W meczu Borussii z Malagą sędziowie znów narobili zamieszania. Czy to najbardziej niewdzięczny zawód świata?

Szkot Craing Thomson, który narobił zamieszania w meczu BVB z Malagą, podczas Euro 2012 sędziował mecz Polaków z Czechami
Szkot Craing Thomson, który narobił zamieszania w meczu BVB z Malagą, podczas Euro 2012 sędziował mecz Polaków z Czechami FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
Sędziom wysyłano już setki listów z pogróżkami, ukrywano ich w nieznanych lokalizacjach, niewinnym, przypadkowym osobom grożono śmiercią. Teraz w tarapatach znalazł się Szkot Craig Thomson, który w meczu Borussii Dortmund z Malagą uznał dwie bramki, które padły z pozycji spalonej. Okazuje się, że zawodów arbitra jest jednym z najniebezpieczniejszych na świecie.



Craig Thomson na jakiś czas będzie musiał zrezygnować z wakacji nad Costa del Sol. Błędne decyzje tego sędziego przyczyniły się do tego, że zamiast Malagi w półfinale Ligi Mistrzów zagra Borussia Dortmund. Zwolennicy westfalskiego klubu powiedzą zapewne, że Szkot nie zauważył także spalonego Hiszpanów przy ich golu na 2:1, więc rachunki się wyrównały. Jeśli się jednak skrupulatnie oceni pracę arbitra, to można śmiało powiedzieć, że nie wyłapał aż dwóch spalonych BVB. Tak więc Malaga teoretycznie powinna w półfinale Champions League. Powinno, ale nie zagra i Thomson, tak jak wielu sędziów w przeszłości, może liczyć na listy z pogróżkami.


Nieskuteczność piłkarzy Manchesteru United zadecydowało o tym, że Mike'owi Deanowi nikt nie groził śmiercią po derbowym meczu Czerwonych Diabłów z City. Arbiter chyba tak panicznie bał się reakcji Sir Alexa Fergusona, który wcześniej w tym sezonie mocno go zrugał, że kilkukrotnie zagwizdał na korzyść jego drużyny. W pierwszej połowie, kiedy już zakończył się doliczony czas gry, nie bacząc na to, że zawodnicy rywala są w polu karnym uznał, że pora rozporządzić przerwę.



Piłkarze City protestowali, gdyż akurat mieli okazję do zdobycia bramki. W drugiej połowie sędzia zdaje się wziął do siebie słowa piłkarzy gości, którzy prowadzili 2:1, bo po doliczonych czterech minutach nie chciał zakończyć spotkania. W Anglii takie sytuacje nazywa się „Fergie Time”, czyli czas który sędziowie nieoficjalnie dodają, by Manchester United mógł wyrównać, albo strzelić zwycięskiego gola. Najsłynniejszym z nich jest chyba bramka Michaela Owena w 96 minucie (3 doliczone minuty), który dał Czerwonym Diabłom zwycięstwo 4:3 w poprzednich derbach Manchesteru.


Zresztą lista sędziów, którzy „pomagają” United, jest całkiem długa. Najbardziej znienawidzonym z nich wszystkich jest obecnie Howard Webb, którego internauci przezywają „dwunastym graczem” United. Po raz pierwszy „oficjalnie” został nim nazwany w 2011 roku, kiedy w meczu „Czerwonych Diabłów” z Liverpoolem podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, tak jak przyznanie wątpliwego karnego dla United w pierwszej minucie spotkania, czy wyrzucenie z boiska Stevena Gerrarda. Po tamtym spotkaniu piłkarz „The Reds” Ryan Babel opublikował na Twitterze zdjęcie Webba w koszulce Manchesteru United.

Zobacz to:
Marcin Daniec: Kibice są jak dzieci. Ciągle się obrażają [Poniedziałkowa Wywiadówka]

Holenderski piłkarz został za to ukarany grzywną w wysokości 10 tysięcy funtów, ale od tego czasu przed każdym meczem United, które ma on sędziować, różne strony internetowe „wystawiają” Webba do dwunastki United, a ten… nie zawodzi! Jak chociażby w meczu drużyny z Manchesteru z Chelsea. The Blues prowadzili już 3:0, by ostatecznie zremisować, w dużej mierze dzięki dwóm rzutom karnym przyznanym United. To są tylko przykłady, bo meczów Webba „w barwach Czerwonych Diabłów” było więcej i sędzia zdążył się przyzwyczaić do wyzwisk i pogróżek zawiedzionych fanów.


