
Do redakcji "Newsweeka" napisał ginekolog, który od 15 lat walczy w sądzie z kolegą lekarzem, który miał zaniedbać swoje obowiązki podczas przyjmowania porodu jego wnuka. – W sali porodowej trzeba kopać, krzyczeć, gryźć, domagać się pomocy. Ja bawiłem się w konwenanse – wyznaje Zdzisław Łucek.
Ginekolog Zdzisław Łucek napisał do redakcji "Newsweeka" w odpowiedzi na tekst sprzed miesiąca – "Śmiertelne porody", traktujący o błędach lekarskich, na których najbardziej ucierpiały noworodki. Lekarz opowiedział o kulisach porodu jego wnuka. Choć w sali porodowej przeczuwał, że z jego rodzącą córką (też lekarką) dzieje się coś złego, nic nie zrobił, "bawił się w konwenanse".
dr Zdzisław Łucek
ginekolog w rozmowie z "Newsweekiem"
Później było już tylko gorzej. Córka Zdzisława Łucka, Beata Jagiełło opowiedziała "Newsweekowi", że błąd popełniła lekarka-stażystka, bo źle oceniła położenie dziecka. Gdy rodzącej kobiecie wypadała pępowina, padła decyzja o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Jak sama wspominała, "przewieziono ją do sali operacyjnej i wtedy zaczęła się klubokawiarnia".
Beata Jagiełło
w rozmowie z "Newsweekiem"
W efekcie mały Alek urodził się w stanie śmierci klinicznej. To, że nadal żyje jest zdaniem matki "cudem". Niestety cierpi na porażenie czterokończynowe, przez co nie potrafi nawet utrzymać samodzielnie pionu w pozycji siedzącej. Nie jest jednak upośledzony intelektualnie. Od piętnastu lat Zdzisław Łucek wraz z córką toczą batalie sądowe z lekarzem, który miał wówczas dyżur. Inni lekarze patrzą się na nich krzywo za to, że w sądzie walczą z kolegą po fachu.
Beata Jagiełło
w rozmowie z "Newsweekiem"
Na to zwrócił uwagę doktor Łucek. Ocenił, że nie można dawać pacjentom rad w sprawie szpitala, w którym najlepiej rodzić. Jego zdaniem placówki są często bardzo dobre, a wszystko zależy od "ekipy, na którą się trafi". Jego córka miała pecha i trafiła na "ignoranta". Ani dr Łucek, ani jego córka nie mają zamiaru odpuszczać, bo, ich zdaniem, zaniedbania lekarza są karygodne. – Skoro potrafił tak zlekceważyć poród lekarki, córki ginekologa, to jak on traktuje zwykłe kobiety? Ile z nich jeszcze skrzywdzi? – pyta ginekolog.
Cały tekst w najnowszym "Newsweeku".
Czytaj także: