
Pod koniec listopada do sali zabaw w podwarszawskich Ząbkach wszedł dziwnie przebrany mężczyzna. Miał na sobie maskę gazową i płaszcz do ziemi, a gestykulacją sugerował, żeby wszyscy byli cicho. Z nieoficjalnych ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że sprawcą jest... dziecko.
Do tej mrożącej krew w żyłach sytuacji doszło 27 listopada 2023 r. Sprawa nabrała rozgłosu, kiedy do sieci trafił film, na którym do sali zabaw "Emotka" przy ul. Powstańców w Ząbkach wchodzi mężczyzna ubrany w długi płaszcz, mocno związany w pasie, czarne skórzane rękawiczki i maskę gazową.
Postać przyglądała się dzieciom, przystawiła palec do ust na znak, by opiekunki były cicho, po czym wyszła, zanim kobiety zdążyły zareagować.
Z nieoficjalnych ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że sprawcą jest uczeń siódmej klasy jednej ze szkół podstawowych w Ząbkach. W przeszłości dopuścił się naruszenia prawa i pozostaje pod nadzorem kuratora.
– Ustaliliśmy, iż mamy do czynienia z osobą 13-letnią. Z uwagi na to, że jest to osoba małoletnia, zgromadzone w tej sprawie dokumenty zostaną przekazane do Sądu Rodzinnego. Z tego samego powodu nie udzielamy więcej informacji w tej sprawie – poinformowała mł.asp. Monika Kaczyńska z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie w rozmowie z WP.
Sława kosztem strachu dzieci
Jak podaje Onet, z relacji mieszkańców podwarszawskiej miejscowości wynika, że zamaskowany chłopak pojawia się regularnie w różnych częściach miasta. Pod maską ma mieć przyczepioną kamerę, którą nagrywa swoje wyczyny i wrzuca do sieci – w ten sposób chce zdobyć popularność w mediach społecznościowych.
Zobacz także
Ludzie byli przerażeni
Właścicielka sali zabaw w rozmowie z "Faktem" podkreślała, że gdyby mężczyzna tylko spróbował skrzywdzić dzieci, nie zawahałaby się stanąć w ich obronie.
– Kiedy zobaczyłam tego człowieka, to nogi się pode mną ugięły. Przez chwilę zastanawiałam się, co mam robić, bo nie wiedziałam, z jakim zamiarem do nas przyszedł. W czasie kiedy to wszystko się działo, wszystkie dzieci były pod moją opieką. Nie pozwoliłabym ich skrzywdzić. Gdyby mężczyzna próbował im coś zrobić, miałam pod ręką szczotkę i na pewno nie zawahałabym się jej użyć – podkreślała kobieta, która zaraz po incydencie zawiadomiła policję.
Straż miejska w odpowiedzi na zapytanie "Faktu" przekazała, że funkcjonariusze zaraz po otrzymaniu zgłoszenia pojechali na ulicę Powstańców i rozpoczęli poszukiwania mężczyzny. Pomimo intensywnych działań nie udało się go wówczas zlokalizować.
