
Koledzy zaginionych himalaistów, którzy wspólnie zdobyli Broad Peak, zaczęli się wycofywać. Himalaiści czekali w biwaku szturmowym, ale na polecenie kierownika wyprawy wracają powoli w kierunku bazy. Nadzieje, że Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka, z którymi od środy nie ma kontaktu, odnajdą się żywi są niestety bliskie zeru.
Na zaginioną dwójkę w specjalnym biwaku szturmowym czekał Artur Małek i Karim Hayyat. Himalaiści mieli przebywać tam do czwartku, ale kierownik wyprawy Krzysztof Wielecki zdecydował, że już środę wieczorem powinni wracać w kierunku bazy. Do tej pory nie ma żadnych nowych informacji na temat zagnionego Kowalskiego i Berbeki, a ryzyko pozostawania na takiej wysokości jest tutaj zbędne.
Dwaj Polacy zaginęli gdzieś pomiędzy przełęczą na wysokości 7900 metrów, a biwakiem szturmowym, który znajdował się pół kilometra niżej. Według informacji na facebook'owym profilu wyprawy tempo schodzenia himalaistów było dramatycznie wolne – odcinek, który normalnie pokonaliby w godzinę, tym razem zajął im aż osiem.
Warunku pogodowe są dobre, nie ma także problemów z widocznością, a mimo to nie ma żadnych śladów po zaginionych himalaistach. - Jeżeli przy dobrej widoczności nie widziano przez cały dzień żadnego ruchu na tym polu śnieżno-lodowym idącym w kierunku przełęczy, tzn. że tam nikogo nie ma - tłumaczył na antenie TVN24 polski himalalista, Leszek Cichy,
Wyprawa zdobyła szczyt Broad Peak ok. godz. 18:00 czasu lokalnego, sześć godzin później niż zakładał plan. Polscy himalaiści są pierwszymi ludźmi w historii, którzy zimą weszli na Broad Peak, dwunastą pod względem wysokości górę świata, która leży na pograniczu Chin i Pakistanu, w systemie górskim Karakorum. Patronat nad wyprawą na Broad Peak objął prezydent Bronisław Komorowski. Na Ziemi znajduje się 14 ośmiotysięczników. Na dziesięć spośród nich Polacy weszli jako pierwsi w okresie zimowym.
