Wpadka reportera TVP. Mówił o pożarze przy Marywilskiej 44, padł wulgaryzm.
Wpadka reportera TVP. Mówił o pożarze przy Marywilskiej 44, padł wulgaryzm. Fot. serwis X

W nocy z soboty na niedzielę doszczętnie spłonęło centrum handlowe przy ul. Marywilskiej 44 w Warszawie. Było tam niemal 1,5 tys. sklepów. Pożar relacjonowały wszystkie media. Jednak na antenie TVP doszło do dużej wpadki reportera tej stacji.

REKLAMA

Potężna wpadka w relacji z pożaru w Warszawie

Reporter TVP opowiadał widzom, że pożar w Warszawie może mieć negatywny wpływ na ich zdrowie. Była to relacja na żywo.

– O 12:00 służby powiedziały, że poziom podwyższonych... że stężenie podwyższonych... że nie ma podwyższonych...– jąkał się reporter, próbując dobrać właściwe słowo. I w końcu nie wytrzymał i padło siarczyste: "Ku***". Reporter niemal w tym samym czasie przeprosił swoich widzów.

Przypomnijmy: w nocy z soboty na niedzielę doszczętnie spłonęła ogromna hala przy ul. Marywilskiej 44 w Warszawie. Znajdowało się tam centrum handlowe z 1,4 tys. sklepami. W sprawie na pewno będzie śledztwo, a już teraz pojawiają się ważne głosy, co mogło doprowadzić do pożaru.

Pożar przy Marywilskiej. To mogło być podpalenie

To jest absolutnie nienormalna sytuacja. Według mojej wiedzy i doświadczenia, rozległość pożaru w jego początkowej fazie może świadczyć o tym, że tam było więcej, niż jedno źródło ognia. Nie chcę oczywiście niczego przesądzać, bo od tego są sądy i biegli, ale moje doświadczenie podpowiada mi, że mogło dojść do celowego podłożenia ognia – powiedział w rozmowie z Onetem ekspert ds. pożarnictwa nadbryg. Ryszard Grosset. Jak wskazał, "pożary o tak szybkim i burzliwym przebiegu zdarzają się naprawdę rzadko".

Sonda

Czy uważasz, że ten pożar to podpalenie?

267 odpowiedzi

Już w niedzielę strażacy mówili o "dziwnej sytuacji". Tak stwierdził nadbryg. Mariusz Feltynowski, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej.

Komendant wyjaśnił, że wezwanie straż pożarna dostała o godzinie 3:31 nad ranem – przyszło ono automatycznie z monitoringu, a nie z telefonu wykonanego na numer 112. Zaznaczył, że strażacy byli na miejscu po 11 minutach i już wtedy stwierdzili, że płonie 2/3 powierzchni hali.

Feltynowski podkreślił, że w kilku miejscach nie były zamknięte specjalne bariery, których celem jest zapobieganie rozprzestrzenianiu się ognia.

Czytaj także: