Wojciech Maziarski uważa, że Jarosław Kaczyński to "lewicowy towarzysz", które nie wiadomo czemu chowa się za maską prawicy.
Wojciech Maziarski uważa, że Jarosław Kaczyński to "lewicowy towarzysz", które nie wiadomo czemu chowa się za maską prawicy. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Tak Jarosława Kaczyńskiego jeszcze nie nazywano. Wojciech Maziarski na łamach "Gazety Wyborczej" Jarosława Kaczyńskiego stawia w tym samym szeregu co Leszka Millera i obu polityków nazywa "lewicowymi towarzyszami". Powód? "Pomysł oskubania lepiej zarabiających Polaków", który forsują obie partie.

REKLAMA
Wojciech Maziarski wyjaśnia, że w Polsce mamy aktualnie dwie lewice. Jedna z nich to "proeuropejskie i bezbożne" SLD z Leszkiem Millerem na czele. Druga to wcale nie Palikot, ale… Prawo i Sprawiedliwość, które zdaniem publicysty jest lewicą "narodową i pobożną", ale nie wiadomo czemu nazywa się ją prawicą.
Skąd takie porównanie? Z niedawnych deklaracji obu partii, które jednym głosem opowiadają się za podwyższeniem podatków dla najbogatszych. Politycy zdają się jednak nie pamiętać, że za swoich rządów to właśnie oni sami podatki obniżali.

Dziś obaj lewicowi towarzysze rywalizują w populizmie, podpuszczając jednych Polaków przeciw drugim i okłamując ich. Bo przecież to kłamstwo, że zamożni płacą mniejsze podatki niż ubodzy. Zarabiający dużo płacą w Polsce wyższe podatki niż zarabiający mało i żadne zaklęcia tego faktu nie zmienią. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: "Gazeta Wyborcza"

Dalej w tekście dziennikarz strofuje polityków PiS wyjaśniając im mechanizm działania sytemu podatkowego. Posłowie sugerują, że najwięcej podatków płacą ci, którzy zarabiają najmniej. – Naprawdę wstydu trzeba nie mieć, żeby takie rzeczy opowiadać – czytamy na łamach "Gazety Wyborczej".

Zobacz: PiS i SLD chcą podwyższenia podatków. Kiedy rządziły, same je obniżały
Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Prawo i Sprawiedliwość walczą o tę samą grupę elektoratu. Chcą zdobyć głosy biedniejszej części społeczeństwa obiecując podwyżkę podatków dla najbogatszych. Natomiast na wszelkie możliwe sposoby przed podwyżką podatków broni się rząd PO, ale z efektów ich działań także nie możemy być zadowoleni. Im dłużej tkwimy w kryzysie finansowym, tym bardziej musi lawirować Jan Vincent-Rostowski, by utrzymać w ryzach budżet.