Geny usprawiedliwiają zdradę?
Geny usprawiedliwiają zdradę? Fot. Shutterstock

Tekst najnowszego "Newsweeka" o genach i hormonach skłaniających nas do zdradzania partnera wywołał spore poruszenie. Pierwotne instynkty i naturalne uwarunkowania genetyczne usprawiedliwiają wyrządzenie krzywdy drugiej osobie? – Najłatwiej powiedzieć, że jesteśmy uwarunkowani genetycznie do zdradzania. To jednak nie jest takie proste – mówi socjolog.

REKLAMA
Opublikowany w naTemat tekst "Newsweeka" o genetycznie uwarunkowanej potrzebie zdradzania partnera wywołał spore poruszenie nie tylko wśród naszych czytelników. Do całej sprawy odniósł się już nawet Tomasz Terlikowski, który stanowczo sprzeciwił się rewelacjom tygodnika.
Tomasz Terlikowski
o artykule w najnowszym "Newsweeku"

Nie wiem jak Lis, ale ja nie muszę zdradzać. [...] Nawet jeśli istnieje coś takiego jak gen niewierności (a to wcale nie jest takie proste), to człowiek pozostaje wolny i może wybierać. W odróżnieniu od norek czy myszek ma wolną wolę i możliwość formowania się do cnót, które są silniejsze niż genetyczne zdeterminowanie. Natura ludzka, wbrew temu, co twierdzą dziennikarze „Newsweeka” wcale nie jest więc ukierunkowana ku zdradzie. CZYTAJ WIĘCEJ


Takiego poglądu na zdradę można się było spodziewać po deklarującym przywiązanie do katolickich wartości Tomaszu Terlikowskim. Jednak spory podział rysuje się także wśród czytelników naTemat, którzy są przecież zróżnicowani i niekoniecznie kierują się względami religijnymi. Jedni, jak choćby Ewelina, z ironią wspomina, że teraz można usprawiedliwiać się przed partnerem słowami "kochanie, geny mnie poniosły". Inni tekst przyjęli z przymrużeniem oka w myśl zasady "amerykańscy naukowcy znów coś odkryli". Katarzyna czy Tomasz poddają w wątpliwość twierdzenie, że z genami nic nie wygra, bo wciąż istnieje wolna wola oraz zasady, które nam wpojono w procesie socjalizacji czy uwarunkowania społeczno - kulturowe.
Katarzyna
czytelniczka naTemat

Bzdury, to jest tylko kwestia ludzkiej woli, sumienia i przyzwoitości, niczego więcej. CZYTAJ WIĘCEJ

