
Tekst najnowszego "Newsweeka" o genach i hormonach skłaniających nas do zdradzania partnera wywołał spore poruszenie. Pierwotne instynkty i naturalne uwarunkowania genetyczne usprawiedliwiają wyrządzenie krzywdy drugiej osobie? – Najłatwiej powiedzieć, że jesteśmy uwarunkowani genetycznie do zdradzania. To jednak nie jest takie proste – mówi socjolog.
Nie wiem jak Lis, ale ja nie muszę zdradzać. [...] Nawet jeśli istnieje coś takiego jak gen niewierności (a to wcale nie jest takie proste), to człowiek pozostaje wolny i może wybierać. W odróżnieniu od norek czy myszek ma wolną wolę i możliwość formowania się do cnót, które są silniejsze niż genetyczne zdeterminowanie. Natura ludzka, wbrew temu, co twierdzą dziennikarze „Newsweeka” wcale nie jest więc ukierunkowana ku zdradzie. CZYTAJ WIĘCEJ
Takiego poglądu na zdradę można się było spodziewać po deklarującym przywiązanie do katolickich wartości Tomaszu Terlikowskim. Jednak spory podział rysuje się także wśród czytelników naTemat, którzy są przecież zróżnicowani i niekoniecznie kierują się względami religijnymi. Jedni, jak choćby Ewelina, z ironią wspomina, że teraz można usprawiedliwiać się przed partnerem słowami "kochanie, geny mnie poniosły". Inni tekst przyjęli z przymrużeniem oka w myśl zasady "amerykańscy naukowcy znów coś odkryli". Katarzyna czy Tomasz poddają w wątpliwość twierdzenie, że z genami nic nie wygra, bo wciąż istnieje wolna wola oraz zasady, które nam wpojono w procesie socjalizacji czy uwarunkowania społeczno - kulturowe.
Bzdury, to jest tylko kwestia ludzkiej woli, sumienia i przyzwoitości, niczego więcej. CZYTAJ WIĘCEJ
Zarzuty, że "Newsweek" udziela przyzwolenia lub nawet namawia do zdrady są chybione, bo dziennikarze tygodnika przytoczyli po prostu wyniki badań różnych naukowców, którzy poświęcili się studiowaniu przyczyn niewierności w relacjach damsko-męskich. Nauka ma odkrywać świat, tłumaczyć jego prawidłowości. To, że człowiek odczuwa pierwotne instynkty podobne do zwierzęcych jest niepodważalne. Warto się jednak pochylić nad tym, jaki czynnik w związku dwojga ludzi gra pierwsze skrzypce? Co jest ważniejsze? Gen, hormon czy szeroko rozumiane poczucie moralności, respektowanie społecznych i kulturowych norm?
Mimo przynależności do Kościoła lwiej części Polaków oraz deklarowania przez wielu z nich przywiązania do katolickich wartości, święci nie jesteśmy. Nad badaniem zdrady pochyla się prof. Zbigniew Izdebski czy CBOS. Z badań wynika, że nawet 25 proc. Polaków przyznaje się do szeroko rozumianej zdrady, nawet tej przelotnej. Choć liczbie tej nie można ufać w ciemno, gdyż, jak podkreślają psychologowie, sporną kwestią jest sama definicja zdrady.
Najpopularniejszą fantazją odnośnie partnera, z którym chcielibyśmy zdradzić jest celebryta lub aktor. Jednak, jak pokazują badania, bardzo często rozważając możliwość niewierności lub działając pod wpływem impulsu wzrok kierujemy na kolegę lub koleżankę z pracy. W końcu niejednokrotnie spędzamy w pracy więcej czasu niż w domu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że idąc do pracy staramy się, by nasz wygląd był jak najbardziej atrakcyjny. W domu z kolei kobiety zamieniają spódnice na workowate, lecz wygodne dresy, mężczyźni natomiast na krótkie spodenki i przysłowiowe "laczki". Wystarczy dodać do tego nierozwiązane problemy, rutynę i mamy przepis na zdradę.
Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski od lat bada seksualność Polaków. W rozmowie z naTemat zaznacza, że zdrada to bardzo szerokie i stare zjawisko. – Co jakiś czas słyszymy o nowych odkryciach w tej dziedzinie. Czy to geny, czy inne przekaźniki neurobiologiczne. Ten spór będzie trwał zawsze – komentuje. Prof. Izdebski tłumaczy, że sama zdrada to bardzo złożony proces, a doniesienia naukowców o roli genów czy hormonów w niewierności nie ma na celu do niej zachęcać, lecz pokazać temat z każdej strony. – Nie tylko popęd czy pierwotne instynkty są decydujące. Niezwykle ważną kwestią jest sam proces socjalizacji, uwarunkowanie społeczno-kulturowe i stopień poszanowania dla norm przyjętych w danym społeczeństwie – zaznacza.
Dr Waldemar Urbanik, socjolog, dziekan WNS w Wyższej Szkole Humanistycznej TWP w Szczecinie tłumaczy, że szeroko pojętą zdradę trzeba podzielić na dwie uproszczone, podstawowe grupy. Pierwsza dotyczy merkantylistycznych wartości. – Jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało, wtedy przyświeca nam makiawelistyczna zasada "cel uświęca środki". Podchodzimy do tego racjonalnie, szacujemy zyski i straty, dokonujemy takiego wyboru, który będzie opłacalny – mówi dr Waldemar Urbanik. Druga grupa zdrad natomiast dotyczy interpersonalnych relacji. Wtedy, jak zaznacza socjolog, często emocje biorą górę nad normami społecznymi.
By podkreślić, że geny mają swój udział, lecz to nie wszystko, prof. Zbigniew Izdebski wspomina, jak zmieniły się poglądy kobiet na sferę seksualności. Dawniej przyjęło się uważać, że mężczyźni zdradzają częściej, na dodatek z powodu płytkich pobudek. W statystykach powoli lecz systematycznie doganiają ich kobiety. Jak tłumaczy prof. Izdebski, wciąż wiele pań za powód zdrady podaje takie egzystencjalne motywy jak "brak poczucia bezpieczeństwa", potrzeba adoracji, uwagi.
Jak tłumaczy seksuolog, do tej pory nie zmieniła się tendencja w myśl której, jeśli już mowa o przebaczeniu zdrady, łatwiej przyjdzie to kobiecie. Jednak w wielu przypadkach zdradzeni (i zdradzający) tłumaczyli, że to właśnie niewierność jest przyczyną rozpadu związku. Paradoksalnie, jak wskazuje prof. Izdebski, niejednokrotnie zdrada posłużyła parze do refleksji i naprawy wzajemnych relacji. – Oczywiście to nie znaczy, że niewierność należy propagować czy doradzać jako remedium na problemy w związku. Zdrada to często objaw kryzysu, a każdy kryzys wymaga podjęcia środków, które mogą go złagodzić lub zniwelować – dodaje.
Prof. Izdebski zwrócił się też do czytelników naTemat, by zbliżający się długi weekend majowy poświęcili na chwilę refleksji. Jeśli komuś chodzi po głowie potrzeba wprowadzenia do związku urozmaicenia w postaci seksu na boku, lepiej się chwilę zastanowić i porozmawiać. – Wielokrotnie przyczyną zdrady są autentyczne problemy w związku, a nie geny. A problemy wynikają z braku komunikacji. Na dobry początek wystarczy porozmawiać i powiedzieć, co nam się podoba, a co nie oraz czego oczekiwalibyśmy od partnera – mówi prof. Izdebski.
Sama zdrada wywołuje w człowieku niesamowity dyskomfort. Jeśli osoba, która nie dotrzymała wierności, chce utrzymać związek, nie potrzebuje dodatkowej kary pod postacią konieczności zwierzania się. Nie powinna też w taki sposób zmniejszać swojego poczucia winy. Niestety, muszę z tym zostać sam. Nie oznacza to, że należy zepchnąć zdradę w tył głowy i zapomnieć. Nie jestem zwolenniczką mówienia partnerowi o zdradzie. Trzeba umieć ponosić ten trud. Uważam też, ze zdrowiej jest się rozstawać bez informowania o zdradzie. Komu ma to służyć? CZYTAJ WIĘCEJ

