
Czy praca dla państwa powinna być honorem, czy zwykłą działalnością gospodarczą na rynkowych warunkach. Być może o to właśnie chodzi w trwającym sporze o spółkę Polskie Inwestycje Rozwojowe. Rząd chciał do niej zatrudnić najlepszych menadżerów. Zatrudnił, a właściwie prawie zatrudnił jednego. Z tym bowiem już spiera się o pieniądze. Mariusz Grendowicz, przyzwyczajony do milionowych zarobków, miał dostawać około 120 tysięcy zł miesięcznie. Nowy minister skarbu powiedział, że może dostać najwyżej połowę. Więc "Inwestycje", które mają wydawać miliardy stoją z powodu 60 tysięcy miesięcznie.
Top managerów miały przyciągnąć obietnice wysokich zarobków, których (mimo państwowej spółki) nie będzie (dzięki umowom menedżerskim) regulowała ustawa kominowa (ogranicza wynagrodzenie do ok. 25 tys. zł brutto miesięcznie). Na prezesa PIR wybrano ekonomistę, byłego prezesa giełdowego BRE Banku Mariusza Grendowicza. Według informacji "Rzeczpospolitej" były już minister skarbu Mikołaj Budzanowski zaproponować miał ok. 100 tys. zł brutto miesięcznie (80-120 tys.). Nowy minister – Włodzimierz Karpiński jest gotów przystać jedynie na 60 tys. zł. To miało zniechęcić Grendowicz, który godził się w końcu na inne warunki.
Szukaliśmy osoby z wyjątkowym doświadczeniem w sektorze finansowym, w bankowości w Polsce; można powiedzieć, że osoby z najwyższej półki. CZYTAJ WIĘCEJ
Zmiana wysokości wynagrodzenia nie dziwi Macieja Grelowskiego, eksperta gospodarczego i przewodniczącego Rady Głównej BCC. – Właścicielowi nigdy nie można odmówić prawa do zmiany warunków umowy. Ktoś, kto podejmuje się współpracy z polityczno-populistyczną spółką, zawsze musi się z tym liczyć. Tak samo jak z tym, że jego wartość nie będzie oceniana według zasad rynkowych – podkreśla Grelowski.
Budzanowski ogłosił wybór Mariusza Grendowicza na początku marca. Wtedy nowo wybrany prezes zapowiedział, że w pierwszej kolejności zajmie się organizacją spółki. Póki co działania PIR stoją w miejscu. Nie podano nazwisk kolejnych menedżerów. Powodem są najprawdopodobniej właśnie finansowe nieporozumienia. Od pensji prezesa PIR będą też uzależnione wynagrodzenia wiceprezesów i innych menedżerów.
Mając do dyspozycji stawki mało konkurencyjne dla topowych menadżerów w Polsce stawki, Grendowicz nie będzie miał szansy na przyciągnięcie z sektora prywatnego tych naprawdę doświadczonych i liczących się na rynku. – Nie ma żadnej przesłanki, żeby prezes zarabiał więcej niż członkowie zarządu. Wszyscy ponoszą taką samą odpowiedzialność – ocenia Maciej Grelowski. Dodaje, że proponując niższe wynagrodzenie, ministerstwo wysyła jednak dosyć niepokojący sygnał. – Muszą się liczyć, że nie będą mieli menadżerów z pierwszej, a czwartej ligi – komentuje.
Z informacji uzyskanych od Rady Nadzorczej wynika, że podpisanie kontraktu z prezesem Mariuszem Grendowiczem powinno nastąpić w najbliższych dniach. Kwestie wynagrodzeń pracowników Polskich Inwestycji Rozwojowych należą do zarządu spółki. Jeśli chodzi o pozostałych członków zarządu, to podobnie jak w przypadku prezesa Grendowicza, będą uwzględniały doświadczenie kandydata jak i standardy rynkowe.