Nauka opisuje, nie wartościuje
Zarzuty, że "Newsweek" udziela przyzwolenia lub nawet namawia do zdrady są chybione, bo dziennikarze tygodnika przytoczyli po prostu wyniki badań różnych naukowców, którzy poświęcili się studiowaniu przyczyn niewierności w relacjach damsko-męskich. Nauka ma odkrywać świat, tłumaczyć jego prawidłowości. To, że człowiek odczuwa pierwotne instynkty podobne do zwierzęcych jest niepodważalne. Warto się jednak pochylić nad tym, jaki czynnik w związku dwojga ludzi gra pierwsze skrzypce? Co jest ważniejsze? Gen, hormon czy szeroko rozumiane poczucie moralności, respektowanie społecznych i kulturowych norm?
Grzeszki Polaków
Mimo przynależności do Kościoła lwiej części Polaków oraz deklarowania przez wielu z nich przywiązania do katolickich wartości, święci nie jesteśmy. Nad badaniem zdrady pochyla się prof. Zbigniew Izdebski czy CBOS. Z badań wynika, że nawet 25 proc. Polaków przyznaje się do szeroko rozumianej zdrady, nawet tej przelotnej. Choć liczbie tej nie można ufać w ciemno, gdyż, jak podkreślają psychologowie, sporną kwestią jest sama definicja zdrady.
Jedni za taką uważają już flirt na tematy "okołoseksualne", inni korzystając z seksu za pieniądze tłumaczą się, że to po prostu usługa prawie jak każda inna. Choć częściej zdradzają mężczyźni, kobiety już na stałe obaliły mit, że zawsze są stroną poszkodowaną. Na to również zwracają uwagę psychologowie - w poradniach małżeńskich pojawiają się coraz częściej zdruzgotani mężczyźni, którzy od dziecka słysząc stereotypowe "facet to świnia", nie spodziewali się, że nawet jeśli sami dochowają wierności, może ich spotkać przykra niespodzianka.
Zdrada w pracy?
Najpopularniejszą fantazją odnośnie partnera, z którym chcielibyśmy zdradzić jest celebryta lub aktor. Jednak, jak pokazują badania, bardzo często rozważając możliwość niewierności lub działając pod wpływem impulsu wzrok kierujemy na kolegę lub koleżankę z pracy. W końcu niejednokrotnie spędzamy w pracy więcej czasu niż w domu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że idąc do pracy staramy się, by nasz wygląd był jak najbardziej atrakcyjny. W domu z kolei kobiety zamieniają spódnice na workowate, lecz wygodne dresy, mężczyźni natomiast na krótkie spodenki i przysłowiowe "laczki". Wystarczy dodać do tego nierozwiązane problemy, rutynę i mamy przepis na zdradę.
Ci wierni
Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski od lat bada seksualność Polaków. W rozmowie z naTemat zaznacza, że zdrada to bardzo szerokie i stare zjawisko. – Co jakiś czas słyszymy o nowych odkryciach w tej dziedzinie. Czy to geny, czy inne przekaźniki neurobiologiczne. Ten spór będzie trwał zawsze – komentuje. Prof. Izdebski tłumaczy, że sama zdrada to bardzo złożony proces, a doniesienia naukowców o roli genów czy hormonów w niewierności nie ma na celu do niej zachęcać, lecz pokazać temat z każdej strony. – Nie tylko popęd czy pierwotne instynkty są decydujące. Niezwykle ważną kwestią jest sam proces socjalizacji, uwarunkowanie społeczno-kulturowe i stopień poszanowania dla norm przyjętych w danym społeczeństwie – zaznacza.
Polacy mają swoje grzeszki, lecz, jak zaznacza seksuolog, na tle innych krajów UE to my jesteśmy "tymi wiernymi". Jego zdaniem duży wpływ mają tu jeszcze obecne w Polsce czynniki religijne. Jeszcze, bo coraz częściej liberalizujemy się w strefie seksualności. Religijne zalecenia co do seksu idą w swoją stronę, preferencje Polaków w inną. Prof. Izdebski podkreśla też, że wskaźnik osób zdradzających nie będzie znacząco rósł. Bynajmniej nie dlatego, że nagle staniemy się wierni.
– Polacy zawierają coraz mniej związków małżeńskich, często preferują związki nieformalne, ponadto wielu decyduje się na życie singla. Wiele osób z tej ostatniej grupy uprawia seks. Lecz nie mają poczucia, że kogokolwiek zdradzają, więc nie będą się przyznawać podczas badań społecznych, że nie dochowują wierności – mówi prof. Izdebski. Z kolei, szeregi nazywanych pogardliwie "strażników moralności" zasilają osoby, które były zdradzone przez partnerów i nie chcą przeżywać tego po raz kolejny.
Geny to nie wszystko
Dr Waldemar Urbanik, socjolog, dziekan WNS w Wyższej Szkole Humanistycznej TWP w Szczecinie tłumaczy, że szeroko pojętą zdradę trzeba podzielić na dwie uproszczone, podstawowe grupy. Pierwsza dotyczy merkantylistycznych wartości. – Jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało, wtedy przyświeca nam makiawelistyczna zasada "cel uświęca środki". Podchodzimy do tego racjonalnie, szacujemy zyski i straty, dokonujemy takiego wyboru, który będzie opłacalny – mówi dr Waldemar Urbanik. Druga grupa zdrad natomiast dotyczy interpersonalnych relacji. Wtedy, jak zaznacza socjolog, często emocje biorą górę nad normami społecznymi.
– Spora część koncepcji "genetycznych" ma drugorzędne, by nie powiedzieć, trzeciorzędne znaczenie – mówi dr Urbanik. Dlaczego hołdujemy danym wartościom? Socjolog zaznacza, że najprościej jest powiedzieć, iż jesteśmy genetycznie uwarunkowani do zdradzania, lecz sprawa wcale nie jest taka prosta. – Mam wątpliwości, czy wszystko da się podporządkować uwarunkowaniom genetycznym czy hormonalnym lub powiedzieć, że nie jesteśmy stworzeni do monogamii. Zdecydowanie większe znaczenie ma to, jak daleko postąpił w nas proces socjalizacji. Jak bardzo chcemy lub jesteśmy skłonni przestrzegać przyjętych ogólnie społecznych norm – mówi dr Waldemar Urbanik.
Kobieta zdradzająca
By podkreślić, że geny mają swój udział, lecz to nie wszystko, prof. Zbigniew Izdebski wspomina, jak zmieniły się poglądy kobiet na sferę seksualności. Dawniej przyjęło się uważać, że mężczyźni zdradzają częściej, na dodatek z powodu płytkich pobudek. W statystykach powoli lecz systematycznie doganiają ich kobiety. Jak tłumaczy prof. Izdebski, wciąż wiele pań za powód zdrady podaje takie egzystencjalne motywy jak "brak poczucia bezpieczeństwa", potrzeba adoracji, uwagi.
Nie brakuje jednak kobiet, które są po prostu świadome swoich praw czy możliwości. – Zwiększyła się ich otwartość na sferę seksu – mówi seksuolog. Duży wpływ na to ma internet. – Można już śmiało powiedzieć, że widać wyraźny podział między seksualnością internautów, a seksualnością Polaków – dodaje prof. Izdebski.
Ryzykowna recepta
Jak tłumaczy seksuolog, do tej pory nie zmieniła się tendencja w myśl której, jeśli już mowa o przebaczeniu zdrady, łatwiej przyjdzie to kobiecie. Jednak w wielu przypadkach zdradzeni (i zdradzający) tłumaczyli, że to właśnie niewierność jest przyczyną rozpadu związku. Paradoksalnie, jak wskazuje prof. Izdebski, niejednokrotnie zdrada posłużyła parze do refleksji i naprawy wzajemnych relacji. – Oczywiście to nie znaczy, że niewierność należy propagować czy doradzać jako remedium na problemy w związku. Zdrada to często objaw kryzysu, a każdy kryzys wymaga podjęcia środków, które mogą go złagodzić lub zniwelować – dodaje.

