Pobić się czterysta razy, zarobić 30 milionów dolarów i poślubić dziewczynę Jamesa Bonda. Polscy sportowcy w USA

W Nowym Jorku Mariusz Czerkawski był jednym z ulubieńców kibiców
W Nowym Jorku Mariusz Czerkawski był jednym z ulubieńców kibiców FOT KUBA ATYS / AG
W Ameryce wszystko musi być naj. Pieniądze, organizacja, poziom. Trzy sztandarowe ligi USA – futbolowa NFL, koszykarska NBA i hokejowa NHL – to marzenie milionów sportowców. Kilku Polaków spełniło swój „american dream”. Jeden został legendą, drugi wsławił się wiecznymi zadymami, inny poślubił dziewczynę Jamesa Bonda a kolejny kupił sobie... kilkaset par butów. Poznajcie historie najlepszych polskich sportowców za Oceanem.



Dziś Polakiem, robiącym największą karierę za Oceanem, jest Marcin Gortat, który paradoksalnie… wczoraj zakończył tegoroczny sezon NBA. Koszykarz Phoenix Suns ogłosił, że w meczu z Toronto Raptors upadł tak nieszczęśliwie, że zerwał ścięgno i teraz czeka go kilkutygodniowa rehabilitacja. Mimo to Gortat od 2008 roku spełnia swój amerykański sen o sukcesie i rywalizuje w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Pewnie duża w tym zasługa sportowych genów, które przekazali mu rodzice – Janusz i Alicja. Obaj reprezentowali Polskę – tata w boksie, mama w siatkówce.



Garnitury, buty i fury

Dostać się do NBA jest naprawdę trudno – to jak zostanie posłem. A pozostanie w lidze i osiągnięcie statutu świetnego zawodnika to jak teka ministra. Z tym, że w Ameryce trudniej jest ją utrzymać, niż zdobyć – zupełnie odwrotnie niż w Polsce. Gortat tę tekę i zdobył, i ją utrzymuje. Oprócz łodzianina w NBA grało dwóch innych rodaków: Cezary Trybański (Memphis Grizzlies, Phoenix Suns, New York Knicks, Chicago Bulls i Toronto Raptors) oraz Maciej Lampe (NY Knicks, Phoenix Suns, New Orleans Hornets i Houston Rockets). Choć razem zwiedzili prawie pięć razy więcej klubów niż Gortat, to w żadnym nie znaczyli tyle, ile ich kolega. Wychowanek ŁKS Łódź najpierw przez trzy sezony grał w Orlando Magic, a od końca 2010 roku stanowi o sile Phoenix Suns. Mógł zostać w swoim poprzednim klubie, ale od Słońc dostał sowitą podwyżkę – pierwszy kontrakt gwarantował Gortatowi 1,1 mln. dolarów za dwa sezony gry. W Phoenix Polak podpisał 5-letnią umowę wartą… 34 mln dolarów (prawie 7 mln. za sezon).

Czytaj także: Nasz bloger Krzysztof Sendecki: Koniec sezonu dla Marcina Gortata! Nie zagra w kadrze?

Gortata czeka więc spokojny powrót do zdrowia. Może w tym czasie zajmie się uporządkowaniem szafy z kilkudziesięcioma garniturami po kilka tys. dolarów każdy? Może poustawia buty, których ma ponad 200 par? A może po prostu pojeździ sobie jednym z trzech wypasionych samochodów, które stoją w jego stajni? Dzięki grze w koszykówkę Gortat ma dziś wszystko: sławę, pieniądze, wszelkie dostępne dobra i niezwykłe znajomości: jednym z jego najlepszych kolegów Marcina jest Dwight Howard z LA Lakers.



W tym całym szaleństwie Gortat wciąż pozostaje bardzo dobrym sportowcem. Nie gra ogonów, jak grał Lampe, i nie stoi za linią boczną boiska, jak stał Trybański. Gortat kieruje grą Słońc i często rzuca po kilkanaście punktów w meczu. Poza tym nie wolno zapominać, że w trakcie swojej kilkuletniej przygody z NBA Marcin zdążył dojść do finału ligi, który Orlando ostatecznie przegrało jednak z Lakersami.

