
Dziennikarz "Faktu" zapytał w wywiadzie Andrzeja Dudę, co ten będzie robił, gdyby musiał przejść na polityczną emeryturę? Odpowiedź prezydenta RP zaskakuje.
W 2025 r. Andrzej Duda zakończy swoją kadencję jako prezydent. Jako, że piastował stanowisko głowy państwa już dwukrotnie, zgodnie z konstytucją, nie może kandydować w kolejnych wyborach prezydenckich.
Polityczna emerytura Andrzeja Dudy
– Zobaczymy, co będzie ze mną, kiedy będę mógł przekazać urząd mojemu następcy. Mam nadzieję, że stanie się to w sposób spokojny, zgodny ze wszystkimi standardami konstytucyjnymi. Ja jestem jeszcze człowiekiem względnie młodym, jak na politykę. W przyszłym roku, gdy będę kończył swoje urzędowanie, będę miał 53 lata. Dużo rzeczy można jeszcze robić – powiedział w rozmowie z "Faktem" Duda.
– To nie jest tak, że ja jestem politykiem od zawsze. Do polityki przyszedłem jako człowiek dojrzały, w wieku 34 lat. Miałem już wcześniej za sobą lata pracy, które z polityką nie miały nic wspólnego. Umiem pracować, mam dwie ręce. Jak będzie trzeba, mogę pracować fizycznie. Nie ma dla mnie problemu – dodał.
Niespodziewane orędzie Dudy
W piątek (23.02) prezydent wygłosił niezapowiedziane wcześniej orędzie. Choć Duda mówił głównie o Ukrainie, wykorzystał moment by zaatakować niektórych członków NATO.
– Europa powinna wyciągnąć lekcje z historii. Także tej najnowszej. Gdyby w 2008 roku, podczas Szczytu NATO w Bukareszcie, posłuchano Stanów Zjednoczonych, posłuchano Polski i innych krajów Europy Środkowej, gdyby nie zwyciężyła postawa, żeby nie drażnić Rosji – Ukraina byłaby dzisiaj w NATO – podkreśliła głowa państwa.
Gdyby tak się stało, to według prezydenta "nie byłoby obecnej wojny", bo Ukraina była członkiem Sojuszu. – To powinien być wielki wyrzut sumienia dla niektórych członków NATO – pouczył.
Prezydenckie orędzie zostało wygłoszone w symbolicznym dniu. Jak wspomniał wówczas Duda "dokładnie 2 lata temu, wieczorem 23 lutego opuszczał Kijów, który szykował się do odparcia rosyjskiej agresji".
"Wspieraliśmy, wspieramy i będziemy wspierać"
– Zaledwie kilka godzin później na ukraińską stolicę spadły pierwsze bomby, a wojska Władimira Putina rozpoczęły pełnoskalową wojnę przeciwko niepodległej Ukrainie. Brutalną wojnę, która niestety trwa do dziś – oznajmił, dodając, że Polska wspierała Ukraińców od samego początku.
Polityk zapewnił jednocześnie, że wsparcie dla walczącej z rosyjską agresją Ukrainy nie mienie. Jak powiedział, "wspieraliśmy, wspieramy i będziemy wspierać Ukrainę w jej walce o wolność!"
– Dzisiaj to wsparcie jest nadal niezwykle potrzebne. Niezależnie od zmęczenia wojną. Wolny świat nie może dopuścić do tego, żeby Putin i Rosja zatryumfowali – powiedział, zakończył to zdanie jednak niepokojącą wizją: – Jeśli tak się stanie prędzej czy później czeka nas kolejna wojna – podsumował.
Zobacz także
