
W wywiadzie dla Radia Zet prezydencki doradca Błażej Poboży zasugerował, że zmiany kadrowe w tzw. resortowej służbie zdrowia mogą być przyczynkiem do jej likwidacji. Tok myślenia polityka zaskoczył Bogdana Rymanowskiego, który próbował dowiedzieć się, co dokładnie skłoniło byłego ministra do takich wniosków.
W poniedziałek (4.03) na antenie Radia Zet gościł prezydencki doradca i były wiceminister spraw wewnętrznych Błażej Poboży. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim był pytany m.in. o ocenę dotychczasowych poczynań MSWiA, kierowanego przez Marcina Kierwińskiego (KO).
Kierwiński chce zlikwidować resortową służbę zdrowia?
Poboży wyjaśnił, że patrzy na resort pod przewodnictwem nowego rządu "bardzo krytycznie". Jak dodał, dotyczy to zwłaszcza obszaru, który był najbliżej jego kompetencji w MSWiA, czyli tzw. resortowej służby zdrowia.
– Niestety, jak obserwuje działania podejmowane przez zastępcę pana ministra Kierwińskiego w obszarze resortowej służby zdrowia, polegające na odwoływaniu dyrektorów, którzy wyprowadzili nasze szpitale z bardzo trudnej finansowej sytuacji na plus i jeszcze pokazali ogromne znaczenie i wagę tych resortowych szpitali w czasie pandemii, (...) to jestem trochę przerażony – wyznał polityk.
– To taka polityczna refleksja, ale czy to nie jest jakiś wstęp do wygaszenia tego bardzo ważnego segmentu w ochronie zdrowia? – dodał po chwili. "Polityczna refleksja" Pobożego wprawiła w zdumienie dziennikarza.
"Czy ja dobrze słyszę?"
– Słucham? Czy ja dobrze słyszę? Chce pan powiedzieć, że pan minister Kierwiński chce zlikwidować resortową służbę zdrowia? – dopytał Rymanowski.
Taka sytuacja oznaczałaby tąpnięcie w polskim systemie ochrony zdrowia, bo MSWiA nadzoruje cały szereg kluczowych jednostek, w tym szpitali. Przekazanie ich samorządom lub innym jednostkom oznacza konieczność wprowadzenie szeregu procedur, które z pewnością będą długotrwałe.
Z sugestii polityka wynika jednak, że przewiduje on, że taka sytuacja mogłaby jego zdaniem mieć miejsce.
– Jeżeli miejsce odwoływanych dyrektorów powołuje się w sposób bezprawny tzw. pełniących obowiązki, gdzie de facto równolegle mamy do czynienia z funkcjonowaniem dwóch kierujących placówkami lekarzy, to jest to niebezpieczne – próbował wybrnąć wiceszef resortu.
Prowadzący chciał wiedzieć, czy każda ekipa rządząca nie ma przypadkiem prawa do wymiany dyrektorów szpitali. Poboży stwierdził, że sprawa nie jest tak prosta, ponieważ są to stanowiska czasowe.
– Po pierwsze to są stanowiska kadencyjne, mamy więc do czynienia z naruszeniem tego elementu kadencyjności, a po drugie - powiem tutaj o sobie - ja nigdy w MSWiA nadzorując ten obszar, nie kierowałem się takimi względami. Bardzo wielu dyrektorów, czy większość, których zastałem, przychodząc do MSWiA, to nikt nie myślał o ich odwołaniu – podsumował polityk.