Czytaj to: Krezus Marcin Gortat: Trzy samochody, 200 par butów, garnitury za 20 tysięcy dolarów

Kopie piłkę i dostaje za to 30 milionów dolarów

Gortat i inni polscy sportowcy marzą z pewnością o zawrotnej karierze jaką w Stanach zrobił Sebastian Janikowski. Wałbrzyszanin zdążył pobić wszystkie możliwe rekordy ligi NFL, zarobił kilkadziesiąt milionów dolarów i zapisał się na kartach historii futbolu amerykańskiego… kopiąc jajowatą piłkę. Były junior Górnika Wałbrzych, syn Henryka, trzykrotnego reprezentanta Polski w piłce nożnej, skutecznie kontynuuje narodową tradycję kopania i od 2000 roku z powodzeniem znajduje swoje miejsce NFL – najbardziej wymagającej lidze sportowej na świecie.

Przed laty na pozycji Janikowskiego, czyli kickera (kopacza), nieźle radzili sobie pierwsi Polacy w NFL – Ryszard Szaro i Czesław Marcol. Dopiero Janikowski sprawił, że polskie kopnięcie przeszło do historii National Football League.

Stało się to dokładnie 12 września 2011 roku. W pierwszym meczu sezonu zasadniczego Janikowski huknął jajowatą piłką pomiędzy dwa żółte słupki z odległości 63 jarów (57,5 m.) i tym samym wyrównał wieloletni rekord ligi. Mało tego – na treningach Polak kilkukrotnie trafił z dystansu… ponad 70 jardów (64 m.)! Amerykańscy obserwatorzy przecierali oczy ze zdumienia, bo nikt wcześniej, ani później, nie potrafił kopać z taką siłą i precyzją.


Cała kariera Janikowskiego to udana pogoń za rekordami. W swoim drugim w życiu meczu futbolowym ustanowił rekord liceum Seabreeze. Tydzień później poprawił tamto osiągnięcie. Na studiach pobił rekord uniwersytetu Florida State, a następnie został trzecim w historii kopaczem wybranym w drafcie już w pierwszej kolejce (poprzednio takie przypadki miały miejsce w 1966 i 1978 roku). W NFL ma aż 9 oficjalnych rekordów, w tym jeden z Meczu Gwiazd. Mało? W 2002 roku został jedynym Polakiem w historii, który wystąpił w finale Super Bowl. Oaklands co prawda przegrali, ale Janikowski na pocieszenie został zwycięzcą klasyfikacji tzw. touchbacków, czyli wykopów piłki poza linię końcową boiska.

Czytaj także: Sebastian Janikowski - "Polski Młot". U nas o nim nie piszą, a w USA jest gwiazdą futbolu amerykańskiego

Nie tylko na sportowej arenie jest królem – w 2010 roku Janikowski podpisał czteroletni kontrakt gwarantujący mu rocznie… 4 miliony dolarów! Jak myślicie, co zrobił Polak? Ano pobił kolejny rekord – tym razem w wysokości umowy dla kopacza. W historii całej ligi.


Niezależnie od ostatniego kontraktu Polak w NFL zarobił już gigantyczne pieniądze. W 2007 roku – 7 mln. zł, w 2008 roku – 5,5 mln. zł, w 2011 – 8 milionów. W tym sezonie – 12 mln. zł. Bez wątpienia sumując zarobki wszystkich polskich sportowców Janikowski jest bezdyskusyjnym numerem jeden. W trakcie całej – trzynastoletniej – kariery na koncie „Polskiej Armaty”, albo „Polskiego Młota”, jak mówią na Sebastiana Amerykanie, pojawiło się ok. 30 mln. dolarów! I to tylko z kontraktów klubowych.

Polski książę i polski rozbójnik

Swój amerykański sen spełnili także hokeiści Mariusz Czerkawski i Krzysztof Oliwa. Właściwie tylko trzem biało-czerwonym udało się zaistnieć w amerykańsko-kanadyjskiej lidze hokeja – oprócz dwóch wspomnianych także kompletnie nieznanemu u nas w kraju Piotrowi Siodorkiewiczowi. Ten pochodzący z Dąbrowy Białostockiej bramkarz w 1981 roku został pierwszym Polakiem w NHL, a roku 1993 znany jako „Piotr Alfabet” (ze względu na trudne do wymówienia nazwisko) golkiper zagrał w Meczu Gwiazd.

Wyczyn Siodorkiewicza powtórzył siedem lat później Mariusz Czerkawski – do dziś najlepszy polski hokeista w historii. Reprezentujący wówczas nowojorskich Islanders Czerkawski w 50-tym w historii Meczu Gwiazd nie tylko zagrał, ale zaliczył nawet asystę przy bramce Miroslava Šatana. Czerkawski wyróżnił się także w zabawach organizowanych między tercjami potwierdzając swoją przynależność do ówczesnej czołówki.


W swoich najlepszych czasach SuperMario trzykrotnie był królem strzelców New York Islanders, a w 2000 roku, kiedy zagrał w Meczu Gwiazd, został wybrany najlepszym hokeistą drużyny w ogóle. W sezonach 2000 i 2001 zdobywał ponad 30 bramek, zaliczając tyle samo asyst. Odbijało się to na wyniku finansowym – w 2001 roku w rankingu najlepiej zarabiających polskich sportowców wyprzedzili go tylko Dariusz Michalczewski i Sebastian Janikowski. Przez kilka lat Czerkaś zarabiał rocznie aż 14 milionów złotych. W tym samym 2003 roku Krzysztof Oliwa zainkasował „zaledwie” 2,5 mln. zł.

Czerkawski był idealnym materiałem na gwiazdę. Młody, przystojny, nieźle zarabiał i dobrze grał. Ożenił się z piękną aktorką Izabelą Scorupco, za Oceanem znaną jako dziewczyna Jamesa Bonda z "Golden Eye" a w Polsce kojarzoną przede wszystkim z roli Heleny Kurcewiczówny z "Ogniem i mieczem”. Już w Nowym Jorku dorobił się pseudonimu „Polish Prince” – Polski Książę.

Tak reprezentatywny jak Czerkawski nie był co prawda Krzysztof Oliwa, ale i jemu powiodło się niespodziewanie dobrze. Wychowanek GKS Tychy na lodowej tafli z kijem w ręku do asów nie należał, ale kiedy kij odrzucał, potrafił zyskać sobie szacunek innych hokeistów… bijąc ich. Oliwa w swoich zespołach – a grał m.in. w legendarnych New York Rangers i New Jersey Devils – pełnił rolę ochroniarza gwiazd (m.in. Mario Lemieux’a czy Jaromira Jagra) i za nich stawał w szranki z innymi hokejowymi bojownikami. W całej karierze tyszanin rozegrał 410 meczów w NHL, w których miał… tyle samo bójek! Średnio w każdym spotkaniu siedział na ławce kar trzy i pół minuty. Niewielu jest w historii ligi rozrabiaków mogących pochwalić się taką średnią.


Nie ma natomiast ani jednego Polaka, który mógłby – tak jak Oliwa – pochwalić się zdobyciem Pucharu Stanleya – mistrzostwa ligi NHL. Koniec zawodnika nie jest jednak ładny – Oliwie od walenia się po głowach zakręciło się tak bardzo, że kilka lat temu chciał stanąć w ringu MMA z... Mariuszem Pudzianowskim. Kto wie jednak jaki byłby wynik, bo Oliwa nawet po zakończeniu kariery był w niezłej formie – w 2009 roku po Mistrzostwach Świata I Dywizji w Toruniu sam pobił trzech reprezentantów Polski: Marcina Kolusza, Krystiana Dziubińskiego i Patryka Noworyta.

Czytaj to: Polski hokeista - skandalista poszukiwany listem gończym. Sylwetka Krzysztofa Oliwy

Czerkawski i Oliwa naprzeciw siebie stawali wielokrotnie, ale nigdy nie doszło między nimi do starć. Pochodzący z Radomska Czerkaś w USA i Kanadzie grał od 1994 aż do 2006 roku. W tym samym sezonie karierę zakończył Oliwa, który w NHL występował przez dziewięć sezonów. Do dziś – mimo iż od zakończenia występów Czerkawskiego i Oliwy minęło aż siedem sezonów – nie doczekaliśmy się polskiego hokeisty w najlepszej lidze świata. Co prawda w tym samym roku, kiedy grę kończyli Polacy, swoją przygodę z NHL zaczynał urodzony w Zabrzu Wojtek Wolski, ale jego pierwszym paszportem jest dokument kanadyjski i wciąż nie może zagrać dla naszej kadry.

Kiedy doczekamy się więc następcy Gortata, Janikowskiego, Czerkawskiego i Oliwy? Wiadomo tylko jedno – nieprędko.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Actina 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
Bella Happy Pants 0 0Mniej powodów do zmartwień. 5 gadżetów – twoje dziecko będzie bezpieczniejsze

NIE TYLKO POLITYKA

WYWIAD 0 0W Sejmie się jej boją. Justyna Dobrosz-Oracz szczerze o "pościgach" za politykami
WYBORY2019 0 0Pierwszy sondaż prezydencki z Kidawą-Błońską! Zaskakujący wynik
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż

MOTO

0 0Niektórzy wysiadali, bo już nie mieli siły. To najlepsze szkolenie samochodowe w Polsce
0 0Znalazłeś korzystniejsze ubezpieczenie OC? Oto jak bez problemów zmienić firmę ubezpieczeniową