
Podczas wizyty w lubuskiem minister sprawiedliwości Jarosław Gowin chciał spotkać się z młodzieżą, ale inicjatywę zablokował starosta sulęciński. Oficjalnie nie było odpowiedniej sali, ale wydaje się to raczej odwet polityka SLD za zniesienie niezależności organizacyjnej sądu rejonowego w tym mieście.
Niezrażony kolejnymi plotkami o nadchodzącej dymisji minister sprawiedliwości Jarosław Gowin podróżuje po kraju. Ale nawet podczas tych wizyt spotykają go problemy. Polityk miał spotkać się z uczniami liceum w Sulęcinie, ale nie udało mu się porozmawiać z młodzieżą. Na przeszkodzie stanął starosta sulęciński i wiceprzewodniczący SLD w regionie Dariusz Ejchart. Oficjalnie powodem był brak odpowiedniej sali, ale wydaje się, że dominującą rolę odegrały względy polityczne, a nie logistyczne.
Organizatorka spotkania, posłanka PO Bożena Sławiak (prywatnie teściowa starosty) powiedziała, że starosta zakazał dyrektorowi organizacji spotkania. Ma to być odwet za zniesienie samodzielności organizacyjnej sądu w Sulęcinie i podporządkowania go sądowi w Międzyrzeczu. Jak opisuje "Gazeta Lubuska" o Gowinie starosta Ejchart ma mówić "człowiek, który doprowadził do likwidacji sądu w Sulęcinie, a tym samym do obniżenia rangi powiatu".
Z reformą ministra sprawiedliwości walczyli też politycy PSL, którzy zaskarżyli decyzję ministra do Trybunału Konstytucyjnego. W styczniu 2013 r., na mocy decyzji ministra Gowina, 79 najmniejszych sądów rejonowych zostało przekształconych w wydziały zamiejscowe większych jednostek. Gowin przekonuje, że wprowadzona przez niego reforma sądownictwa usprawni pracę sądów, odciążając sędziów z dużych miast.
Jednak sądy rejonowe nie wydają się być teraz najpoważniejszym problemem Gowina.
