
Choć Janusz Palikot był najgłośniejszym krytykiem nagród dla prezydium Sejmu, nie przeszkodziło mu to w ubieganiu się o podobną nagrodę dla szefa biura swojego klubu Karola Jenego. Według ustaleń "Rzeczpospolitej" jeden z najbardziej zaufanych ludzi szefa partii miał dostać z pieniędzy Sejmu dodatkowe 18 tys. złotych, choć i tak w ciągu poprzednich 12 miesięcy dostawał tyle co miesiąc.
Karol Jene – dyrektor biura klubu parlamentarnego Ruchu Palikota dostał z z Kancelarii Sejmu nagrodę roczną w wysokości 18 232 złotych. Nijak ma się to do ostrej krytyki marszałek i wicemarszałków Sejmu, którzy przyznali sobie wysokie nagrody za zeszły rok. To właśnie Janusz Palikot był wtedy najgłośniejszym krytykiem ich zachowania, a w połowie lutego wykluczył z klubu Wandę Nowicką.
Oburzenie budzi nie tylko nagroda dla Jenego, ale też jego zarobki. Chociaż rzeczni partii przekonuje, że szef klubu zarabia niecałe 7 tys. zł, według "Rzeczpospolitej" w zeszłym roku musiał on zarabiać ponad 18 tys. zł. Właśnie na tej podstawie oblicza się nagrodę. O zarobkach dyrektora swojego biura chętnie mówią posłowie Ruchu Palikota, którzy przyznają, że są one znacznie wyższe od szefów biur innych partii.
O premiach dla prezydium Sejmu pisał na swoim blogu Paweł Piskorski.
Źródło: "Rzeczpospolita"
