
Styczeń składa się z resztek. Resztki serniczka zamrożonego na czarną godzinę, resztki kolorowych serpentyn pod nogami, resztki wspomnień. W portfelu też jakieś resztki. Nienawidzę stycznia.
W witrynie sklepowej śmieje się do mnie bałwan. Przecenili go, to się cieszy. Mnie nie jest do śmiechu, bo oto wszystko się skończyło. Święta, sylwester, obietnice, że "od Nowego Roku to już naprawdę".
Pod nogami chrupią resztki petard, między butami plączą się kolorowe serpentyny. Szarość stycznia wylewa się wszędzie. Powietrze wilgotne, ciężkie. Grudzień zabrał całą energię, wessał w siebie kolory i tę chwilową jaskrawość.
Święta minęły, prezenty rozpakowane. W łazience zapas dziesięciu żeli pod prysznic. W portfelu paragony grozy. Nie ma na co czekać. Do Walentynek daleko. Do wiosny jeszcze dalej. Wkracza melancholia.
Ja tego stycznia też nie zapraszałam. Było mi dobrze w tej świątecznej zasłonie dymnej – tu migoczące lampki, tam para unosząca się znad kubka gorącej herbaty na jarmarku. A teraz nagle wszystko widać ostrzej: stan konta, postanowienia noworoczne, których nawet zaczęłam realizować, kolejną zmarszczkę. Wszak jestem starsza.
Mam mydło, które gra świąteczne melodie. Serio. Z każdym myciem dźwięk jest krótszy, słabszy, jakby gasł razem z resztkami grudniowej magii. W końcu urwie się całkiem. Idealna metafora.
Styczeń nie ma konkurencji
Nie znoszę stycznia. Jest zimny, nijaki i okropnie przewidywalny. Poranki ciemne, wieczory długie. Z każdej strony wyskakują reklamy poświątecznych wyprzedaży, jakby świat chciał mnie przekonać, że jak kupię sobie Thermomix, to od razu mi się polepszy. Musiałabym sobie w nim zmiksować słońce.
I choć nie ma na to badań i naukowych dowodów, mówi się, że styczeń to najsmutniejszy miesiąc w roku. Listopad przy nim to niewinna rozgrzewka – nawet nie zbliża się do mistrza styczniowej chandry. Julian Tuwim pisał: "Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku". O nie, mój drogi Julianie. Styczeń nie ma konkurencji.
Wiedzą o tym najlepiej organizacje pomagające osobom w kryzysie psychicznym. W styczniu notują wyraźny wzrost zgłoszeń. Ludzie częściej szukają pomocy, bo częściej czują, że nie dają rady. I świetnie, że to robią.
Symbolicznym apogeum styczniowej chandry jest Blue Monday – trzeci poniedziałek miesiąca. Uchodzi on za dzień szczególnie przygnębiający. Termin wymyślił psycholog Cliff Arnall, który opracował własny "matematyczny" wzór na ten dzień.Naukowcy raczej kręcą na to nosem, bo nie ma twardych dowodów, że to faktycznie jest najgorszy w roku. Mimo to każdy styczniowy poniedziałek daje się we znaki: szaro, zimno, święta już dawno za nami, kolejne długie tygodnie zimy jeszcze przed nami.
Styczeń kumuluje wszystko, co najtrudniejsze: brak słońca, świąteczna euforia odbija się czkawką, a wyobrażenia o "nowym ja" brutalnie zderzają się z rzeczywistością. Miało być świeżo i z nową energią, a wyszło jak zwykle.
Psychologowie mają na to prostą nazwę – to efekt złamanej obietnicy. Bo nawet osoby zmagające się z chandrą albo takie marudy jak ja kończą rok z poczuciem, że coś dobrego czai się tuż za rogiem.
A potem przychodzi styczeń. Uderza jak z liścia. Jak głupio teraz by się wyglądało w świątecznym swetrze.
Mogę tak sobie jeszcze marudzić, ale wolę skupić się na nauce. Wyczytałam, że zimą – a szczególnie właśnie w styczniu – najgroźniejsze okazują się choroby układu oddechowego i krążenia. Zapalenie płuc, choroba niedokrwienna serca, udar – to one zbierają największe żniwo. Chłód nie jest dla organizmu obojętny: sprzyja stanom zapalnym, które mogą uruchamiać całą lawinę problemów zdrowotnych, od cukrzycy po choroby serca.
Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda zauważyli, że poziom złego cholesterolu i trójglicerydów najwyższy jest właśnie w styczniu, a najniższy latem. Zły cholesterol to prosta droga do problemów z sercem – jednej z głównych przyczyn zgonów na świecie.
Krótko mówiąc: ze styczniem nie ma żartów. To miesiąc, który wystawia na próbę i psychikę, i ciało. Ale dobra wiadomość jest taka, że wiedząc o tym, możemy się przed nim lepiej chronić – zadbać o ruch, dietę, sen i drobne przyjemności.
Dlatego zamiast liczyć, że "jakoś to będzie", warto dać sobie trochę luzu, troski i zrozumienia. A kiedy trzeba, to sięgnąć po profesjonalną pomoc.
Telefony wsparcia psychologicznego i kryzysowego w Polsce
• 112 – numer alarmowy (w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia)
• 800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (całodobowo, bezpłatnie)
• 116 123 – Telefon Zaufania dla Dorosłych (wsparcie emocjonalne, anonimowo)
• 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (24/7, także czat)
• 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka (całodobowo)
• 22 484 88 01 – Antydepresyjny Telefon Zaufania (czynny w wyznaczonych godzinach)
• 800 120 002 – Niebieska Linia – pomoc dla osób doświadczających przemocy domowej
• 800 199 990 – Telefon Zaufania dla osób uzależnionych i ich bliskich
Zobacz także
