
Katarzyna Kolenda-Zaleska ocenia, że Polacy nie potrafią uszanować poglądów i wiary innych ludzi. Jako ostatni przykład podaje Marka Biernackiego, który jeszcze nie zdążył wykazać się jako minister sprawiedliwości, a już został skrytykowany. Dziennikarka dziwi się, że to samo nie spotkało jeszcze popularnych piłkarzy, którzy przyznają się do wiary w Boga i okazują ją na meczach.
Mam wrażenie, że ci, którzy szydzą z religii i jednocześnie tak bardzo domagają się tolerancji dla wszystkich w życiu publicznym, sami zapomnieli, czym jest tolerancja. Jako katoliczka i liberałka uważam, że każdy ma prawo do własnych poglądów, gestów i wyborów. Szanuję je, nawet jeśli nie są moimi. Nie zwalczam tych, którzy domagają się np. aborcji na życzenie, ale staram się rozumieć, choć się z nimi nie zgadzam. CZYTAJ WIĘCEJ
Kolenda-Zaleska zauważa, że ofiarą tego mechanizmu padł nowy minister sprawiedliwości, który ma konserwatywne poglądy. Jednak nie jest wcale przesądzone, że będzie dawał im wyraz na nowym stanowisku. Jednak zanim okazało się, jakim ministrem będzie Marek Biernacki już został skrytykowany za przywiązanie do wiary. Według dziennikarki nieco przypominamy polityków, których tak krytykujemy za brak tolerancji i ciągłe spory, które często nie mają podstaw.
Od pewnego czasu obserwuję w naszej polskiej rzeczywistości kryzys sztuki dialogu. Wśród rozmówców pojawiają się spore rzesze osób całkowicie zrośniętych ze swoim światopoglądem i nie mających zamiaru dopuścić do niego jakichkolwiek przebłysków sceptycyzmu. Gdy te osoby słyszą, że jednak ten światopogląd jest podważany, starają się uciszyć lub zdeprecjonować rozmówcę. Nie przychodzi im do głowy, że może lepiej by było przygotować jakieś kontrargumenty. Tu warto podkreślić liczbę mnogą słowa "kontrargument", bo zdarza się nader często, iż słyszy się w dyskusjach jeden argument powtarzany z pozytywkową cierpliwością, całkowicie niezależnie od tego, czy dotarł do innych uczestników rozmowy. CZYTAJ WIĘCEJ