Prof. Izdebski zwrócił się też do czytelników naTemat, by zbliżający się długi weekend majowy poświęcili na chwilę refleksji. Jeśli komuś chodzi po głowie potrzeba wprowadzenia do związku urozmaicenia w postaci seksu na boku, lepiej się chwilę zastanowić i porozmawiać. – Wielokrotnie przyczyną zdrady są autentyczne problemy w związku, a nie geny. A problemy wynikają z braku komunikacji. Na dobry początek wystarczy porozmawiać i powiedzieć, co nam się podoba, a co nie oraz czego oczekiwalibyśmy od partnera – mówi prof. Izdebski.
Co, gdy już się zdradzi? Poglądy są różne. Wioletta Lekszycka, terapeutka małżeńska w rozmowie z naTemat tłumaczyła, że niekoniecznie należy o tym partnerowi mówić.
Wioletta Lekszycka
w rozmowie z naTemat

Sama zdrada wywołuje w człowieku niesamowity dyskomfort. Jeśli osoba, która nie dotrzymała wierności, chce utrzymać związek, nie potrzebuje dodatkowej kary pod postacią konieczności zwierzania się. Nie powinna też w taki sposób zmniejszać swojego poczucia winy. Niestety, muszę z tym zostać sam. Nie oznacza to, że należy zepchnąć zdradę w tył głowy i zapomnieć. Nie jestem zwolenniczką mówienia partnerowi o zdradzie. Trzeba umieć ponosić ten trud. Uważam też, ze zdrowiej jest się rozstawać bez informowania o zdradzie. Komu ma to służyć? CZYTAJ WIĘCEJ