Jarosław Kaczyński
Kto kandydatem PiS na prezydenta? Ma krążyć tajna lista Fot. Pawel Wodzynski / East News
Reklama.

Prezydentura Andrzeja Dudy zakończy się w 2025 roku – to na razie jedyna i pewna informacja związana ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w Polsce. Żadne ugrupowanie – co zrozumiałe – nie wskazało jeszcze swoich kandydatów na ten urząd.

W Prawie i Sprawiedliwości, jak donosiły już media, mają mieć jednak spory problem z wyłonieniem kandydata. Kilka tygodni temu pojawiły się doniesienia, że w partii Jarosława Kaczyńskiego nie wykluczają Zbigniewa Boguckiego. Zęby na przywództwo na prawicy i Pałac Prezydencki ma sobie też ostrzyć Mateusz Morawiecki, były premier i jeden z wiceprezesów PiS.

Tydzień temu swoje prezydenckie ambicje zdradził z kolei Patryk Jaki, europoseł Suwerennej Polski. Przyznał, że "oficjalnie jest w gronie tych osób, które są rozważane w ramach kandydatów Zjednoczonej Prawicy". Jego słowa potwierdziły też, że trwa nerwowa przepychanka w sprawie tego, kto powinien powalczyć o utrzymanie Pałacu w rękach prawicy.

Sonda

Czy kandydat/ka PiS będzie liczył/a się w wyborach prezydenckich 2025?

509 odpowiedzi

Kto kandydatem PiS na prezydenta? Ma krążyć tajna lista

Teraz do tej kwestii odniósł się inny ziobrysta – Michał Wójcik. W rozmowie z Interią polityk został zapytany między innymi o to, czy w obozie Zjednoczonej Prawicy zostaną zorganizowane prawybory prezydenckie.

– Myślę, że prezes Jarosław Kaczyński ma wyjątkowy dar do wskazywania ludzi, którzy wygrywają. Wierzę w intuicję prezesa. Nie byłoby Andrzeja Dudy jako prezydenta, gdyby nie Jarosław Kaczyński. To on go wskazał. Duda nie był politykiem z pierwszego, ani nawet z drugiego szeregu – odparł wymijająco, ale też wymownie były wiceminister sprawiedliwości.

Jego zdaniem prezes PiS znowu może wystawić w wyścigu o fotel prezydencki kandydata "z trzeciego szeregu". – Jest podobno jakaś lista osób, które są w tej chwili sprawdzane, czy dają sobie radę medialnie. Może być zaskoczenie – przyznał tajemniczo Michał Wójcik.

– Kluczowe jest, by znaleźć kogoś, kto otworzy nas na centrum, na wyborcę umiarkowanego, wycofanego. To są wybory, gdzie nie wystarczy odnieść się tylko do swojego twardego elektoratu – dodał.

Padło również pytanie o pojawiające się w medialnych doniesieniach nazwiska potencjalnych kandydatów prawicy. Chodzi między innymi o Tobiasza Bocheńskiego, Waldemara Budę czy wspomnianego już Zbigniewa Boguckiego.

– Pojawiają się na giełdzie. Zresztą dzisiaj nie ma osoby, która zapytana, czy nadaje się na prezydenta, by zaprzeczyła. Każdy nosi buławę. I to jest też problem – ocenił.

"I tak zdecyduje prezes"

– Poseł Bogucki? To człowiek Joachima Brudzińskiego, nie bardzo go znam. Ale pierwsze słyszę, że na prezydenta – zareagował polityk PiS, gdy nasza reporterka Katarzyna Zuchowicz zapytała w partii o nazwisko, które ostatnio wybiło się na pierwszy plan potencjalnych kandydatów prawicy na następcę Andrzeja Dudy. – I tak ostatecznie zdecyduje prezes – usłyszeliśmy.

Lista kandydatów PiS na urząd prezydenta podobno jest gotowa już od dawna. Jarosław Kaczyński sam ogłosił to w czerwcu. – U nas zamieszania nie ma, wiemy, kto jest do rozważenia i spośród kogo wybierać. Mamy bardzo duży wybór między ludźmi, którzy mają różne zalety, ale wymogi wobec kandydata są wysokie – mówił.

QUIZ: Kto to powiedział – Kaczyński czy Tusk?

Quiz

1 / 20 Przepraszam bardzo, panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu...

Wtedy dowiedzieliśmy się też, że PiS ma zespół, który pracuje nad podjęciem najlepszej decyzji. I że stawiają sobie pytanie, kto może nie tylko wejść do drugiej tury, ale ją wygrać. To właśnie wtedy padło też pytanie o Mateusza Morawieckiego. I padła też słynna już odpowiedź Kaczyńskiego.

– To byłoby skrajnie nierozsądne, aby nie umieścić go na liście kandydatów. Ale czy to jest kandydat idealny z perspektywy zwycięstwa? Nie. On jest wyjątkowo zdolny i go cenię, ale chodzi o to, że chcemy postawić na kogoś, kto ma realną szansę wygrać. Co nam z tego, że mieliśmy świetnego, bardzo zdolnego kandydata, obytego w świecie, ale przegranego w drugiej rundzie. Potrzebny jest taki, który zdobędzie ponad 50 procent – powiedział lider Zjednoczonej Prawicy.