Trzeba dodać, że pierwszymi, którzy „odkryli” stronniczość Anglika byli Polacy podczas Euro 2008. W ostatniej minucie naszego spotkania z Austrią przyznał przeciwnikom rzut karny. Powtórki pokazały, że słusznie, jednak większości kibicom znad Wisły ta decyzja się nie spodobała. Webb stał się w naszym kraju persona non grata, grożono mu śmiercią, a pogróżki do tego stopnia były poważne, że niektórzy Polacy zlokalizowali nawet jego dom w Rotherham. Anglikowi trzeba było przyznać opiekę policji.

Webb mógł się wówczas przekonać, jak musiał się czuć szwedzki sędzia Anders Frisk, który z powodu pogróżek od kibiców Chelsea postanowił zakończyć swoją karierę. Pracujący na co dzień jako agent ubezpieczeniowy Frisk w meczu The Blues z Barceloną wyrzucił z boiska Didiera Drogbę, co przyczyniło się do zwycięstwa katalońskiego klubu. Po tym spotkaniu trener Chelsea Jose Mourinho powiedział, że widział, jak trener rywali Frank Rijkaard w przerwie spotkania wszedł do pokoju sędziów, by porozmawiać z Friskiem. Mimo że, odrzucono te oskarżenia, kibice The Blues uwierzyli Portugalczykowi i próbowali namierzyć Szweda.

Mający dosyć telefonów i listów życzących mu śmierci Frisk postanowił odejść od piłki nożnej. Rok później inny skandynawski sędzia padł ofiarą sympatyków The Blues. Prowadzący mecz Chelsea z Barceloną Terje Hauge wyrzucił z boiska zawodnika gospodarzy Assiera del Horno za niezwykle brutalny faul na Lionelu Messim. Zdaniem kibiców arbiter niesłusznie pokazał piłkarzowi kartkę. W takim wypadku – ich zdaniem – jedyną słuszną reakcją jest... wysyłanie pogróżek sędziemu i jego rodzinie.

Czytaj też: Magik, furiat, kreator, dziennikarz, czyli sto twarzy trenera Borussii Dortmund Jurgena Kloppa

Skandynawskiego „hattricka” na liście sędziów, którzy otrzymali listy od fanów Chelsea, uzupełnia Tom Henning Ovrebo. Już tradycyjnie groźby tyczyły się wydarzeń z meczu z Barceloną, ale po raz pierwszy złość fanów mogła być w 100 % uzasadniona. Blaugrana po fantastycznej bramce Andresa Iniesty awansowała na podstawie lepszego bilansu bramkowego do finału Ligi Mistrzów, choć zdaniem ekspertów w tym dwumeczu była drużyną słabszą. Tymczasem w trakcie meczu Duńczyk zignorował aż cztery sytuacje po których mógł, a nawet powinien podyktować jedenastkę dla zespołu z Stamford Bridge. Dwa razy Katalończycy odbili w polu karnym piłkę ręką i dwukrotnie faulowali piłkarzy rywali.

Jednak Ovrebo pozostał tym niewzruszony, tak jakby to Barcelona „musiała” zagrać w finale. Po meczu Didier Drogba darł się do kamery, że to „pierdol… hańba”, a kibice Chelsea rozpoczęli łowy. Mieli zamiar upolować duńskiego arbitra, lincz wisiał w powietrzu. Pod stadionem zebrała się grupa fanów, którzy czekali aż opuści stadion i uda się do hotelu, który już zdążyli namierzyć. W obawie przed tragedią Ovrebo wyjechał w samochodzie z przyciemnionymi szybami i noc spędził w bezpiecznym, nieznanym nikomu miejscu.


