
Śmierć Natalii z Andrychowa poruszyła całą Polskę. Rodzina dziewczynki oskarżała policjantów o opieszałość w działaniu. Wobec funkcjonariuszy toczy się już postępowanie dyscyplinarne. Wiadomo, jakie personalne konsekwencje poniesie jeden z funkcjonariuszy. Policjant otrzymał naganę – chodzi o dyżurnego z komisariatu Kętach.
Śmierć Natalii z Andrychowa. Wiadomo co z policjantem
O sprawie 14-letniej Natalii usłyszała cała Polska. Dziewczyna kilka godzin leżała na śniegu, po tym gdy zemdlała. Najbardziej bulwersujący w tej sprawie jest fakt, że dziewczynkę mijali ludzie, którzy nie udzielili jej pomocy. Gdy została znaleziona przez przyjaciela rodziny, była już w stanie głębokiej hipotermii.
W sprawie tej ważnym wątkiem jest również reakcja policjantów na zgłoszenie zaginięcia dziewczynki. Jak powiedziała osoba bliska rodzinie zmarłej w rozmowie z "Faktem": "Ojciec poszedł na komisariat i błagał, by policjanci szukali dziecka. Zadawali mu mnóstwo dziwnych pytań, zamiast od razu namierzyć komórkę Natalki i w ten sposób ją próbować zlokalizować".
Wobec dwójki funkcjonariuszy przyjmujących zgłoszenie faktycznie toczy się postępowanie dyscyplinarne. Wiadomo teraz, że wobec jednego z nich zdecydowano się również wyciągnąć konsekwencje personalne – został ukarany naganą.
Jak ustaliło RMF FM, powodem kary było: "niewłaściwe podjęcie działań służbowych". Jest to jednak jedyny funkcjonariusz, wobec którego poza postępowaniem dyscyplinarnym, podjęto decyzję personalną.
Przypomnijmy, że postępowanie w sprawie okoliczności śmierci Natalki prowadzi prokuratura, ale jak do tej pory nikomu nie postawiono zarzutów. Rozgłośnia dowiedziała się również, że na zlecenie Komendanta Głównego Policji został powołany zespół, który ma opracować i wdrożyć standardy postępowania w przypadkach zdarzeń, w których zagrożone jest zdrowie lub życie małoletnich.
Postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszy
Przypomnijmy, że cała tragedia rozpoczęła się od tego, że rano 28 listopada dziewczynka wyszła do szkoły. " Około 8:15 Natalia zadzwoniła do swojego taty i powiedziała, że źle się czuje, ale nie umiała wytłumaczyć, gdzie się znajduje. Mówiła, że ma ciemno przed oczami i leży w śniegu. Po chwili kontakt się urwał" – opisywał lokalny portal.
Tata zawiadomił policję. W tym czasie – według pierwszych doniesień medialnych – dziewczynka miała leżeć na mrozie blisko parkingu. Potem pojawiły się doniesienia, że siedziała na metalowej barierce przy reklamie.
Tam zauważył ją mężczyzna pomagający w poszukiwaniach dziewczynki. Zaniesiono ją do ciepłego miejsca, wezwano pogotowie i policję. W ciężkim stanie zabrano do szpitala na Prokocimiu. Nie udało się jej uratować. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci dziewczynki nie było zamarznięcie, lecz obrzęk mózgu spowodowany masywnym krwawieniem śródmóżdżkowym.
Zobacz także
