
– Przez te trzy lata ciągle ktoś mnie o coś obwinia. Nie czuję winy, ale i tak boli. Staram się wszystko tłumaczyć, wyjaśniać. Często jest tak, jakby moja prawda nie miała znaczenia, nikogo nie interesowała. Nie musiałam jechać do Moskwy. Przecież nie pojechałam tam dlatego, że miałam taki obowiązek – mówi w wywiadzie dla "Newsweeka" Ewa Kopacz.
Ewa Kopacz w rozmowie z “Newsweekiem” przyznaje, że gdyby dano jej jeszcze raz wybór, znów pojechałaby do Moskwy wraz z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej.
Ewa Kopacz
dla "Newsweeka"
Kopacz twierdzi, że kierowała się “zwykłym ludzkim odruchem”, nie biorąc pod uwagę, że później może być atakowana i krytykowana. Podkreśla, że po 10 kwietnia 2010 roku “wszyscy byliśmy wyłącznie ludźmi cierpiącymi, okaleczonymi, a nie robiącymi politykę”. Kopacz dodaje, że polityczne rozgrywki wokół smoleńskiej tragedii zaczęły się później i rozgrywały się “jakby w innym wymiarze”.
Ewa Kopacz dała jednak do zrozumienia, że do dziś płaci cenę za swoją ówczesną decyzję.
Ewa Kopacz
dla "Newsweeka"
Nie zawsze jednak była słuchana. W kwietniu 2012 roku wdowa po Przemysławie Gosiewskim twierdziła w radiu RMF FM, że jej zdaniem katastrofa smoleńska nie była zwykłym wypadkiem lotniczym, a podczas sekcji zwłok ciała ofiar były w Rosji bezczeszczone.
Z relacji senator PiS wynikało, że ciała otwierano, usuwano z nich do badań organy wewnętrzne, ale po przeprowadzonej sekcji nie kompletowano już szczątków. – Marszałek brała udział, albo co najmniej była świadkiem tych wydarzeń – mówiła o Ewie Kopacz Beata Gosiewska. Ówczesną minister zdrowia oskarżano także o pomyłki związane z identyfikacją ciał ofiar. Zobacz także: Ewa Kopacz: Nie byłam przy identyfikacji Anny Walentynowicz. Nie mam problemu ze słowem przepraszam
Kopacz skarży się jednak w wywiadzie na brak zrozumienia: – Nie musiałam jechać do Moskwy. Przecież nie pojechałam tam dlatego, że miałam taki obowiązek – mówi.
Źródło: “Newsweek”
