
43-letnia Monika B. z powiatu łukowskiego na Lubelszczyźnie usłyszała zarzut znęcania ze szczególnym okrucieństwem nad 9-letnią córką. Śledczy ustalili, że kobieta nakładała toksyczną substancję na twarz i kark swojego dziecka. Potem organizowała zbiórki pieniędzy na leczenie chorej córki. Proceder trwał 7 lat.
Matka 7 lat oszpecała córkę
Monika B. we wtorek 13 lutego usłyszała zarzuty w prokuraturze. Sąd zdecydował o jej aresztowaniu. W środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka przekazała, że kobieta w areszcie spędzi najbliższe trzy miesiące. Ustalenia śledczych są porażające. Wynika z nich, że od końca lutego 2017 r. do stycznia 2024 r. podejrzana znęcała się fizycznie i psychicznie ze szczególnym okrucieństwem nad swoją małoletnią córką.
Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka: "kobieta doprowadzała do kontaktu skóry dziecka w obrębie twarzy i karku z (...) płynną substancją toksyczną o cechach drażniących/żrących, powodując rozległe zmiany skórne".
Maltretowane dziecko ma uszkodzenia skóry od rumienia i stanów zapalnych, poprzez blizny. Jak ocenił lekarz, z powodu rozwinięcia się martwicy doszło u niej do nieodwracalnych ubytków tkanek. Dziewczynka straciła m.in. część prawego ucha. Matka urazy, które sama u córki powodowała, przedstawiała służbie zdrowia oraz sądowi właśnie jako zmiany chorobowe córki.
Przez 7 lat kobieta wielokrotnie prowadziła zbiórki pieniędzy na swoją rzekomo chorą córkę. 43-letnia Monika B. złożyła wyjaśnienia, których śledczy nie podają do wiadomości publicznej. Prokuratura złożyła wniosek o trzymiesięczny areszt dla 43-latki, ale grozić może jej nawet 20 lat więzienia.
Jak to możliwe, że w Polsce dochodzi do takich zaniedbań? Jak w rozmowie z naTemat mówiła dr Anna Krawczak z fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę" w Polsce żadna instytucja, która pracuje z dziećmi, w tym szkoły, nie ma odgórnie narzuconych polityk ochrony dzieci, w związku z którymi musiałyby podejmować określone działania.
Jak dodaje, w Polsce jedynym "urzędem", który dedykowany jest sprawom dzieci, jest biuro Rzecznika Praw Dziecka. Jak podkreśla ekspertka, Polska nie tylko jest jednym z niewielu krajów Europy, które nie mają takich polityk, ale prawo nadal mówi o "władzy rodzicielskiej", a nie np. o "odpowiedzialności rodzicielskiej".
Zobacz także
