mikrofonu chyba mi nie wyłączą? – zastanawiał się lider PO, niebezpodstawnie, wszak w ubiegłotygodniowym programie "Tu jest Polska", także w rządowej telewizji, politykom opozycji mikrofony ściszano, stąd efekt był taki, jakby szeptali.
Tusk, zapowiadając swój udział w debacie, wyraził nadzieję na obecność także prezesa PiS. Ta rękawica jest rzucana przez Tuska Kaczyńskiemu od dwóch już lat.
– Wyjdź z tej jaskini, stań ze mną twarzą w twarz na udeptanej ziemi wymienić się argumentami. Jestem do dyspozycji, nie bój się – apelował kilkanaście dni po swoim powrocie do polskiej polityki, w lipcu 2021 roku. – Żadnej debaty nie będzie – krótko odparł wówczas rzecznik PiS, Radosław Fogiel, a i tym razem reakcja obecnego rzecznika, Rafała Bochenka, była natychmiastowa: tchórzostwo zarzucił… liderowi PO i zachęcał go do odwagi.
Sztabowcy PiS zapewne dali już na mszę za to, że to ich własny szef zachował się tchórzliwie i wybrał w poniedziałkowy wieczór debatę ze starannie wyselekcjonowanymi mieszkańcami Przysuchy i okolic. Bo jego nieobecność minimalizuje straty obozu władzy, byłyby one niewątpliwie większe, gdyby prezes chciał się z Tuskiem jednak skonfrontować.
Zobacz także
Kaczyński jest w nie najlepszej formie retorycznej, w dodatku od lat mówi wyłącznie do swoich i w komfortowych warunkach – nikt mu nie przeszkadza, nie przerywa i nie ogranicza czasu na wypowiedź. Nikt go także nie ripostuje, raczej pełen zachwyt, maślane oczy i burzliwe oklaski. Próba powiedzenia czegoś sensownego w minutę mogłaby być wyzwaniem ponad siły i możliwości Kaczyńskiego.
Jeden przekaz PiS
Po takim odwrocie na z góry upatrzone pozycje, Kaczyński włączył zdartą do cna płytę: – Ten człowiek jest antypaństwowy i stoi na czele antypaństwowej partii – mówił o Tusku w Lublinie. Tusk jest antypaństwowy, ale też antypolski, "zewnętrzny", zdradziecki, niemiecki i po trochu także rosyjski. Absurdalność tych zarzutów nie ma znaczenia, twardy elektorat PiS-u nie myśli, tylko wierzy.
A antypolski Tusk, czyli de facto figura diabelska, to jeden z niewzruszalnych dogmatów tego kościoła. O defensywie partii rządzącej świadczy właśnie zacieśnianie narracji do ataków na lidera PO. Nie ma już niczego więcej, właściwie żadnego pozytywnego przekazu.
Nie ma też PiS umiejętności reagowania na działania konkurentów. Że zaskoczył ich marsz 4 czerwca – to można zrozumieć. Ale że PiS nie miał odpowiedzi na Marsz Miliona Serc, prócz Janusza Kowalskiego, próbującego udowodnić frekwencyjną klapę, to dziwi.
Katowicka konwencja, rozpoczynająca się w tym samym czasie, co marsz, niczym nie zaskakiwała i stąd rezonowała wyłącznie wśród fanów Kaczyńskiego. Tak jakby PiS utracił zdolność wyjścia poza swoją bańkę, a i prestidigitatorzy tej kampanii są coraz nudniejsi: wciąż królik z kapelusza, nic świeżego, oryginalnego.
W tej kampanii nie ma żadnych nowych wątków, wszystko, co PiS prezentuje w spotach, na wiecach i na konferencjach prasowych – już było po wielokroć pokazywane i mówione. PiS wyciągnął z szafy te same strachy i te same obietnice, co w 2015 i 2019 roku, nie dostrzegając, że świat się zmienia. PiS też coraz bardziej staje się przeszłością, na razie symbolicznie. Choćby wtedy, gdy wciąż rozlicza rządy PO-PSL – po ośmiu latach własnych. Dla części wyborców, zwłaszcza tych młodszych, wydarzenia sprzed kilkunastu lat nie mają już żadnego znaczenia.
Ograniczony cel Kaczyńskiego
Kaczyński od lat obsesyjnie odkurza te same, mocno już przeterminowane hasła, jako choćby postkomunizm. I w tej kampanii program PiS-u otwiera rozdział "Wyzwania postkomunizmu", w którym czytamy o rzekomych zagrożeniach ze strony „uprzywilejowanych ludzi dawnego ustroju”, a tak naprawdę PiS dokonuje autocharakterystyki i udowadnia, że to Kaczyński tworzy nam zręby systemu późnego postkomunizmu, który to „traktuje władzę jak cel sam w sobie, a jej utrzymaniu ma służyć rozbudowana propaganda, walka z pluralizmem mediów, kreowanie wewnętrznego wroga oraz odwoływanie się do socjotechniki”.
Dowodem na defensywę PiS-u jest właśnie ten ograniczony cel, jaki ma Kaczyński: utrzymanie władzy dla samej władzy. Nic więcej za chęcią przedłużenia sobie mandatu do rządzenia nie stoi, jak właśnie pragnienie władzy, traktowanej jako namiętność i nadrzędne umocowanie w strukturze społecznej oraz jej maksymalizacja.
Defensywny jest także strach przed niezależnymi mediami i próba ich zdeprecjonowania. PiS nie tylko nie odpowiada na pytania, na które nie ma po prostu dobrych odpowiedzi (dlaczego premier Morawiecki nie ujawnia majątku żony? Nie ma przeciwwskazań natury prawnej. Być może chodzi zatem wyłącznie o to, że majątek małżeństwa Morawieckich mógłby budzić jakieś wątpliwości?), ale też nieustannie atakuje niezależne media – nazywa je "opozycyjnymi" albo "polskojęzycznymi", "kontrolowanymi przez zagraniczny kapitał", "sztabami opozycji".
To znów może być skuteczne jedynie we własnym bąblu politycznym i społecznym.
Używając militarnego języka: PiS ewidentnie utracił inicjatywę strategiczną, a cofając się do coraz bardziej oblężonej twierdzy przy Nowogrodzkiej, wyprowadza coraz mniej skuteczne ciosy.
To wciąż potężna, a co najistotniejsze – bezwzględna armia, ale historia udowadnia, że i kolosa, jeśli jest wyjałowiony bądź na glinianych nogach, można pokonać i odesłać na śmietnik historii. Być może zdarzy się to już w najbliższą niedzielę.
Zobacz także