Anglicy, zdaje się, specjalizują się w wysyłanie pogróżek sędziom po tym, jak ci podejmują kontrowersyjne decyzje, które nie są po ich – fanów – myśli. W 2004 roku podczas Mistrzostw Europy w Portugalii, w meczu pomiędzy Anglią, a gospodarzami tej imprezy John Terry zdobył „złotą bramkę”, jednak prowadzący to spotkanie Szwajcar Urs Meier dopatrzył się faulu na bramkarzu Ricardo. Ostatecznie Portugalczycy wygrali po rzutach karnych, zaś arbitra spotkała na Wyspach „kampania nienawiści”. Prym w całej tej akcji wiódł brukowiec „The Sun”, który przerobił imię sędziego Urs na Arse (czyta się Ars, czyli Dupek), a do sędziego dotarło pewnie tyle samo listów, ile w latach 60-tych wysłały młode dziewczyny do zespołu The Beatles.

W Hiszpanii kibice bywają równie krewcy. W 2007 roku Javier Turienzo Alvarez w meczu Realu Madryt z Racingiem Santander w odstępie siedemnastu minut wyrzucił z boiska dwóch piłkarzy z stołecznego zespołu. Następnego dnia mocno sympatyzująca z „Królewskimi” gazeta sportowa „Marca” dała na pierwszą stronę zdjęcie sędziego opatrzone tytułem „Bierzcie go”. Kibice potraktowali to dosłownie. – Otrzymałem przeszło 50 telefonów, w których grożono śmiercią mnie i mojej rodzinie. To wszystko za sprawą tytułu w gazecie – żalił się Alvarez, który trafił do galerii anty-sław kibiców Realu Madryt.

Zobacz również: PSG gra z Barceloną. Czy Beckham przyćmi Messiego i Ibrahimovicia? Fenomen "Becksa" wciąż trwa

Ci wyżej wymienieni sędziowie nieraz ponoszą konsekwencje swojej pracy na boisku, która może być przez kibiców negatywnie oceniona. Jednak w gorszej sytuacji zdaje się być pewien bezrobotny z Limite sull'Arno pod Florencją. 46.-letni Gianluca Rocchi nazywa się tak samo, jak 40-letni arbiter prowadzący spotkania Serie A, który także mieszka w tamtej okolicy. W meczu Interu Mediolan z Napoli (0:3) w 2011 roku florentyński sędzia podyktował rzut karny, choć faul miał miejsce przed polem karnym, a przy okazji wyrzucił z boiska piłkarza gospodarzy Joela Obiego.

Kibice zamiast sprawdzić z kim się kontaktują, zadzwonili z pogróżkami do owego 46-letniego bezrobotnego. – Zawsze staram się śledzić występy tego arbitra, by wiedzieć, czy mam się spodziewać pogróżek, czy nie. Za każdym razem modlę się, by dobrze sędziował, bo to nie jest miłe usłyszeć na drugim końcu telefonu, że cię ktoś chce zabić – opowiadał Rocchi o arbitrze… Rocchim.


W polskiej lidze zdaje się, że sędziowie nigdy nie mieli, aż tak źle, jak wyżej wymienieni arbitrzy. Rzecz jasna, różne rzeczy się dzieją w niższych ligach, ale na najwyższym poziomie „gnębienie” arbitrów ogranicza się jedynie do wyzwisk. Wystarczy za przykład Tadeusza Fijarczyka, który został skazany w aferze korupcyjnej. Kilkakrotnie w swojej karierze podejmował kontrowersyjne decyzje przeciwko piłkarzom Legii Warszawa, jednak najgorsze co go spotkało to przyśpiewki Żylety „Tadadadada Fujara”, która była przeróbką piosenki Dj Bobo „Chihuahua”.

Jedyną sędziowską ofiarą polskich kibiców do dnia dzisiejszego wydaje się pozostać Howard Webb. Coraz częściej sędziowie zaczynają się jednak bronić. W japońskiej J-League swego czasu arbiter Yuichi Nishimura wywołał spore zamieszanie. W trakcie prowadzonego przez niego meczu Oita Trinita z FC Tokyo, mimo fauli, arbiter nie pokazał żadnej kartki. Piłkarz gospodarzy Taikai Uemoto wściekły brakiem reakcji Nishimury podszedł do niego i się zapytał się wprost, o co chodzi. Reakcja sędziego była następująca: - Zamknij się! Ty lepiej siedź cicho. Umieraj!

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego